h

Zapraszamy do duchowego pielgrzymowania podczas trwania 307 WPP.

Prezentujemy teksty konferencji i Nowenny.

307 Warszawska Pielgrzymka Piesza na Jasną Górę 6–14.08.

Wolność jako dar i zadanie

Nowenna na podstawie książki „Maryjne drogi wolności Prymasa Tysiąclecia”

 

 Na użytek Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej

 

Spis treści:

 

Wstęp:

Rozważanie 1 – MIŁOŚĆ PEŁNIĄ WOLNOŚCI

Rozważanie 2 – SERCE BOGA ŹRÓDŁEM WOLNOŚCI

Rozważanie 3 – ZAGROŻENIA WOLNOŚCI

Rozważanie 4 – RODZINA BOGIEM SILNA OSTOJĄ WOLNOŚCI

Rozważanie 5 – NAJWAŻNIEJSZY NA ZIEMI JEST CZŁOWIEK

Rozważanie 6 – IDZIE NOWE

Rozważanie 7 – UWALNIAJĄCA MOC NADZIEI

Rozważanie 8 – BĘDZIESZ MIŁOWAŁ – PROGRAM WOLNOŚCI

Rozważanie 9 – WOLNI Z MARYJĄ

 

 

WSTĘP

 

W tym roku naszemu pielgrzymowaniu na Jasną Górę towarzyszy hasło „Wolni z Maryją”. Idziemy z wdzięcznością za to, że Polska po 123 latach niewoli odzyskała niepodległość i wróciła na mapę świata. Dziękując, jednocześnie chcemy prosić o prawdziwą wolność dla naszej Ojczyzny, dla naszych rodzin i dla nas samych. Naszej tegorocznej drodze będzie towarzyszyło słowo Prymasa Tysiąclecia – czcigodnego Sługi Bożego Stefana kardynała Wyszyńskiego, o którego beatyfikację gorąco się modlimy.

Ojciec Święty Jan Paweł II, związany najsilniejszymi więziami z Prymasem Tysiąclecia, prosił nas, swoich rodaków:

„Szczególnym przedmiotem takiej (…) medytacji uczyńcie postać niezapomnianego Prymasa Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Jego osobę, Jego naukę, Jego rolę w jakże trudnym okresie naszej historii. To wszystko uczyńcie przedmiotem medytacji i podejmijcie to wielkie i trudne dzieło, dziedzictwo przeszło tysiącletniej historii, na którym On, Kardynał Stefan, Prymas Polski, dobry Pasterz wycisnął trwa- łe, niezatarte piętno.”

Życie i nauczanie Kardynała Wyszyńskiego jest dla nas drogowskazem do prawdziwej wolności w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym.

 

 

 

Rozważanie 1 – MIŁOŚĆ PEŁNIĄ WOLNOŚCI

 

Niełatwo jest odpowiedzieć na pytanie: Czym jest wolność? Tyle nieporozumień przesłania właściwe rozumienie wolności. Tak często utożsamia się ją z samowolą, z wygodnictwem, wyzwoleniem od wszelkich zobowiązań i trudów. Takie korzystanie z własnej wolności prowadzi do wewnętrznej pustki i niewoli nałogów. Czym więc jest wolność?

Ojciec święty Jan Paweł II wyjaśniając sens oddania się Matce Bożej w niewolę, połączył pojęcie wolności i miłości. „Wolność jest wielkim darem Bożym, Trzeba go dobrze używać. Miłość stanowi spełnienie wolności, a równocześnie do jej istoty należy przynależeć, czyli – nie być wolnym, albo raczej być wolnym w  sposób dojrzały.”

Wolność jest darem Boga. To Ojciec Niebieski obdarował człowieka wolną wolą. Po ludzku myśląc, było to ryzyko ze strony Boga, Mógł przecież zaprogramować nas w sposób bezwzględny w stronę dobra. Dlaczego pozostawił nam prawo wyboru, skoro już pierwszy człowiek nie wytrzymał próby wolności? Dlaczego Bóg nie cofnął tego zobowiązującego daru? Na zawsze obdarzył nas wolnością, abyśmy byli zdolni do miłości, bo nie można kochać z przymusu. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, a On jest Miłością. I od człowieka oczekuje miłości. Bardzo obrazowo wyraził to kardynał Wyszyński, mówiąc: „Po to Bóg stworzył człowieka, aby mógł z nim obcować, doznając takich radości, jakich doznaje matka, gdy dziecię głaszcze ją drobnymi rączkami po buzi. Takich radości obcowania z ludźmi pragnie Bóg – Ojciec.”

Dlaczego wolność jest w konkretnym życiu tak trudnym zadaniem? Ciągle musimy  wybierać, a każdy wybór kosztuje.  Nasza ludzka natura została skażona przez grzech pierworodny. Człowiek nie zaufał Bogu. Zwiódł go szatan, siejąc wątpliwość w ludzkim sercu.

Początkowo na podstępne pytanie węża: Czy to prawda, że Bóg nie pozwolił Adamowi i Ewie jeść z drzew ogrodu rajskiego, Ewa spokojnie odpowiada: „Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyśmy nie pomarli” (Rdz. 3, 1-3)  „Jest to odpowiedź obiektywna, spokojna – rozważa Prymas – bez cienia nieufności i wątpliwości; rzeczowa informacja udzielona duchowi, którego chytrości pierwsza niewiasta nie przewidziała. Nie mając żadnych wątpliwości, po prostu informuje.   Ale następuje drugi atak. „Wtedy rzekła wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie.” – To jest już próba zasiania nieufności do Boga w sercu człowieka, próba zadania kłamstwa Temu, który jest Prawdą.- „Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło.” (Rdz.3, 4-5). Coraz bardziej pogłębia się próba siania nieufności do Tego, który działa przez samą prawdę, mądrość i miłość, który czyni wszystko dla człowieka, nie ukrywając przed nim niczego. (…) Szatan jest duchem niepokoju. Zakłóca więc w człowieku równowagę, stan błogiego posiadania pewności. Budzi nieufność tak, iż człowiek zaczyna pytać: kto wie, może istotnie jest tak jak on mówi…?  Może Bóg kierując się zazdrością o swoją Prawdę, Miłość i Mądrość, chce to wszystko ukryć i zabezpieczyć przede mną? Do tej pory miał człowiek całkowita pewność i zaufanie do swojego Boga – mówił dalej Kardynał Wyszyński – A teraz stoi jakby na dwóch ruchomych deskach, które ciągle się chwieją. Nic więc dziwnego, że od czasu do czasu upada, wstaje i znowu upada” Pomyślmy – ile grzechów popełniamy dlatego, że nie ufamy Bogu. Dopuszczamy wątpliwość czy naprawdę Bóg mnie kocha. I próbujemy na własną rękę znaleźć nasze pozorne, ludzkie szczęście.

Jako ratunek Bóg już w raju ukazał człowiekowi Niewiastę – Maryję.  Powiedział do węża: „Położę nieprzyjaźń między Tobą a Niewiastą, między potomstwem Twoim, a potomstwem Jej.”  Kiedy przyszła pełnia czasu, Bóg w Maryi odtworzył swój pierwotny plan. Ona nie zawiodła. W imieniu całej ludzkości odpowiedziała Bogu „tak”. W momencie zwiastowania z miłością współdziałała z tajemnicą Wcielenia. Ona Matka Boga-człowieka mówi: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Słowa Twego”. Służebnica to znaczy w tamtych czasach – Niewolnica. Nie było wówczas innej służby, tylko niewolnicy. Bez zastanowienia uległa Bogu, otwiera Słowu Przedwiecznemu drogę na świat. „Słowo Przedwieczne – mówi kardynał Wyszyński – druga osoba Trójcy Świętej w lonie Najświętszej Maryi Panny okryło się ciałem. Odtąd Bóg – człowiek zaczął wyciągać ludzkie ręce do ludzi. Najpierw w Betlejem, gdy pochyliła się nad nim ludzka Matka. I ludzka Matka doznała naprzód tej radości, że Jej piersi i twarzy dotknęły Boże dłonie (…) Tak już jest i tak pozostanie: Bóg wszedł w życie człowiecze, wyciągnął ramiona do ludzi i wyciąga je nieustannie.”

Dlatego Maryja jest bramą naszej wolności. Przez Nią przyszedł Zbawiciel, który odkupił nas z niewoli szatana i nieustannie oddaje Ojcu, jako wolne dzieci Boże. Fundamentem wolności człowieka jest poznane i przyjęcie prawdy o miłości Boga, od głębokiej relacji z Nim. Pięknie wyraził to św. Augustyn, który po burzliwym życiu nawrócił się do Boga. Napisał w swoich wyznaniach: „Późno Cię ukochałem, Piękności dawna i zawsze nowa! Późno Cię ukochałem! We mnie byłeś, ja zaś byłem na zewnątrz i na zewnątrz Cię poszukiwałem. Sam pełen brzydoty, biegłem za pięknem, które stworzyłeś. Byłeś ze mną, ale ja nie byłem z Tobą. Z dala od Ciebie trzymały mnie stworzenia, które nie istniałyby w ogóle, gdyby nie istniały w Tobie. Przemówiłeś, zawołałeś i pokonałeś moją głuchotę. Zajaśniałeś, Twoje światło usunęło moją ślepotę. Zapachniałeś wokoło, poczułem i chłonę Ciebie. Raz zakosztowałem, a oto łaknę i pragnę; dotknąłeś, a oto płonę pragnieniem Twojego pokoju.”

Bóg szuka człowieka. Tęskni za nim. Cierpliwie czeka na naszą miłość. On nie oczekuje od nas wytresowanych zachowań, ale miłości. Chrystus umarł za nas. Swoją krwią obmywa nas z grzechów. Karmi nas sobą. Czyni wszystko, aby przywrócić nam radość i wolność dzieci Bożych. Uczy nas mówić do Boga: Abba – Ojcze. Usprawiedliwia nasze słabości. Bardzo obrazowo mówił o ty Ksiądz Prymas w jednym ze swoich rozważań: „Mój Drogi Bracie wiszący na krzyżu, który znasz się na ludziach, zaprawdę, nie wiem, co czynię!… O, jak Ty się znasz na ludziach! Żyłeś wśród nich, otoczyłeś się nimi. Oni kochali, zdradzali, potem płakali, żałowali, przychodzili do Ciebie i przyrzekali poprawę po to, aby znów głupstwo zrobić. I tak bez końca, bez końca… Dei perfecta sunt opera – Tylko czyny Boga są doskonałe. My zawsze jesteśmy duplici corde, zawsze mamy serca i czyny rozdwojone.

Jesteśmy Bożą dzieciarnią, rozkrzyczanym „przedszkolem”. A Brat nasz, Jezus Chrystus, może pokazać nas Ojcu niebieskiemu mówiąc: Oto dzieci! Odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią! Byłem na ziemi, widziałem ich, chodziłem z nimi, jadłem i modliłem się z nimi. Wiem, jacy są – nie wiedzą, co czynią… I to jest nasza główna zaleta, a zarazem szczęście i ratunek . Ostatnia deska ratunku. Naprawdę nie wiemy, co czynimy…

Chrystus nieustannie przywraca nam wolność dzieci Bożych. Czuwa nad nami Jego Matka, która jest naszą Wspomożycielką i Królową naszego narodu.

Maryjo, Bramo wolności zawierzamy Ci nasze życie. Ogarnij swoja miłością nasze rodziny, przyjaciół. Oddajmy Ci ludzi zniewolonych. Wolność naszej Ojczyzny pragniemy ubezpieczyć w Tobie słowami Milenijnego Aktu Oddania:

Bogurodzico Dziewico, Matko Kościoła, Królowo Polski i Pani nasza Jasnogórska, (…) oddajemy dziś ufnym sercem w Twą wieczystą, macierzyńską niewolę miłości wszystkie dzieci Boże ochrzczonego Narodu i wszystko, co Polskę stanowi, za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej, (…) Przyjmij naszą ufność, umocnij ją w sercach naszych i złóż przed Obliczem Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Amen.

 

Rozważanie 2 – SERCE BOGA ŹRÓDŁEM WOLNOŚCI

 

Tak indywidulana wolność człowieka, jak i wolność Narodu ma swoje źródło w Bogu. Dlatego Prymas Wyszyński mówił: „Chociażbyśmy mieli stracić wszystko w naszej Ojczyźnie – musimy zachować wiarę w Boga (…). Powtarzam, możemy stracić wszystko, byle nie to! Były czasy, gdyśmy nie mieli ani chleba, ani domu, ani żadnej rzeczy, ale mieliśmy wiarę, która pomogła Narodowi przetrwać chwile trudne i wytrwać aż do dziś”.

Wkrótce po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, jako wotum wdzięczności za wolność narodu, został wzniesiony w Poznaniu, pomnik Najświętszego Serca Jezusowego.

Gdy przyszło na Polskę straszne doświadczenie II wojny światowej, wkraczający do Polski Niemcy wysadzili ten symbol odzyskanej niepodległości. „Padł w gruzy Pomnik Wdzięczności – pisał ksiądz Wyszyński – a ze spiżu postaci Chrystusowej wydarto złote serce, wotum wdzięcznej Polski. Straszna jest wymowa tej zbrodni. I jakże pouczająca! Wróg wiedział, co jest mocą narodu. Wiedział, że naród bez serca żyć nie może. Wiedział, że serce narodu jest w sercu Boga”. To znamienne stwierdzenie Prymasa przypomina, że wiara w Bożą obecność – w dniach pokoju czy wojny – jest naszą mocą i siłą. „Ufność – pisał – płynąca z głębokiej wiary w Serce Boga jest dźwignią narodu, jest hartem ducha w największych prześladowaniach, jest źródłem mocy i nadziei, nawet wbrew wszelkiej nadziei. (…) Nieprzyjazny człowiek, który uderzył w związek Serca Bożego z sercem narodu, zniszczył nasze ziemie, ale nie zniszczył w sercu narodu wiary w Serce Boga. Łatwiej wyrwać serce ze spiżu, niż z duszy narodu”.

Wiara w Bożą Opatrzność jest niezniszczalnym fundamentem bytu i wolności Ojczyzny. Serce Boga wszczepione w codzienne życie ludzi jest niewidzialną siłą i gwarancją wolności Ojczyzny. Prymas Wyszyński, doświadczony pasterz i nauczyciel, ostrzegał: „Ileż tajemniczych tragedii znikających potęg, państw i narodów da się zrozumieć dopiero wtedy, gdy zbadamy ich stosunek do Boga. «Nabywają nowych sił», gdy chodzą w prawie Bożym; «imiona głupich wymazane są z ziemi żyjących», gdy ci wymazali imię Boga z kodeksów swoich praw, z życia i obyczajów narodu. Jesteśmy nieraz świadkami rozpaczliwej rozgrywki, gdy naród rozdwojony w sobie ciągnie w dwie strony; jakże wówczas często dochodzi do walki rujnującej siły narodu. A bywa i tak, że naród, opanowany przez sługi Baala, utrzymuje się na powierzchni życia jedynie ofiarą, poświęceniem i mocą prześladowanych «bigotów, dewociarzy i klerykałów», którzy dają państwu nowe pokolenie obywateli, podtrzymują porządek prawny i powagę władzy państwowej, ratują honor żołnierza, odrabiają w biurach i urzędach zaległości po swych «wyzwolonych» kolegach, napełniają kasy państwowe sumiennością płatniczą, strzegą je od rozgrabienia i roztrwonienia”.

Skończyły się w naszej Ojczyźnie czasy przemocą narzucanej niewiary i filozofii negacji Boga. Obecnie zły duch przyjął inną taktykę: Niech sobie Bóg będzie, ale żyjmy tak, jakby Go nie było. To jest bardziej podstępna metoda walki z Bogiem. Jeżeli pragniemy wolności i dobra dla naszej Ojczyzny, musimy być świadomi tej pokusy i nie poddać się jej, bo nie własną siłą zwycięża człowiek i naród, ale mocą Bożą. W trudnych sytuacjach i zawirowaniach społecznych ludzie pytali kardynała Wyszyńskiego: „Co teraz z nami będzie?”. Odpowiadał spokojnie: „Tylko Bóg na pewno będzie i my w Nim”.

Bóg jest Źródłem i Dawcą wolności, ale mamy też świadomość, jak ogromny był wysiłek narodu zmagającego się o wolność.  Prymas Tysiąclecia, kardynał Stefan Wyszyński, z którym podążamy drogą wolności, mówił: „Nie myślcie najmilsze dzieci Boże, że wolność spadła nam z nieba, bez wysiłku, bez udziału całego narodu. Naród w niewoli nie przestał wierzyć w sprawiedliwość Bożą. Wołał nieustannie, cierpliwie, wytrwale: «Przed Twe ołtarze zanosim błaganie: Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!». Ten śpiew, krzyk rozpaczy, nadziei i wiary przebijał niebiosa, mobilizował całą Polskę, rozlegał się w kraju ojczystym i na wygnaniu, w więzieniach i w kopalniach. Zewsząd podnosił się w niebo wielki, potężny głos narodu, który nie chce i nie może umrzeć, bo mu nie wolno, bo nie ma do tego prawa”.

Dążenie do wolności obejmowało całe życie zagarniętej i podzielonej przez wrogów Ojczyzny. Miało swój wyraz w kulturze, w twórczości naszych wieszczów, w codziennym życiu polskich rodzin przekazujących dzieciom piękno ojczystej mowy i dziejów. Miało także swój wyraz w zbrojnej walce. Prymas Wyszyński czynił wszystko, aby nie zginął żaden człowiek, bo uważał, że Polska już dostatecznie się „wykrwawiła”. Jednak z całym przekonaniem bronił sensu narodowych powstań. Kiedy z okazji stulecia powstania styczniowego pojawiły się głosy krytyczne, mówił: „Nie potępiamy młodzieży, która na ulicach stolicy, z butelkami benzyny rzucała się na tanki hitlerowskie. A wy chcielibyście potępić tych, co przed stu laty walczyli, jak umieli i czym mogli? Jestem przekonany, że oni nie widzieli przed sobą wroga, nie widzieli Moskala, Niemca czy Austriaka – oni widzieli wolność i pragnęli wolności. Nie kierowali się nienawiścią, ale miłością wielkiej upragnionej sprawy – wolności. Ona była ich prawem i obowiązkiem. Musieli o nią walczyć!”.

Każdy naród ma prawo do wolności i suwerenności, ma prawo czuć się u siebie i decydować o kształcie swojego życia. Z mocą uczył Prymas Tysiąclecia: że żaden naród nie może zrezygnować ze swoich praw do wolności i z własnych zadań, że nie wolno tych praw nikomu oddawać, że obrona ich jest obowiązkiem moralnym, a rezygnowanie z nich – zdradą!”

Na każdym etapie dziejów obrona wolności ma inną formę. Istota pozostaje ta sama. Miłość do Ojczyzny jest naturalnym obowiązkiem każdego z nas. Mamy szanować wszystkie narody, ale obowiązuje nas ład miłowania. Prymas Wyszyński uczył: „ Dla nas po Bogu największa miłość to Polska! Musimy po Bogu dochować wierności przede wszystkim naszej Ojczyźnie i narodowej kulturze polskiej. Będziemy kochali wszystkich ludzi na świecie, ale w porządku miłości. Po Bogu więc, po Jezusie Chrystusie i Matce Najświętszej, po całym ładzie Bożym, nasz miłość należy się przede wszystkim naszej Ojczyźnie, mowie, dziejom, kulturze, z której wyrastamy na polskiej ziemi. I chociażby obwieszono na transparentach najrozmaitsze wezwania do miłowania wszystkich ludów i narodów, nie będziemy temu przeciwni, ale będziemy żądali, abyśmy mogli żyć przede wszystkim duchem, dziejami, kulturą i mową naszej polskiej ziemi, wypracowanej przez wieki życiem naszych praojców.”

Bardzo cenną wskazówkę pozostawił nam ksiądz Prymas Wyszyński, jak dzisiaj mamy kochać Ojczyznę: „Jeślibyście pytali, jaki rodzaj miłości potrzebny jest dzisiaj, to bym powiedział: Nie tyle potrzeba nam dziś bohaterskiej śmierci z miłości, ile braterskiej pracy z miłości ku naszej Ojczyźnie. My jesteśmy znani z tego, że musimy się poświęcać i życie oddawać. Polacy potrafią wspaniale umierać, ale, najmilsi, potrzeba, aby Polacy umieli wspaniale pracować. Umiera się raz i człowiek szybko okrywa się sławą, ale żyje się w trudzie, w męce, bólu i cierpieniu długie lata i to jest większe bohaterstwo! Takiego właśnie bohaterstwa potrzeba czasom dzisiejszym, czasom tak pełnym niepokoju, prawdziwej – «burzy na morzu». W tym okresie i w tych czasach, najmilsi, pełna dojrzałość wysoce kulturalnego i wysoce duchowo rozwiniętego narodu, jakim jest naród polski, jest niezwykle potrzebna. Naród nasz musi się zdobyć na bohaterstwo i miłość pracy, ku dobru Ojczyzny”.

Nasza wierność Bogu w trudzie codziennego życia jest wyrazem troski o Ojczyznę, jest obroną jej wolności.

 

Panno wierna strzeż Bożego życia w nas. Oddaj nas Chrystusowi w niewolę miłości, tak jak my Tobie oddajemy się słowami Milenijnego Aktu Oddania:

Bogurodzico Dziewico, Matko Kościoła, Królowo Polski i Pani nasza Jasnogórska, (…) oddajemy dziś ufnym sercem w Twą wieczystą, macierzyńską niewolę miłości wszystkie dzieci Boże ochrzczonego Narodu i wszystko, co Polskę stanowi, za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej, (…) Przyjmij naszą ufność, umocnij ją w sercach naszych i złóż przed Obliczem Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Amen.

 

 

Rozważanie 3 – ZAGROŻENIA WOLNOŚCI

 

Wewnętrzna wolność człowieka, a także Narodu nie istnieje bez relacji z Bogiem i bez poszanowania prawa Bożego. W okresie niewoli, Zygmunt Krasiński – jeden z wieszczów narodowych pisał: „Niczym Sybir, niczym knuty, lecz Narodu duch zatruty – to dopiero bólów ból.

Szczęściem narodu polskiego jest żywa wiara. Ale wciąż powracającym dramatem – życie niezgodne z wiarą. Boża Opatrzność ciągle nas ratuje. Wielkim darem Boga było odzyskanie niepodległości po blisko 130 latach niewoli. Jak dar ten był podjęty przez nas? Kardynał Wyszyński pytał z bólem: „Czy dostrzegliśmy palec Boży w dziejach naszego odrodzenia? Czy ukorzyliśmy się przed Majestatem Pańskim w uznaniu, że «prawica Pańska uderzyła nieprzyjaciela»? Ileż [pośród nas było] pychy, wyniosłości targów, wzajemnego pomiatania i lekceważenia własnych zasług, wydzierania sobie tytułu do chwały! A wśród tego jarmarcznego zgiełku małych wielkości, nie zrozumieliśmy cudów Twoich ani pamiętaliśmy na wielkość miłosierdzia Twego”.

Ciągle powraca smutna prawda, że tak mało doceniamy dar wolności i niepodległości. Prymas Wyszyński pisał: „Długa niewola nie wyleczyła nas z ducha buntu. W walkach partyjnych zapomniano o tym, gdzie kończy się dobro partii, a zaczyna dobro wspólnej Matki. Czyż walki partyjne, przez które Polska przeszła, nie były, jakże niestety często bywało, sabotażem uprawianym kosztem Ojczyny? Widzieliśmy ten system działający do ostatniej chwili. Wybitni nawet przedstawiciele społeczeństwa, mający na ustach miłość Ojczyzny, sabotowali państwo w przededniu wojny, odmawiając mu uporczywie podatków. Jakich to łajdactw nie robiono, by uchronić się od spełnienia obowiązku! Iluż to przepisało tytuł własności mienia, tworząc fikcje prawne; wielu z nich potem skwapliwie płaciło podatki najeźdźcy, podczas gdy dla własnego państwa nie mieli nic prócz przekleństw, że zostawiło ich bezbronnymi”. Jakże aktualne są te słowa księdza Wyszyńskiego pisane tyle lat temu.

Z pokorą trzeba nam wyznać, że niepoprawni jesteśmy i tak trudno nam podjąć odpowiedzialność za dar wolności. Większe mocarstwa niż Polska rozpadły się na skutek upadku życia moralnego. Spróchniałe drzewo długo się nie ostoi. Prymas Tysiąclecia zachęcał nas, abyśmy tego, co jest największym dobrem dla naszego życia narodowego, uczyli się… od wrogów: „Wrogowie wiedzą, co narodowi służy, a co mu szkodzi. I jeśli chcą mu szkodzić – niszczą to, co mu pomaga. Dlatego też najeźdźcy zawsze niszczyli Kościół. Dlatego starali się naród upodlić i rozpić. Wrogów naszego Narodu poznajemy po tym, jak się odnoszą do Boga i do moralności chrześcijańskiej. Umieją oni ocenić sens tej moralności dla nas, wiedzą, że jest ona siłą i mocą narodu, że najlepiej służy jego bytowi, całości i jedności. I dlatego, chcąc zniszczyć naród, niszczą jego wiarę i moralność chrześcijańską. Uczmy się, najmilsi, od wrogów doceniania tego, co najlepiej służy wolności i trwałości narodu. (…) Są to lekcje z niedawnej przeszłości. Obyśmy ich szybko nie zapomnieli”

 

„Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” – czytamy w ósmym rozdziale Ewangelii według św. Jana. Jaka jest prawda o nas Polakach? Jesteśmy narodem o szlachetnej duchowości, przywiązanym do wiary, do tradycji rodzimej, zdolnym do wielkich ofiar w obronie Ojczyzny. To prawda. Ale jednocześnie tyle w nas słabości, które można nazwać wadami narodowymi. Jakie one są? W Jasnogórskich Ślubach Narodu Prymas Tysiąclecia wymienia: lenistwo, lekkomyślność, marnotrawstwo, pijaństwo i rozwiązłość. Przezwyciężenie tych wad jest drogą do wewnętrznej wolności.

W komentarzu do Ślubów Jasnogórskich Ksiądz Prymas, piętnuje nasze wady narodowe, ale jednocześnie ukazuje sposób przezwyciężenia ich: „Zwalczamy lenistwo w naszej postawie duchowej, by nie poprzestawać na małym, by stawiać sobie wymagania coraz to nowe, coraz to większe. Zwalczamy lenistwo – zaprowadzając ład wokół siebie: we własnym mieszkaniu, na własnym podwórku, w zagrodzie, na zagonie, w całym otoczeniu naszym. Zwalczamy lenistwo w pracy – stawiając sobie coraz to większe wymagania; pracować będziemy nie dla oka, «jakby się ludziom podobając, lecz – Panu Bogu naszemu» (por. Ef 6, 6)”.

Prymas Tysiąclecia, jak dobry Pasterz, podkreślał sens pracy nad przezwyciężaniem naszych wad. „Walkę lekkomyślności wypowiemy dlatego, by poprawić nasz charakter narodowy, by pogłębić nasze życie, by wziąć pełną odpowiedzialność za nasze myśli, słowa i czyny, świadomi, że tylko raz żyjemy, a żadna minuta życia już się więcej nie wraca”.

Pijaństwo łączy Ksiądz Prymas z marnotrawstwem. Te wady bardzo szkodzą naszemu życiu rodzinnemu i społecznemu: „W marnotrawstwie i w pijaństwie będziemy widzieli niszczenie naszych sił fizycznych i duchowych, naszych zasobów materialnych, majątku osobistego i narodowego, zwłaszcza lepszego bytu naszych rodzin i dzieci. (…) Popatrzmy na ubóstwo naszych domostw, wnętrz mieszkaniowych, urządzeń życia codziennego, niski poziom bytowania – może to wszystko nas otrzeźwi i zmusi do walki z marnotrawstwem i pijaństwem. Pamiętajmy o dzieciach naszych, którym należy się lepszy byt, niż to było naszym udziałem. Są takie klęski, przed którymi możemy osłonić nasze dzieci”.

Alkoholizm jest dzisiaj jednym z najpoważniejszych problemów społecznych w naszym kraju. Polacy piją zbyt dużo i zbyt intensywnie. Ponad 2 miliony osób ma poważny problem alkoholowy, a około 600 tysięcy Polaków jest ciężko uzależnionych. Skutek? Ogromne szkody dla zdrowia, dramat rodzin, szkody w pracy zawodowej, zmarnowane życie… Potężny i wpływowy biznes alkoholowy w rezultacie przynosi państwu więcej strat niż zysku. Jednocześnie w naszym społeczeństwie panuje niczym nieskrępowana moda na picie. W wielu środowiskach jest to wręcz towarzyszki przymus picia, swoisty „terror alkoholowy”. Funkcjonuje zatrważająca ilość punktów sprzedaży alkoholu czynnych przez całą dobę. Chleb trudno w nocy kupić. Alkohol można kupić bez problemu. Czas z tym zerwać. Przyzwyczajenie do nadmiernego picia jest pozostałością z czasów zaborów. Alkoholizm często też bywał – i nadal jest – ucieczką od trudów życia, oznaką depresji, beznadziejności, braku perspektyw. Prymas Tysiąclecia przywoływał znamienny fakt z czasów swojej pracy we Włocławku. Kiedy pracownikom miejscowych fabryk przyznano działki rodzinne – spożycie alkoholu spadło o połowę. Obecnie w Polsce podejmowane są różne inicjatywy społeczne. Jest Narodowy Program Trzeźwości, który ma na celu przezwyciężenie dramatycznej w naszym społeczeństwie plagi alkoholizmu.

Poważnym problemem moralnym, który godzi w wolność, jest także rozwiązłość, niszcząca poszczególnych ludzi i całe rodziny. W imię wszechwładnego – tak zwanego prawa do szczęścia – lekkomyślnie podchodzi się do ciała człowieka, jako przedmiotu użycia bez poczucia odpowiedzialności. Prymas Tysiąclecia w reakcji na to postępujące zjawisko, apelował: „W naszym charakterze narodowym jest tyle sił duchowych, które można użyć do walki z rozwiązłością. Mamy przecież poczucie honoru, stosowności, czci dla siebie, zmysł estetyczny wysoko rozwinięty, pragnienie wolności od wszystkiego. To są wielcy sprzymierzeńcy w walce z rozwiązłością. (…) Przychodzi nam [też] z pomocą nasza godność chrześcijańska. Łaska uświęcająca, życie w nadprzyrodzonej wspólnocie Kościoła i Eucharystia”. Zatrważająca liczba rozwodów, osieroconych dzieci, coraz więcej tzw. wolnych związków, małżeństw na próbę – to wszystko osłabia ducha narodu. Przezwyciężenie tych plag moralnych, Prymas Tysiąclecia ukazywał jako obronę pełnej wewnętrznej wolności i niepodległości.

 

Ucieczko grzeszników – Ty nigdy nie gorszysz się z nami. Cierpliwie prosisz o nawrócenie z bezdroży pozornego szczęścia. Stajemy przed Tobą, aby po raz kolejny powtórzyć słowa Milenijnego Aktu Oddania:

Bogurodzico Dziewico, Matko Kościoła, Królowo Polski i Pani nasza Jasnogórska, (…) oddajemy dziś ufnym sercem w Twą wieczystą, macierzyńską niewolę miłości wszystkie dzieci Boże ochrzczonego Narodu i wszystko, co Polskę stanowi, za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej, (…) Przyjmij naszą ufność, umocnij ją w sercach naszych i złóż przed Obliczem Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Amen.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rozważanie 4 – RODZINA BOGIEM SILNA OSTOJĄ WOLNOŚCI

 

Ważną przestrzenią wolności człowieka i Narodu jest życie rodzinne. Prymas Tysiąclecia niestrudzenie przypominał, ze warunkiem bezpiecznej przyszłości Ojczyzny jest troska o rodzinę – odrodzenie i zabezpieczenie jej fundamentalnego znaczenia. Podkreślał, że źródłem istnienia rodziny jest sam Bóg i Jego nieodwołalny plan: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1, 27-28).

Rozważając tajemnicę stworzenia człowieka kardynał Wyszyński pisał: „Bóg postawił naprzeciwko siebie mężczyznę i niewiastę, uczynił ich jedno dla drugiego. Zanim Bóg stworzył Ewę, przypatrywał się Adamowi i stwierdził jego całkowitą samotność. Adam nie miał, na tle ogromnego bogactwa stworzeń Bożych, istoty podobnej do siebie, nie miał pomocnika. Na tym wspaniałym przeglądzie dzieł Bożych w raju, jedynie człowiek był samotny. Ale oko dobrego Ojca, najwspanialszego Architekta, dostrzegło jakiś cień tej Adamowej samotności. „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc” (Rdz 2, 18). W cudowny sposób wywiódł Bóg Ewę z boku uśpionego Adama i przywiódł ją doń. Rozpoznał Adam w kobiecie przedziwną wspólnotę pochodzenia: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie zwała się niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta” (Rdz 2, 23).

Dążenie człowieka do miłości oblubieńczej, do całkowitego oddania się drugiej osobie, jest skłonnością naturalną – mówił Ksiądz Prymas – wszczepioną przez samego Boga. „Małżeństwo jest spełnieniem tego wzajemnego dążenia mężczyzny i kobiety. „Dlatego to mężczyzna opuszcza swego ojca i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24) Oto nowa społeczność! Między dwojgiem ludzi. Pod Bożym patronatem powstaje nowy węzeł, nowa społeczność małżeńska, która jest zespoleniem osób równych, w duchu przyjaźni i pomocy, uzupełniających się wzajemnie. Ta społeczność małżeńska jeszcze zacieśni się przez społeczność rodzicielską, gdy błogosławieństwo Boże udzieli rodzicom daru płodności. Tak wygląda dzieło Boże! Małżeństwo więc jest z natury swej religijne, jest związane z bezpośrednim działaniem Boga.

Naturalną równowagę i harmonię jedności między dwojgiem ludzi zakłócił grzech pierworodny. Aby przywrócić zniszczony przez grzech plan Boży, Chrystus nadaje małżeństwu szczególną godność, umacnia je swoją sakramentalną obecnością.

W swoim nauczaniu, prymas Wyszyński podkreślał prawdę o nierozerwalności małżeństwa, broni jej sam Chrystus, który odkupił ciało i duszę człowieka, uświęcił wszystkie dziedziny życia ludzkiego: „Światu okazał się jako Oblubieniec, a Królestwo niebieskie porównał do godów weselnych. Do całokształtu swej przebudowy świata wprowadził Chrystus Pan [także] i małżeństwo. Jest ono dlań kamieniem węgielnym rodziny.”

W świetle tych słów widzimy, jak daleko odeszliśmy dzisiaj od nauki Chrystusa. Statystyki są zatrważające. W miastach rozwodem kończy się 44% małżeństw, a więc niemal co drugie. Na wsiach rozpada się prawie 23% małżeństw. O wstąpieniu w związek małżeński decydują obecnie przede wszystkim emocje. Jednak taka namiętna miłość wystarcza na kilka pierwszych lat małżeństwa. Kiedy emocje opadną, okazuje się, że małżonkowie nie mają sobie nic do powiedzenia i nic ich nie łączy.

Tylko z Bożą pomocą można pokonać wszystkie trudności, jakie niesie wspólne życie. W jednym z artykułów poświęconych odnowie małżeństwa Ksiądz Wyszyński pisał: „Gorzkie doświadczenia (…) pouczają, na ile niebezpieczeństw narażono rodzinę, gdy pozostawiono całkowitą swobodę urządzenia małżeństwa według wymagań polityki bieżącej, według wymagań mody, nastrojów, prądów myślowych czy też zmiennych obyczajów. Małżeństwo trzeba oprzeć na skale nieomylnej nauki Kościoła, ująć je w ramy niewątpliwych prawd i utrzymać je w ścisłym związku z najwyższą powagą nauczającą, jaką na świecie jest Bóg. (…) Niewiara i bunt przeciwko Bogu są pierwszą krzywdą wyrządzoną pokojowi małżeństwa. By odnieść zwycięstwo nad sobą, należy ożywić w życiu małżeńskim życie religijne, wspólną modlitwę małżonków, ich spowiedź świętą, oczyszczającą oboje z win i jednoczącą serca Komunię świętą”.

W Jasnogórskich Ślubach Narodu przyrzekaliśmy: Matko Chrystusowa i Domie Złoty! Przyrzekamy stać na straży nierozerwalności małżeństwa, bronić godności kobiety, czuwać na progu ogniska domowego, aby przy nim życie Polaków było bezpieczne. Przyrzekamy Ci umacniać w rodzinach Królowanie Syna Twego Jezusa Chrystusa, bronić czci Imienia Bożego, wszczepiać w umysły  i serca dzieci ducha Ewangelii i miłości ku Tobie, strzec prawa Bożego, obyczajów chrześcijańskich i ojczystych.

W setną rocznicę odzyskania niepodległości trzeba przypomnieć, że rodzina jest bastionem trwałości Narodu. W okresie niewoli, gdy Ojczyzna nasza była wykreślona z mapy świata, polskość przetrwała w rodzinach. W czasach prześladowania wiary, miejscem schronienia Boga była rodzina. Także dla współczesnego człowieka rodzina jest ostoją, zajmuje uprzywilejowane miejsce wśród wszystkich społeczności. Rodzina jest naturalną kolebką życia, rozwoju i bezpieczeństwa. Ksiądz Prymas Wyszyński mówił: „W życiu człowieka i w ustroju życia społecznego rodzina jest społecznością najstarszą, najpierwszą i najpotrzebniejszą. Zakłada ją człowiek, idąc za popędem swej natury. Można powiedzieć, że rodzina jest społecznością naturalną. Ponieważ zaś natura ludzka jest dziełem Boga, stąd wszystkie naturalne dążności człowieka, są wyrazem praw nadanych człowiekowi przez Boga. A więc i rodzina – już przez samą naturę ludzką – jest dziełem Boga”.

Prymas Tysiąclecia ostrzegał, że wiele szkody przynosi rodzinie błędne rozumienie tak zwanego prawa człowieka do szczęścia. „Swe prawo do szczęścia człowiek rozciągnął (…) na ciało. Nie chce poddać go jakimkolwiek ograniczeniom, czy przyrodzonym, czy nakazom moralnym. Rodzi się stąd nadużycie ciała dla osobistego li tylko zadowolenia. Wyrzec się tego prawa do szczęścia ciała nie chce człowiek nawet w obliczu małżeństwa i [pochodzących] zeń obowiązków wierności. Małżeństwo dwojga ludzi to klucz otwierający bramę do całkowitej wolności i tak zwanego szczęścia ciała. Gdy on zawiedzie, trzeba zniszczyć raczej całą rodzinę, niż ograniczyć wymagania ciała. To, co w nauce Kościoła było jednym z celów małżeństwa, w rozumowaniu tych ludzi stało się jedynym jego celem. Rodzi się stąd niedola ludzi, zmaterializowanie uczuć, nadmierna i ogłupiająca zmysłowość, sponiewieranie kobiety, poniżenie rodziny, wreszcie szukanie «szczęścia»… poza rodziną i rozwód”.

Od początku swojej posługi kapłańskiej, ksiądz Wyszyński wskazywał na dramatyczne skutki rozwodów, dlatego radził: „Trudności w życiu rodzinnym należy pokonywać, opanowując egoizm i miłość własną, a nie uciekać «boczną furtką» rozwodów. Tak wiele osób ucieka, tym ułatwionym wyjściem, porzucając swe obowiązki, zawiedzione żony, płaczące dzieci; dając przykład tchórzostwa, samolubstwa, wygodnictwa”. Zawsze rozwód jest dramatem dla małżonków, ale jeszcze większą krzywdą dla dziecka.

Wzorem dla każdej rodziny jest Najświętsza Rodzina z Nazaretu; Maryja i Józef związani prawdziwym wezłem małżeńskim i obecny między nimi Syn.

W każdym małżeństwie sakramentalnym obecny jest Chrystus ze swoją łaską i mocą. „Wasza rodzina, z Boga poczęta, ma mieć Boga w swym łonie. Musicie więc dbać o dobro rodziny, o to, by Bóg był nie tylko jej Gościem, ale Obywatelem i Ojcem.”

 

Królowo Rodzin chroń nasze ogniska domowe. Wspieraj małżeństwa, przeżywające kryzys. Umacniaj nasze rodziny. Prosimy Cię o to słowami Milenijnego Aktu Oddania:

Bogurodzico Dziewico, Matko Kościoła, Królowo Polski i Pani nasza Jasnogórska, (…) oddajemy dziś ufnym sercem w Twą wieczystą, macierzyńską niewolę miłości wszystkie dzieci Boże ochrzczonego Narodu i wszystko, co Polskę stanowi, za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej, (…) Przyjmij naszą ufność, umocnij ją w sercach naszych i złóż przed Obliczem Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Amen.

 

 

Rozważanie 5 – NAJWAŻNIEJSZY NA ZIEMI JEST CZŁOWIEK

 

Fundamentem wolności zarówno każdego z nas, jak i narodu jest szacunek dla człowieka. Każdy pragnąłby, aby Ojczyzna była domem, w którym panuje miłość, wyrozumiałość i wzajemny szacunek. Myślimy o tym szczególnie, gdy tak często doświadczamy obojętności w urzędach, w służbie zdrowia, na ulicy, w pracy i w domu rodzinnym; tak wiele agresji, złości, przemocy. Bardzo potrzeba nam prymasowskiej lekcji o szacunku dla człowieka. „Musi się w nas rozpocząć głębokie szukanie prawdy, – mówił Prymas Wyszyński – przede wszystkim w naturze człowieka. Poznać ją głęboko i całkowicie, zrozumieć, kim właściwie jest człowiek – to wielki ratunek dla świata współczesnego”.

W czasach, kiedy najważniejsze wydają się pieniądze, stanowisko, uroda – człowiek dla człowieka staje się konkurentem. Zapominamy, że mamy wspólnego Ojca w niebie. Im dalej świat odchodzi od Boga, tym bardziej lekceważony i niszczony jest człowiek. „Świat dlatego sponiewierał człowieka, że go nie stworzył, nie był mu ojcem” – mówił kardynał Stefan Wyszyński.  Wiarę w Boże pochodzenie człowieka uważał za fundament szacunku należnego każdej osobie ludzkiej. „Z tego boskiego pochodzenia człowieka płynie cała dostojność nasza, tak wielka, że nic na ziemi dorównać jej nie zdoła. Bóg sam z wielkim szacunkiem rozporządza sprawami człowieka (por. Mdr 12, 18), a jako Ojciec najlepszy otacza nas bardziej miłością niż gniewem, bardziej kieruje się miłosierdziem niż sprawiedliwością. Ta ojcowska miłość najsilniej wyraża się w tym, że Bóg nigdy nie unicestwia człowieka, nie pozbawia go istnienia i bytu, boć sam będąc wieczną miłością, nigdy nie umiera. Miłością tą nas uwiecznia. Nawet przez śmierć nie przecina życia ludzkiego, jedynie odmienia je i wieczne w niebiosach mieszkanie sposobi”.

W myśli Bożej istniejemy od wieków. Nikt z nas nie jest owocem przypadku. Bóg już przed wiekami nosił nas w swoim łonie. Jako warunek ładu w myśleniu i działaniu społeczno-politycznym prymas Wyszyński ukazywał szacunek dla prymatu człowieka. Bytowo, istotowo, osobowo – człowiek pochodzi od Boga: „Chociażby urodził się w XX wieku czy w następnym, to jednak w myśli i w planie Bożym istnieje już od wieków. Wcześniejszy jest więc od każdej społeczności, rodzinnej, narodowej czy państwowej, które człowiek powołał do bytu. I tylko człowiek jest nieśmiertelny.  Ani rodzina, ani naród, ani państwo, tej właściwości nie posiadają” . Człowiek jest zatem najwyższą wartością na świecie, nosi w sobie godność dziecka Bożego, jako jedyna istota jest obrazem Boga na ziemi. Nosząc w sobie życie, pozostaje w nieustannej łączności z Nim, nawet jeśli tej prawdy nie jest świadomy. To jest źródło prymatu człowieka na ziemi i prawa do wolności.

Z całą mocą ksiądz Prymas uczył i przypominał, że każdy człowiek, jako dziecko Boże – zasługuje na szacunek. „Istotowo człowiek człowiekowi jest równy, jest bowiem dzieckiem Bożym, dziełem Ojca Niebieskiego. Każdy człowiek – w todze profesorskiej czy na ławie akademickiej, na trybunale sędziego czy w celi więziennej, architekt czy rzemieślnik, dyrektor czy rębacz węgla, mąż dojrzały czy niemowlę – wszyscy w obliczu Boga mają istotowo tę samą wartość. Jest to podstawa naszego szacunku dla każdego człowieka”.

Nienarodzone dziecko, ukryte w łonie matki również ma swoje prawa, przede wszystkim prawo do życia. Kobiety protestujące na „czarnych marszach” wołają, że mają prawo do swojego ciała. To prawda, ale ukryty w nich maleńki człowiek też ma swoje prawo do istnienia. Straszną zbrodnią jest prawo do zabijania nienarodzonych dzieci. Dziękując Bogu za odzyskanie niepodległości przepraszamy szczególnie za ten dramatyczny grzech wymordowania ponad 30 mln. Nienarodzonych Polaków. Krew tych dzieci woła o Boże Miłosierdzie.

Każda aborcja jest jakąś konkretną niewolą, najpierw człowieka, a potem społeczeństwa i narodu. W roku 1956 zostało w Polsce ustanowione prawo aborcji bez ograniczeń. Prymas Tysiąclecia protestował przeciwko temu bezprawiu, ostrzegał, wołał o opamiętanie. Przypominał z całą mocą, że prawo do życia jest nienaruszalnym prawem naturalnym. Pogwałcenie tego prawa jest grzechem przeciwko Bogu i przeciwko człowieczeństwu. Nawiązując do rozmowy z posłami katolickimi mówił: „W Parlamencie podczas debat nad ustawą, która takim sromem okryła Naród polski, powiedziano: ponieważ jestem katolikiem głosuję przeciwko ustawie. To było powiedziane za dużo. To nie było właściwe ustawienie problemu. Wystarczyło powiedzieć: ponieważ jestem człowiekiem, głosuję przeciwko ustawie”.

Prawo do decydowania o życiu człowieka ma jedynie Bóg – Dawca tego nieskończonego daru. „Wartość życia ludzkiego – mówił Prymas – jest suwerenną domeną Boga, bo Bóg unosi się nad życiem ludzkim i jego przeznaczeniem. A więc ani rodzina, ani społeczeństwo nie mają prawa przekreślać życia, czy pozwalać komukolwiek na przekreślanie go, bo prawo do życia jest wyższego rzędu. Stąd wnioski: życie człowieka nienarodzonego jest zawsze nietykalne i prawnik nie ma tytułów, aby tym życiem wprost dysponować. Każde tak zwane prawo, które daje komukolwiek możliwość dysponowania i przesądzania o ludzkim życiu, jest bezprawiem. Każdy czyn, który zmierza wprost do zniszczenia i przekreślenia prawa człowieka do życia – jest zwykłą zbrodnią. Władza publiczna nie ma więc takiego prawa! Gdyby ktokolwiek i komukolwiek dał takie prawo, nie wolno z takiego «prawa» korzystać. Korzystanie z takiego prawa byłoby zamachem na podstawowe prawo człowieka i bezpieczeństwo społeczne”.

Nie milkł głos Prymasa Polski. Mówił prawdę, ostrzegał, prosił, ukazywał, jakie skutki dla życia Narodu ma ten samobójczy lęk przed dzieckiem. Niszczenie życia nienarodzonych nazywał „klęską narodową”. „Miejmy litość sami nad sobą (…) Miejmy litość nad naszym Narodem, któremu trzeba nowych pokoleń, jeśli ma się ostać na ziemi wyzwolonej z rąk najeźdźców. Chciejmy patrzeć w przyszłość naszych dziejów, których może nie być, gdy dziś nie narodzą się przyszłe pokolenia”. Spadający przyrost naturalny nazywał Prymas Tysiąclecia klęską dla narodu. Upominał się o politykę prorodzinną, o dowartościowanie zadania kobiety jako matki.

Dopiero gdy przyrost naturalny spadł poniżej zera, przyszło opamiętanie. A wcześniej pytał z niepokojem Prymas Tysiąclecia: „Dokąd idziemy? Dokąd zaprowadzi nas to ułatwione życie? Czy jesteśmy wszyscy w jakimś obłędzie, że samochcąc pędzimy i ciągniemy za sobą Naród w przepaść bez życia. Dokąd idziemy?”. Aborcja godzi nie tylko w dziecko, ale także w matkę, uderzając w jej człowieczeństwo. Kardynał Wyszyński mówił: „Współczesnej matce tłumaczy się kłamliwie, że kształtujące się w niej życie to «najeźdźca» jakiś, «napastnik niesprawiedliwy ». Wmawia się w nią, że ma ona prawo bronić się przed tym napastnikiem. A wreszcie – o zgrozo – daje się jej «prawo», którego nie ma nikt, nawet najbardziej niesprawiedliwy prokurator – godzenia w życie! Według kodeksów prawa karnego dopiero w długiej i uciążliwej procedurze można orzec: «winien jest śmierci». A tu bez wyroku jedna wola człowieka – może chwilowo udręczonego, biednego czy chorego – skazuje na śmierć! Pytamy się, jakim prawem? Dlaczego powszechne i podstawowe prawo do życia: «Nie zabijaj» ma tu być zawieszone?”.

W Jasnogórskich Ślubach Narodu przyrzekaliśmy: „Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak ojcowie nasi walczyli o byt i wolność Narodu, płacąc krwią własną. Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść aniżeli zadać śmierć bezbronnym. Dar życia uważać będziemy za największą łaskę Ojca wszelkiego życia i za najcenniejszy skarb Narodu”.

Dziękujmy Bogu za łaskę opamiętania. W roku 1993 odwołano ustawę aborcji na życzenie. Nadal jednak trwa zmaganie o całkowitą ochronę życia ludzkiego. Bardzo ważnym krokiem obrony bytu narodu jest polityka prorodzinna, w tym ustawa 500+. Prężnie działają Ruchy Obrony Życia. Z Jasnej Góry rozchodzi się na całą Polskę „Dzieło Duchowej Adopcji dziecka poczętego”. Miliony Polek i Polaków podejmują bezinteresownie tę bezinteresowną modlitwę za dziecko, którego imię zna tylko Bóg. Często modlitwa jest wynagrodzeniem za grzech aborcji i lekiem na bardzo bolesny psychicznie syndrom postaborcyjny. Broniąc życia, bronimy bytu, wolności i przyszłości Ojczyzny.

 

Święta Boża Rodzicielko, naucz nas szanować życie każdego człowieka. Otaczaj troskliwą miłością bezbronne dzieci pod sercem matek. Całą Ojczyznę oddajemy Ci milenijnym Aktem Oddania:

Bogurodzico Dziewico, Matko Kościoła, Królowo Polski i Pani nasza Jasnogórska, (…) oddajemy dziś ufnym sercem w Twą wieczystą, macierzyńską niewolę miłości wszystkie dzieci Boże ochrzczonego Narodu i wszystko, co Polskę stanowi, za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej, (…) Przyjmij naszą ufność, umocnij ją w sercach naszych i złóż przed Obliczem Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Amen.

 

 

Rozważanie 6 – IDZIE NOWE

 

W każdej społeczności ludzie młodzi są nadzieją. Jednak wielu starszych gorszy się ich podejściem do życia, innym zachowaniem, stylem ubierania. Te powierzchowne różnice niestety odsłaniają poważniejsze źródła międzypokoleniowego braku porozumienia. Między innymi to, że problemy młodzieży często rodzą się z powodu dorosłych, którzy swoim życiem nie ukazują właściwej drogi.

Szukając odpowiedzi na pytanie, jak wychowywać młodych, sięgnijmy po wskazania prymasa Wyszyńskiego. Jaki program wychowania nam pozostawił? Przede wszystkim podkreślał fundamentalne zadanie rodziców: „Rodzina jest pierwszym środowiskiem wychowania, o wpływie istotnym i niezastąpionym.” Wychowawcze prawo rodziców wynika z więzów krwi i z przyrodzonej miłości, jaka istnieje między dzieckiem i rodzicami. „Nie ma silniejszej więzi w porządku przyrodzonym, jak więź matki i dziecka. Nie ma też większej bliskości”.

Wskazując jako przykład Najświętszą Rodzinę, Prymas Tysiąclecia stawia rodzicom wymagania wynikające z faktu, że najważniejsze w ich życiu jest dziecko. „Dlatego trzeba wszystko poświęcić dla dziecka, nawet życie własne! Dzisiaj dzieje się odwrotnie, poświęca się dziecko, aby matka i ojciec mogli sobie spokojnie żyć, Tymczasem trzeba poświęcić siebie, aby dać życie dziecięciu, bo ono jest najważniejsze”. Nie oznacza to, że rodzice mają spełniać wszystkie zachcianki dziecka. Szanując je, muszą stawiać mu wymagania i to od najwcześniejszych lat.

Ksiądz Prymas odważnie stawał w obronie wychowawczych praw rodziny. Z niepokojem patrzył na zuchwałe propozycje tych, którzy uważali, że trzeba wszystko odmienić. „Głoszą że trzeba nowej moralności. Na moralność tę brak dotychczas elementów i nikt nie wie, czego do tej budowy użyć. Głoszą ,ze  trzeba nowych praw socjologicznych, wiążących człowieka, jak gdyby prawa wszczepione w życie przez chrześcijaństwo, przez miłość, sprawiedliwość i wyrastający z nich pokój nie wystarczyły. Dla wychowania dziecięcia trzeba podobno nowej struktury, gdyż rodzina już nie wystarczy, bo się przeżyła. Trzeba nowych świateł, bo światła krzyża i Ewangelii już nie świecą i nie grzeją. I tak, zda się, odmienić trzeba wszystko.  Chociaż ostrzegamy: – Ostrożnie!… Ostrożnie!, bo łatwo jest dom zburzyć i rozebrać, ale niełatwo jest go odbudować. Ostrzeżenia nasze nie zawsze są przyjmowane z należytym zrozumieniem. Nie zrażamy się jednak, bo Kościół Boży w ojczyźnie naszej tak głęboko wrósł w życie moralne i kulturalne, że razem z pokoleniami każdego wieku dźwiga jego ciężar”.

Prymas Wyszyński, nazywany często Ojcem Narodu, nie tylko uświadamiał rodzicom i państwu obowiązki w dziedzinie wychowania młodego pokolenia, ale także sam podejmował tę odpowiedzialność z ojcowską gorliwością. W jego relacji do dzieci i młodzieży na pierwszym miejscu był szacunek i nadzieja, że dobro w ich sercach silniejsze jest niż zło. Był ich ostoją i autorytetem. Zależało mu na tym, aby młodzi ludzie uwierzyli, że życie ma sens, bo ojcem człowieka jest sam Bóg. Człowiek nie jest dziełem przypadku, jest od początku chciany i miłowany przez Stwórcę i zaproszony do osobistej relacji z Nim. Sam przekonany o nieskończonej wartości życia, zachęcał młodych, aby odkrywali w sobie skarb człowieczeństwa: „I jeśli czego pragnąłbym w tej chwili, Najmilsi – mówił Prymas – to jednego, abyście umieli docenić siebie. Czyż miałbym w Was budzić niezdrowe ambicje? Nie! Raczej przeciwnie – pragnąłbym Was roznamiętnić w wielkim szacunku i wielkiej czci dla naszego wspaniałego człowieczeństwa, do którego jesteśmy powołani”.

Kardynał Wyszyński prosił młodych ludzi, aby byli sobą i nie poddawali się łatwo obcym wpływom, bo nie mają powodu do kompleksów: „Przestrzegam was przed snobizowaniem się w jakimkolwiek kierunku na modłę zagraniczną. Pozostańcie przede wszystkim Polakami! Niekiedy chcemy przekształcać siebie według wzorów zagranicznych. Są to tendencje bardzo niebezpieczne. Żaden naród nie może nigdy kształtować siebie na modłę innych narodów. Każdy jest odrębny, inny (…). Pozostańcie sobą! Starajcie się pracować w naszej polskiej ziemi, uprawiając ją na miarę swoich możliwości i talentów, współdziałając z łaską Bożą”.

Prymas Tysiąclecia odważnie mówił młodzieży, że czeka ją życie trudne i może przyjść nawet taka sytuacja, że wolność Ojczyzny będzie wymagała ofiary: „Kiedyś mnie zabraknie, ale wy to sobie przypomnicie! I od was zażądają wielkich ofiar, potężnej wiary, gorącej miłości, a po niejednej klęsce – nadziei na sprawiedliwego Boga. Musicie być wtedy mężni. W takich momentach pomocą wam będzie doświadczenie, które Naród zdobył w ciągu minionych dziejów”.  Męstwa wymaga nie tylko walka o wolność Ojczyzny – uczył mądry Pasterz – ale trud życia dla niej: „Nasze polskie życie zawsze idzie po grudach, po głazach, ale dzięki temu i wy jesteście cierpliwsi, odporniejsi i bardziej pracowici. Jeżeli czego trzeba dodać do tych przymiotów to właśnie systematyczności i umiejętności pracy”. To jest dzisiaj wyzwaniem dla młodego pokolenia.  Przyszłość Ojczyzny zawsze rodzi się tu i teraz.

Kształt naszej wolności zależy w dużej mierze od obecnych postaw i wyborów młodego pokolenia. Prymas z ojcowską mądrością i cierpliwością pytał młodzież: jakiej chce Polski? „A chcesz Polski rozwiązłej? Czy chcesz, aby twoja siostra była poniewierana przez chłopaków, jak się to, niestety, coraz częściej widzi? (…) Czy chcesz, aby twoich braci i siostry demoralizowano przez film i telewizję? Tylu dobrych i zdolnych specjalistów pracuje w tej produkcji! Jest to tym większe nieszczęście, że ich zdolności i talenty nie są właściwie wykorzystane. Czy chcesz Polski bezdzietnej, w której tak wielu nienarodzonych Polaków idzie… do kanałów? Czy chcesz Polski bez wiary w Boga i ludzi, a więc bez ideałów, bez porywów, wzlotów, bez zdolności do poświęcenia i ofiary? Nawet na froncie, w obliczu wroga, trzeba w coś wierzyć, aby być zdolnym do bohaterstwa. Ale wiara i poświęcenie są potrzebne nie tylko na froncie wojennym, lecz także na froncie pracy, obowiązku, zawodu, nauki, codziennego trudu i wysiłku. Wszędzie potrzebna jest wiara żywych ludzi w Boga Żywego. Drodzy moi! Ja tylko Was pytam. Nie czynię wymówek. Nie oskarżam. Ja tylko pytam: Jakiej chcecie Polski? W rachunku sumienia można i trzeba postawić sobie to pytanie”.

Prymas Wyszyński przestrzegał młodych przed niebezpieczeństwem relatywizmu moralnego i ulegania tzw. poprawności politycznej. „Ilu w Polsce jest takich ludzi, którzy udawali ateistów i bezbożników z obawy, z lęku i trwogi? Czy myślicie, że to uchodzi bezkarnie? Żadną miarą! To jest ciężkie okaleczenie  psychiki ludzkiej i to później wydaje swoje owoce, rzutuje na przyszłość. Nieprawda wobec Boga (…) rzutuje na życie rodzinne, społeczne, na obowiązki gospodarcze i na życie całego Narodu. Podważanie zasad moralnych i religijnych musiało doprowadzić do relatywizmu, do postawy względności w każdym niemal człowieku, który się temu poddał, chociażby tylko oficjalnie, a prywatnie wierzył”.

Nie chciejcie łatwego życia” – prosił prymas Wyszyński. I miał odwagę wymagać od młodzieży nieulegania pokusie bylejakości i luzu moralnego.  „Może waszą młodzieńczość pociąga niekiedy dowolność i swoboda życia, ale szybko się przekonacie – chociaż pragnąłbym, abyście się nigdy nie przekonali – że wszelka wolność i dowolność moralna, kończy się ostatecznie katastrofą, której się wkrótce żałuje. Panowanie nad sobą i walka ze  złymi skłonnościami, zakończona zwycięstwem, dają radość

i rodzą doniosłe owoce osobiste i społeczne. Ale to kosztuje. A cóż nie kosztuje, Najmilsze Dzieci?! Każda rzecz wielka musi kosztować i musi być trudna. Tylko rzeczy małe i liche są łatwe! (…) Chrystus stawia Wam wymagania umiejętności walki z sobą, ze swymi popędami i złymi skłonnościami. Żąda od was pracy nad sobą. Ale tylko za cenę tej pracy zwycięża się samego siebie. (…) Nie sztuką jest zwyciężać innych, sztuką jest zwyciężać siebie samego”.

Ksiądz Prymas często przypomniał młodemu pokoleniu potrzebę odpowiedzialności za przyszłość Ojczyzny i Kościoła. Wierzył, że młodzież stać na ideały, na lepsze życie. Często powtarzał z nadzieją: „Idzie nowych ludzi plemię”. Ukazywał młodym perspektywę życia na miarę najwyższych wartości: „Jesteście pokoleniem milenijnym, przełomowym, które żyje na grani dwóch Tysiącleci. Wiecie, jak trudno jest utrzymać się na grani. Wieją tam potężne wichry i szaleją burze… Trzeba mocno trzymać się «pazurami» rodzimej skały, aby nie spaść na dno przepaści. Trzeba nie lada wysiłku i bohaterskiego męstwa, aby się ostać… Tylko orły szybują nad graniami i nie lękają się przepaści, wichrów i burz. Musicie mieć w sobie coś z orłów! – Serce orle i wzrok orli ku przyszłości. Musicie ducha hartować i wznosić, aby móc jak orły przelatywać nad graniami w przyszłość naszej ojczyzny. Będziecie wtedy mogli jak orły przebić się przez wszystkie dziejowe przełomy, wichry i burze, nie dając się spętać żadną niewolą. Pamiętajcie – orły to wolne ptaki, bo szybują wysoko”.

 

Przyczyno naszej radości – prosimy Cię, aby piękne życie młodych Polaków było bogactwem i nadzieją naszej Ojczyzny. Wołamy do Ciebie słowami Milenijnego Aktu Oddania:

Bogurodzico Dziewico, Matko Kościoła, Królowo Polski i Pani nasza Jasnogórska, (…) oddajemy dziś ufnym sercem w Twą wieczystą, macierzyńską niewolę miłości wszystkie dzieci Boże ochrzczonego Narodu i wszystko, co Polskę stanowi, za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej, (…) Przyjmij naszą ufność, umocnij ją w sercach naszych i złóż przed Obliczem Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Amen.

 

 

Rozważanie 7 – UWALNIAJĄCA MOC NADZIEI

 

Nadzieja jest światłem w życiu człowieka i narodu. Podobnie, jak niemożliwe jest na ziemi życie bez światła i ciepła słońca, tak człowiek nie może żyć bez nadziei. To doświadczenie było udziałem żyjących w niewoli naszych przodków, którzy nie tracili nadziei na wolność i niestrudzenie podejmowali walkę o odzyskanie niepodległości. Siła nadziei napełniała ich serca i po długich zmaganiach przyniosła upragnioną wolność. Ta nauka płynąca z przeszłości przenosi się na nasze obecne czasy.

Podejmując zaproszenie do podążania drogami wolności śladami Prymasa Tysiąclecia, Stefana Wyszyńskiego, jego spojrzeniem ogarniamy współczesną rzeczywistość. A ta – w wielu wymiarach – nie napawa optymizmem. Pomimo zewnętrznej wolności, tylu wynalazków, udogodnień i osiągnięć, także w naszej Ojczyźnie – narasta fala poczucia bezsensu i samobójstw. Zjawisko to dotyka coraz powszechniej młodzieży. Kardynał Wyszyński wskazywał źródło, przypominając, że największym niebezpieczeństwem dla człowieka jest oderwanie od Boga: „Aby zrozumieć sens własnego życia, trzeba się wspiąć wysoko, aż do myśli Bożej. Trzeba spojrzeć ze szczytów miłości na wyprawę Chrystusa na ziemię, aby ją właściwie zrozumieć. Trzeba oderwać się od siebie, od wąskiej otoki własnego, egocentrycznego bytowania, aby zrozumieć wielkość swego bytu, istnienia i wartość jednego, jedynego, niepowtarzalnego życia”.

Miłość Boga do człowieka jest bezwarunkowa i nieodwołalna. „Miłość Boga jest tak bardzo wszczepiona w nasze istnienie, że Bóg nie może człowieka unicestwić. Co więcej, nie może go przestać miłować, chociaż nam nieraz się wydaje: «nikt mnie nie kocha». Nikt ciebie nie kocha? Kocha cię Ktoś, w Kim jest cała miłość. Kocha cię Bóg i nie może ciebie nie kochać. Wiemy, że Bóg jest wszechmocny, ale w tej dziedzinie Bóg jest «nie-mocny». Nie ma siły i możliwości przestać kochać człowieka. Ma wewnętrzną konieczność – chociaż przymusom nie ulega – miłowania każdego”.

Życie bez wiary, bez osobowej relacji z Bogiem, staje się puste i pozbawione sensu. Ten stan dotyka coraz więcej osób i często kończy się stanem chorobowym .  „Narasta olbrzymia fala ludzi bez adresu, bez ukierunkowania, bez stosunku osobistego. Wyszukuje sobie kontakty krótkotrwałe, które nie są w stanie zaspokoić ludzkich pragnień, potrzeb, postulatów, nadziei i aspiracji. To jest nieszczęście współczesnego człowieka”.

Często ludzi przygniata ciężar popełnionych win, zapominają oni o tym, że nie ma takiego grzechu, którego Bóg nie mógłby wybaczyć. Syn Boży wziął na siebie wszystkie nasze winy i słabości. Bóg nigdy się nie męczy przebaczaniem – zapewnia nas Ojciec Święty Franciszek. Prymas Wyszyński czynił wszystko, aby w sercach ludzi uchronić płomyk nadziei. Mówił: „Chociażbyśmy przegrali życie w oczach świata i świat by się nas wyrzekł, skazując na śmierć jak łotrów na ukrzyżowanie – jest to ocena świata. Pozostaje jeszcze ocena Boga. Bóg przekreśla wyrok świata: «Winien jest śmierci», i ogłasza swój Boży wyrok: «Dziś jeszcze będziesz ze mną w raju»”. Bóg to nie surowy sędzia, ale Ojciec, który bez granic miłuje człowieka – usilnie przypominał Prymas Tysiąclecia swoim życiem, modlitwą, głoszeniem słowa, pragnąc utrwalić w sercach ludzi przede wszystkim tę prawdę: „Przestańmy mówić o Bogu straszliwego Majestatu. Zacznijmy więcej myśleć i mówić o Tym, który pomimo wszystko miłuje, chociaż tak często stwierdzamy, że właściwie nic nie znajdujemy w sobie, co skłaniałoby Boga, do miłowania nas. Ty nie znajdujesz, ale On znajduje. Twój Ojciec, który zna Ciebie lepiej niż Ty sam siebie, jeszcze coś w Tobie znajduje, co jest godne Jego miłości”. Miłość Boga do każdego człowieka jest nieodwołalna, bezwarunkowa, tak mocna, że nie przekreśli jej nawet największa słabość ludzka. „Gdy znajdę w sobie choćby jeden akt miłości – mówił kardynał Wyszyński – już nie jestem nędzą. Choćby całe życie moje było jednym grzechem, ten jeden akt miłości oddaje mnie Bogu. Nie, nie jestem nędzą… Jestem wielkością, bo miłuję. A miłość nie umiera. W rupieciarni mego życia znalazłem coś Bożego… To sam Bóg zgubił tę «przecenną perłę» (…) leży ona w roli, w ziemi, w błocie (…) Jestem tylko błotem. Ale w tym błocie – Bóg zgubił perłę miłości”. Godność człowieka jest bezwarunkowa. Bez względu na to, czy jest święty, czy grzeszny – zawsze pozostaje człowiekiem. Ksiądz Prymas mówił:  „Drogi kamień nie przestaje być sobą, nawet wtedy, gdy wpadnie w błoto i zabrudzi się. Dzieło sztuki pomimo uszkodzeń nie traci swej historycznej wartości. Człowiek obciążony dziedzictwem grzechu nie stracił w oczach, w myśli, w planie i zamiarach Boga tej wartości, którą w niego włożył. Trzeba mieć to przed oczyma, aby uchronić się od dewaluacji osoby ludzkiej. Niekiedy uważa się depresję za ogólnoludzką psychozę, obezwładniającą człowieka tak, iż nie jest on zdolny zdobyć się na żaden wysiłek, bo nie warto. Świat jest bezsilny wobec takiego człowieka, ale Bóg nadal jest mocarzem. Świat nie ma już leków, które mógłby zastosować, ale jeszcze ma je Bóg”.

Prawda o godności człowieka i bezgranicznej miłości Boga daje poczucie pewności, wyzwala z lęku. „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam” Prawo do wolności Kardynał Wyszyński uważał za jedno z najważniejszych praw człowieka i narodu.  „Podkreślam słowo: wolność. Jest ono tak potężne, że nawet człowiek zamknięty na klucz w więzieniu – jeszcze nie przestaje być wolny, jeszcze jest wolny. Można człowieka zamknąć w bunkrze i ograniczyć jego możliwości dysponowania miejscem pobytu, ale nikt nie zdoła pokonać jego psychiki, nikt nie zdoła pokonać myśli, serca i woli ludzkiej. Choćby się ograniczyło tę wolność, ona jeszcze się kryje i ubezpiecza we wnętrzu człowieka. To jest przedziwna tajemnica – człowiek może być skrepowany, jednakże nie przestaje być wolny. I nie ma takiej siły, która byłaby zdolna to złamać. To jest najbardziej osobista właściwość człowieka”.

Bez względu na okoliczności, wpisana w naturę człowieka wolność, może nie tylko przełamywać lęk powodowany dramatyczną sytuacją, ale także podnosić z największego nawet poniżenia. Dobrze oddaje to doświadczenie, którym po latach dzielił się Prymas Wyszyński. Po upadku Powstania Warszawskiego grupa oficerów niemieckich – lekarzy wróciła do szpitala wojennego w Laskach. Jeden z nich zatrzymał księdza Wyszyńskiego, kapelana tego szpitala, gdy ten spieszył do chorych. Wyjął z kieszeni fotografię i domagał się, żeby natychmiast ją obejrzał. Na fotografii był Chrystus z cokołu przed kościołem Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Leżał na Warszawskim bruku. Wyciągniętą dłonią, która w przedziwny sposób ocalała, wskazywał na napis na cokole: „Sursum corda”. Ksiądz Wyszyński wspominał, że początkowo nie zrozumiał, o co chodził temu niemieckiemu żołnierzowi. W pewnym momencie mówi on po niemiecku najbardziej niespodziewane słowa: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Zdumiałem się. – wspomina Prymas Wyszyński – Po chwili podeszło bliżej jeszcze kilku oficerów. Spojrzałem na nich pytającym wzrokiem… Jeden z nich zawołał: «Sursum corda! Sursum corda!»… Było to na kilka miesięcy przed wyjściem [tej] «zwycięskiej armii» z powalonej Warszawy. Zdarzeniem tym byłem dogłębnie wstrząśnięty. Niewątpliwie i ja to wiedziałem. Niewątpliwie i ja tak wierzyłem. Ale nie przypuszczałem, że w chwilach smutku i tragizmu naszego Narodu, będę miał taką pociechę – i to z pomocą ludzi, których uważaliśmy za nieprzyjaciół. Tymczasem ich właśnie uderzyło to «Sursum corda». Na warszawskim bruku zburzonego miasta, zamienionego w popioły i zgliszcza – pozostał Chrystus. Obalony wprawdzie, niemocny, leżący na swym krzyżu, ale dłonią pokazujący zburzonej stolicy niebo, aby nie przestała wierzyć, iż może się odrodzić. Jednego tylko potrzeba – nadziei! «Sursum corda, w górę serca!»”.

Nigdy nie poddać się beznadziejności i zachować wolność myślenia – właśnie to Prymas Tysiąclecia uważał za nieodzowny warunek odbudowy i właściwego funkcjonowania życia społecznego. „Niewątpliwie wolność myśli jest kosztowna, ale przynosi olbrzymie zyski kulturze osobistej i kulturze narodowej. Jeżeli człowiek zrezygnuje z wolności myśli, z ujawniania swoich przekonań, wyrządza wielką krzywdę – sobie i społeczności. A państwo, które doprowadza do tego, że człowiek rezygnuje z osobistej wolności, jest ugodzone rykoszetem i zamiast korzyści  ponosi olbrzymie szkody”.

Prawdziwa wolność nie tylko daje każdemu człowiekowi prawo do obrony swoich praw, ale także nakłada na niego obowiązek tej obrony. Rezygnacja z tego prawa przynosi wielkie szkody społeczne: „Człowiek czy społeczeństwo, które z założenia rezygnuje z obrony swoich praw – do prawdy, sprawiedliwości, miłości, pokoju czy służby – odstępuje od podstawowych wartości osoby ludzkiej, w wyniku czego wartości te zostają albo przyhamowane, albo też znikają i przestają funkcjonować. Taki człowiek i takie społeczeństwo (…) nie rozwija się. Jeżeli zaś społeczeństwo liczy wielu symulantów moralnych, społecznych, ekonomicznych czy politycznych, to z kolei i Naród, i państwo dochodzą do alienacji. Nie są już tym, co można nazwać Narodem czy państwem (…). Stają się ich parodią. Gdy człowiek zajmie postawę, że lepiej się nie wysuwać, nie narażać, nie wychylać – godzi się tym samym na ograniczenie swojej własnej godności i rezygnuje z jej obrony (…). Nie można człowieka utrzymywać w nieustannym lęku, bo stwarza to półobywateli, z którymi trudno się porozumieć. Jeżeli pod wpływem psychozy lęku wytworzy się atmosferę beznadziejności, to takich ludzi, którzy jej ulegli, nie można uruchomić, uaktywnić, zachęcić do żadnego zadania, programu, wysiłku społecznego. Każdą bowiem inicjatywę będą przyjmowali z nieufnością”. Nie tylko na froncie wojennym, ale w codziennym życiu potrzeba męstwa i odwagi w obronie prawa do wolności i prawdy.

 

Pocieszycielko strapionych – wzorze niezachwianej nadziei, przygarnij wszystkich ludzi zranionych na duchu, samotnych i cierpiących. Uwolnij nas od lęku i dwulicowości. Prosimy Cię o to słowami Milenijnego Aktu Oddania:

Bogurodzico Dziewico, Matko Kościoła, Królowo Polski i Pani nasza Jasnogórska, (…) oddajemy dziś ufnym sercem w Twą wieczystą, macierzyńską niewolę miłości wszystkie dzieci Boże ochrzczonego Narodu i wszystko, co Polskę stanowi, za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej, (…) Przyjmij naszą ufność, umocnij ją w sercach naszych i złóż przed Obliczem Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Amen.

 

 

Rozważanie 8 – BĘDZIESZ MIŁOWAŁ – PROGRAM WOLNOŚCI

 

Prawdziwa wolność nie jest wolnością „od”: przemocy, niewoli, nienawiści, ale jest dyspozycją „do”: miłowania, do wzajemnej troski i pomocy. Nauczycielem i świadkiem takiego twórczego podjęcia otrzymanego daru wolności jest Prymas Tysiąclecia, kardynał Stefan Wyszyński. Najpełniej ukazują to napisane przez niego Jasnogórskie Śluby Narodu, konkretny program podążania maryjnymi drogami wolności. Stając przed Maryją Królową Polski, przyrzekaliśmy między innymi: „Dzielić się między sobą ochotnie plonami ziemi i owocami pracy, aby pod wspólnym dachem domostwa naszego nie było głodnych, bezdomnych i płaczących”. Aby ogarnąć rozmaite „ludzkie biedy” i potrzeby, aby im zaradzić, nie wystarczą – nawet prężnie działające – instytucje państwowe. Tu potrzeba wzajemnej uwagi i wrażliwości. Potrzeba – jak mówił święty Jan Paweł II – „wyobraźni miłosierdzia”.

Znamiennie objawiło się to w życiu prymasa Wyszyńskiego. Najpierw we Włocławku – w jego trosce o robotników. Później w czasie wojny – w Laskach, gdzie jego posługa kapelana nie ograniczała się jedynie do Ośrodka dla niewidomych czy służby żołnierzom jako kapelan Armii Krajowej w szpitalu wojennym. Chodził po okolicznych lasach, spowiadał w okopach, zbierał rannych. Kiedyś znalazł dziewczynę postrzeloną w nogę. Rana była bardzo głęboka i krwawiła. Ponieważ nie miał opaski uciskowej, zdjął stułę, przewiązał ranę i przyniósł dziewczynę do szpitala w Laskach, ratując jej życie.

W czasie Powstania Warszawskiego ksiądz Wyszyński stawał na skraju lasu i z bólem patrzył na płonącą Warszawę. W pewnej chwili wiatr przywiał z tamtej strony nadpaloną karteczkę, zapewne z jakiegoś modlitewnika. Podniósł ją i przeczytał: „Będziesz miłował”. Słowa te przyjął, jako testament ginącej stolicy. W czasie uroczystości milenijnych w Warszawie partyjni aktywiści  zwiezieni z różnych stron Polski zablokowali uliczki Starego Miasta. Podpici skandowali: „Nie przebaczamy”. A Prymas w katedrze św. Jana mówił: „Będziesz miłował bliźniego swego. I to każdego! Tego, co ma serdeczne oczy, i tego, co ma oczy szklane. Tego, co ma żar w piersi, i tego, co nosi w piersi kamień. Tego, który ma ku tobie wyciągniętą braterską dłoń, i tego, który cię dźga oczyma. Każdego! Bóg nie tworzy granic, nie przeprowadza ich między ludźmi. (…) Ten zwycięża – choćby powalony i zdeptany – kto miłuje, a nie ten, który w nienawiści depcze. Ten ostatni przegrał. (…) Kto walczy z Bogiem miłości – przegrał! A zwyciężył już dziś – choćby leżał na ziemi podeptany – kto miłuje i przebacza, kto jak Chrystus oddaje serce swoje, a nawet życie za nieprzyjaciół swoich”.

Jako pierwszy program duszpasterski w drugim tysiącleciu wiary w Polsce Prymas Wyszyński ogłosił Społeczną Krucjatę Miłości. Uczynił tak, aby zatrzymać deformację stylu życia naszego chrześcijańskiego narodu. Z bólem mówił: „Zamieniamy się w społeczeństwo ludzi zwaśnionych. Gdy już nie ma wroga klasowego, trzeba koniecznie go stworzyć. A czy Kościół będzie patrzył obojętnie opuściwszy ręce? Będzie patrzył, jak przebudowuje się psychikę narodu Polan – bądź co bądź spokojnego narodu – zmieniając go w gromadę walczących ze sobą wilków?”.

Głosząc prawdę o bezwarunkowej godności każdego człowieka, kardynał Wyszyński wychowywał jednocześnie do zmiany stylu życia, tak aby człowiek dla człowieka był bratem, a nie wilkiem. Z najgłębszym przekonaniem starał się przybliżać prawdę Chrystusowych słów: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Znamy te słowa z Ewangelii, a jednak tak łatwo przechodzimy obok ludzi potrzebujących pomocy. Interpretował je z całą dokładnością i realizmem, ucząc, jak żyć wyznawaną wiarą w codzienności, tak aby każdy nasz czyn przeniknięty był miłością. „Nieraz zastanawiamy się – mówił Prymas – jak Chrystus ujął kodeks Sądu Ostatecznego. Zdawałoby się, że Chrystus powinien powiedzieć: Kto zgrzeszył przeciwko pierwszemu przykazaniu? – Wystąp! Podchodzi wielka hurma… Kto zgrzeszył przeciwko czwartemu? – Podnieść ręce! Kto zgrzeszył przeciwko siódmemu?… Popatrz Ojcze, jakie masz złe dzieci. Rzeczywiście nie masz się czym pochwalić. Tymczasem Sąd Ostateczny będzie wyglądał zupełnie inaczej. Pan Jezus o tym opowiada: «Byłem głodny… spragniony… nagi…, bezdomny… chory… w więzieniu» (por. Mt 25, 31-46). I wspomina z wdzięcznością różne drobiazgi, (…): Rzuciliście kawałek chleba… Zbity kubek wody podaliście Mi… W strachu wielkim przyszliście pod bramy więzienne… To wszystko tak wiele znaczy dla Chrystusa, że powie: «Pójdźcie błogosławieni Ojca mego. […] Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili»” (por. Mt 25, 34-40).

Łatwo jest mówić o miłości, trudniej ją pełnić. Ksiądz Prymas, który służył ludziom z całym oddaniem, niczego sobie nie zostawiając, dobrze to rozumiał, dlatego mówił:  „Chodzić będę po ziemi z sercem miłującym; może to być męczeństwem, ale lepsze jest męczeństwo z miłości niż z nienawiści”. Miłość uważał za jedyną zwycięską moc: „Myślę, że nie zdołamy uratować świata żadną inną siłą, tylko tą jedną jedyną: wziętą z nieba, z Serca samego Boga, rozmienianą «na drobne» uczynki – miłością dnia codziennego”.

Żaden człowiek ani naród nie osiągnie prawdziwej wolności, jeżeli nie nauczy się przebaczenia. To prawda szczególnie znacząca w kontekście roku Jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę Niepodległości. Ponad wiek przeżywanej przez nasz naród niewoli – poniżenia i prześladowań, które podobnie jak inne doznawane krzywdy – bardzo mocno naznaczają i obciążają naszą osobistą i narodową pamięć. Stanowi to wielkie wyzwanie na drodze ku pełnej wolności.

W tej perspektywie wymowne są obecne w naszej historii heroiczne przykłady umiejętności zwyciężania zła – dobrem. Uczy nas tego wzór św. Maksymiliana, św. Jana Pawła II, bł. ks. Jerzego Popiełuszki, a także Czcigodnego Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia.

W trosce o wolność serca od nienawiści, często Prymas przywoływał treść prośby: «Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom»: „Gdy zabiegamy o przebaczenie, musimy być gotowi przebaczać. Gdy oczekujemy miłosierdzia, musimy sami uczyć się miłosierdzia. Może właśnie miłosierdzie doznane od Boga daje nam sposobność zrozumieć sens, smak i znaczenie Miłosierdzia. Po co macie nosić w sobie zło? Uraza, z którą chodzimy, jest samoudręką. Przebaczanie jest przywróceniem sobie wolności, jest kluczem w naszym ręku od własnej celi więziennej”.

Sprawiedliwość bez miłości bywa okrutna, dlatego mówił Prymas Wyszyński: „Chrystus miarę sprawiedliwości związał z miłością, tak że sprawiedliwym można być tylko wtedy, gdy się miłuje”. „Poczujemy się w pełni wolni i w prawdzie dopiero wtedy, gdy wszystkie moce w naszym życiu – osobistym, rodzinnym, społecznym, zawodowym, politycznym i nawet w tak skłóconym dzisiaj życiu międzynarodowym – odkryją serce” – mówił Prymas Wyszyński.

W Jasnogórskich Ślubach Narodu przyrzekaliśmy Matce Bożej: „Przyrzekamy usilnie pracować nad tym, aby w Ojczyźnie naszej wszystkie dzieci Narodu żyły w miłości i sprawiedliwości, w zgodzie i pokoju, aby wśród nas nie było nienawiści, przemocy i wyzysku”. To przyrzeczenie Polaków podjęte przed Matką Bożą w Jasnogórskich Ślubach Narodu przypomina nam, że prawdziwa wolność ma nie tylko wymiar polityczny, ale także społeczny i moralny. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, gdy komunizm chylił się ku upadkowi, Prymas wyszyński ostrzegał: „Nie idzie w tej chwili w Ojczyźnie naszej tylko o zmianę instytucji społecznej, nie idzie tylko o wymianę ludzi, ale idzie przede wszystkim o odnowienie się człowieka. Idzie o to, aby człowiek był nowy, aby nastało «nowych ludzi plemię »… Bo jeżeli człowieka się nie odmieni, to najbardziej zasobny ustrój, najbardziej bogate państwo nie ostoi się, będzie rozkradane i zginie. Cóż bowiem z tego – powiem trywialnie – że krążąca butelka spirytusu przejdzie z rąk jednych pijaków do rąk innych pijaków! Powiem jeszcze drastyczniej –

[cóż z tego], że klucz od kasy państwowej przejdzie z rąk jednych złodziei w ręce drugich złodziei? Przecież chyba nie o to idzie, żeby wszyscy złodzieje mieli dostęp do kasy i wszyscy pijacy do wódki, tylko żeby sumienie wszystkich obudziło się, żebyśmy zrozumieli naszą odpowiedzialność za Naród, który Bóg wskrzesza”.

Dziękujemy dzisiaj Bogu za te prorocze słowa. Zmienił się ustrój, zmienili się ludzie sprawujący władzę. Nie zmienił się los zwykłego człowieka. Dopiero teraz zaczyna się budzić sumienie narodu. Zmaganie o wolność trwa. Wśród współczesnych waśni i sporów pamiętajmy że:  „Nie przez nienawiść powstanie nowy porządek na świecie. Może on zrodzić się tylko przez miłość (…) Odnowa świata, o której tak dużo mówi się i pisze, polega na tym, abyśmy uwierzyli, że Bóg jest Miłością i abyśmy z tej miłości, którą Bóg włożył w nasze istnienie i życie – czerpali dla braci.”

 

Matko Miłosierdzia – uproś nam ducha przebaczenia i zgody w życiu rodzinnym i społecznym naszej Ojczyzny. Przywróć nadzieję tym, którzy teraz najbardziej cierpią na skutek nieprawości, prześladowania i wojen. Błagamy Cię o to słowami Milenijnego Aktu Oddania:

Bogurodzico Dziewico, Matko Kościoła, Królowo Polski i Pani nasza Jasnogórska, (…) oddajemy dziś ufnym sercem w Twą wieczystą, macierzyńską niewolę miłości wszystkie dzieci Boże ochrzczonego Narodu i wszystko, co Polskę stanowi, za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej, (…) Przyjmij naszą ufność, umocnij ją w sercach naszych i złóż przed Obliczem Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Amen.

 

 

 

 

Rozważanie 9 – WOLNI Z MARYJĄ

 

Największą niewolą człowieka jest oderwanie od Boga, niewiara i grzech. Maryja, Matka Zbawiciela i Matka Kościoła, „dana Narodowi polskiemu jako pomoc i obrona” – jest bramą  prawdziwej wolności, która objawia się w Jezusie Chrystusie. Dlatego Prymas Tysiąclecia, kardynał Stefan Wyszyński, pragnąc zabezpieczyć wiarę naszego narodu dla przyszłych pokoleń całą Ojczyznę i „wszystko co Polskę stanowi oddał Matce Bożej na całkowitą własność w niewolę miłości, abyśmy już nigdy nie byli w żadnej innej niewoli, aby Maryja strzegła nas jako swojej własności – dla Chrystusa.

Kiedy zarzucano Prymasowi Wyszyńskiemu, że jest zbyt maryjny wyjaśniał, że sam tej drogi nie wymyślił. Stara się tylko naśladować Ojca Niebieskiego, który historię zbawienia człowieka zaczął od Maryi. Z woli Boga wszyscy potrzebujemy Matki Bożej. „Potrzebujemy Jej i nie wstydzimy się tego. Potrzebujemy Jej, jak płuca potrzebują powietrza, serce – krwi i miłości, stopy – oparcia, oczy – światła, usta – pokarmu. Jak dziecko jeszcze nie narodzone potrzebuje matki, nie może istnieć i żyć bez niej i poza nią. Potrzebujemy Matki Bożej. Przecież nawet Bóg Jej potrzebował! Zaczęliśmy od Niej. I Bóg od Niej zaczął. Nie możemy się bez Niej obejść. Bóg także nie chciał się bez Niej obejść. Szukamy u Niej ratunku i pomocy. Ona najpierw samemu Bogu była pomocą. (…) w swych tęsknotach, potrzebach naśladujemy tylko nieudolnie Chrystusa, Syna Maryi”.

Kiedy nasiliło się prześladowanie Kościoła w Polsce, gdy władze komunistyczne sprzysięgły się, aby zniszczyć wiarę i Kościół, Ksiądz Prymas oglądał się, skąd przyjdzie mu pomoc „Patrzymy – mówił – jak powstaje potężna organizacja, jak się mobilizuje środki i siły, jak wiele pieniędzy idzie tylko na to, aby Wam odebrać wiarę w Boga, aby odłączyć Was od Chrystusa, aby Wam serca wystudzić i pozbawić Was religijnej pobożności. W takiej chwili, gdy widzę bezpośrednie zagrożenie waszej wiary, zdając sobie sprawę z odpowiedzialności za wasze dusze, za dzieci i młodzież, za Was samych (…) naśladuję Bożą linię postępowania i nadzieję moją pokładam w Matce Boga Żywego”.

Niezłomne przekonanie, że Maryja nigdy nie zawiedzie złożonej w Niej nadziei – pomimo ciemności, które osnuwają polskie drogi – pozwoliło Prymasowi z całym przekonaniem mówić: „Moc Polski katolickiej jest w tej chwili w Niej – bo Bóg tak chce”. Wola powierzenia się Maryi nie pochodzi od człowieka. Pochodzi od Boga. Bóg tak chciał – sam całkowicie oddając się Maryi. Syn Boży, Jej Syn, z woli Ojca Niebieskiego w momencie Wcielenia całkowicie oddał się Maryi, Bogurodzicy: „Nikt z nas nie ma wyboru i nie decyduje o tym, czy ma zamknąć się w łonie matki, czy nie. Tylko Chrystus mógł to uczynić dobrowolnie. I uczynił. (…) Oddał się Jej tak bezwzględnie, jak tylko dziecko może być uzależnione od Matki. Któż był bardziej dosłownie ‘in sinu matris’ (w łonie matki) od Jezusa? Któż głębiej oddał się Jej w niewolę? Największe oddanie się Maryi – niewolnictwo świętych – to tylko słabe echo tego, co uczynił Jezus”.

Od wieków znana jest w Kościele praktyka oddawania się Matce Bożej w niewolę, aby z Nią i przez Nią stać się całkowitą własnością Chrystusa, to znaczy człowiekiem wolnym. Apostołami tego nabożeństwa już w XVI wieku byli polscy jezuici z Lublina. Zachowały się księgi z nazwiskami tysięcy osób, które złożyły akt oddania się Matce Bożej w niewolę. Na to polskie doświadczenie powoływał się św. Ludwik Maria Grignion de Montfort – autor „Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”. Stał się on mistrzem duchowym zarówno dla Karola Wojtyły, jak i dla Stefana Wyszyńskiego. Obaj odważnie przyznawali się do tego, że są niewolnikami Maryi.

Prymas Tysiąclecia najpierw sam oddał się Matce Bożej w niewolę 8 grudnia 1953 roku, w drugim miejscu uwięzienia, w Stoczku Warmińskim. Później oddał się Matce Bożej w niewolę z całym Episkopatem Polski. Następnie oddawał Maryi wszystkie diecezje, seminaria, zakony, parafie, na koniec cały Naród. 3 maja 1966 roku, podczas centralnej uroczystości Tysiąclecia Chrztu Polski, Prymas wspólnie ze wszystkimi biskupami i milionową rzeszą pielgrzymów oddał Polskę Matce Bożej w niewolę za wolność Kościoła w Ojczyźnie i w świecie. W ten sposób ubezpieczył wiarę Chrystusową i wolność narodu w Jej dłoniach.

Arcybiskup krakowski Karol Wojtyła jako pierwszy napisał komentarz teologiczny do Milenijnego Aktu Oddania, wiążąc to heroiczne zawierzenie Maryi z sakramentem chrztu, który wyzwala z niewoli grzechu i całkowicie uzależnia od Chrystusa. „Akt oddania Matce Bożej – pisał – wyraża mocną wolę i pełną gotowość trwania w takiej zależności nadal. To w nim najbardziej się uwydatnia. Zależność ta jest dobrem, jest skarbem, jest łaską”.

Nie wszyscy rozumieli sens głębokiego milenijnego przymierza z Maryją. Wyjaśnił je później Ojciec Święty Jan Paweł II na Jasnej Górze podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny: „Znaczenie słowa «niewola», tak dotkliwe dla Polaków, kryje w sobie podobny paradoks, jak słowa Ewangelii o własnym życiu, które trzeba stracić, ażeby je zyskać (por. Mt 10, 39). Wolność jest wielkim darem Bożym. Trzeba go dobrze używać. Miłość stanowi spełnienie wolności, a równocześnie do jej istoty należy przynależeć, czyli – nie być wolnym albo raczej – być wolnym w sposób dojrzały! Jednakże tego «niebycia wolnym» w miłości, nigdy nie odczuwa się jako niewolę. Nie odczuwa jako niewolę matka, że jest uwiązana przy chorym dziecku, lecz jako afirmację swojej wolności, jako jej spełnienie. Wtedy jest najbardziej wolna! Oddanie w niewolę wskazuje więc na «szczególną zależność», na świętą zależność i na «bezwzględną ufność». Bez tej zależności świętej, bez tej ufności heroicznej, życie ludzkie jest nijakie!”.

Prymas Tysiąclecia, kardynał Stefan Wyszyński, którego Opatrzność Boża wyznaczyła na duchowego przewodnika polskiego Kościoła i narodu, w czasach zmagania o zachowanie odzyskanej przez Polskę niepodległości, jako jej najlepszą gwarancję, wskazywał podążanie maryjnymi drogami wolności. Często przywoływał charakterystyczny rys naszej historii, że Polacy tylekroć walczyli „za wolność naszą i waszą”. Sam, oddając się w niewolę Matce Bożej, nie prosił Jej, aby go broniła i wyprowadziła na wolność. W Zapiskach więziennych pisał: „O jedno proszę, byś wziąwszy wszystko moje, chciała bronić Kościoła Chrystusowego, Tobie oddanego (…). Ochraniaj go płaszczem macierzyńskim, skryj go w Sercu Twoim. Jeśli jest Ci to potrzebne, zabij mnie, aby mógł żyć w Polsce Kościół Syna Twego”.

Także Milenijny Akt Oddania Polski w macierzyńską niewolę miłości Maryi nie jest tylko ubezpieczeniem naszej wiary, ale wyrazem odpowiedzialności za całą wspólnotę Kościoła. Jest to oddanie za wolność Kościoła w Ojczyźnie i w świecie. Wyjaśniając sens naszego milenijnego przymierza z Maryją, Prymas Tysiąclecia mówił: „Pragniemy więc nie tylko dla nas wolności dzieci Bożych w słodkiej niewoli u Matki i pragniemy nie tylko chrześcijańskich dziejów naszej Ojczyzny w drugim tysiącleciu, w całkowitej wierności Bogu i Kościołowi, ale chcemy przyczynić się do wolności całego Kościoła Chrystusowego, stając się [posłusznym] narzędziem za Kościół w dłoniach Maryi, Matki Kościoła”. To zobowiązanie nabrało szczególnego wyrazu, gdy Bóg powołał z naszej Ojczyzny na Stolicę Piotrową Ojca Świętego – Jana Pawła II. To był nasz dar dla całego Kościoła i świata.

Papież Polak wypełnił swoje zadanie, ale Milenijny Akt Oddania nadal nas obowiązuje. Widzimy, jak rodzina ludzka udręczona jest ciągle nowymi doświadczeniami. Mamy prawo zadbać o bezpieczeństwo wiary w naszej Ojczyźnie, ale nie możemy pozostać obojętni na łzy, krew i ból innych narodów. O prawo do naszych serc i modlitwę wołają tysiące chrześcijan mordowanych na Bliskim Wschodzie. Na nasze świadectwo wiary czekają nasi najbliżsi sąsiedzi – na Wschodzie i na Zachodzie.

W czasie pielgrzymki Episkopatu Polski do Niemiec w 1978 roku Prymas Wyszyński, przypominając Europie odpowiedzialność za jej chrześcijańskie korzenie, mówił w Kolonii:  „Europa musi dostrzec ponownie, że jest ona nowym Betlejem – dla świata, dla ludów i narodów, z którego wywodzi się na świat Król i Książę Pokoju, jedyny dotychczas Zbawca Rodziny ludzkiej. Wśród współczesnych wojen i wieści o wojnach, Europa – która otrzymała przez Kościół powszechny pokój, jakiego świat nie jest zdolny dać – nie może być ciągle fabryką amunicji, międzynarodowym targowiskiem i dostawcą broni; nie może nadal być poligonem dla doświadczeń wojennych czy też miejscem samoudręki ludów i narodów”. W aktualnej sytuacji świata, a szczególnie kryzysu chrześcijańskiej Europy, przypomnijmy sobie te słowa Prymasa Tysiąclecia. Może dzisiaj wezwałby nas, aby to nasza Ojczyzna, Polska, pomimo swoich słabości, była nowym Betlejem dla Europy i dla świata!

Jesteśmy świadomi naszych narodowych wad i podziałów, ale naszej wiary strzeże Maryja, której jesteśmy oddani na własność. To jest gwarancja naszej wolności. To nas zobowiązuje do współdziałania z Matką Kościoła, zatroskaną o wiarę, wolność i pokój całej rodziny ludzkiej. Wszyscy mamy być Jej pomocnikami dla sprawy Chrystusa na ziemi.

 

Królowo Wniebowzięta – prowadź nas drogą wolności. Podnoś nas w miłości do Serca Twojego Syna. Wdzięczni Bogu za odzyskanie wolności pragniemy zabezpieczyć Ją w Tobie słowami Milenijnego Aktu Oddania:

Bogurodzico Dziewico, Matko Kościoła, Królowo Polski i Pani nasza Jasnogórska, (…) oddajemy dziś ufnym sercem w Twą wieczystą, macierzyńską niewolę miłości wszystkie dzieci Boże ochrzczonego Narodu i wszystko, co Polskę stanowi, za wolność Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej, (…) Przyjmij naszą ufność, umocnij ją w sercach naszych i złóż przed Obliczem Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Amen.