h

Zapraszamy do duchowego pielgrzymowania podczas trwania 306 WPP.

Prezentujemy teksty konferencji i Nowenny.

SPIS TREŚCI

NOWENNA wersja A

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ, Grzegorz Górny

 

DZIEŃ 1IKONA: ZNAK I OBECNOŚĆ2
DZIEŃ 2SPOTKANIE WSCHODU I ZACHODU8
DZIEŃ 3KRÓLOWA POLSKI14
DZIEŃ 4WIELKIE KORONACJE20
DZIEŃ 5FATIMA A CZĘSTOCHOWA25
DZIEŃ 6ŚLUBY JASNOGÓRSKIE NARODU POLSKIEGO31
DZIEŃ 7JASNOGÓRSKIE CUDA37
DZIEŃ 8JAN PAWEŁ II A JASNA GÓRA44
DZIEŃ 9ZAWIERZENIE I ZOBOWIĄZANIE51

 

NOWENNA wersja B

KRÓLOWO POLSKI MÓDL SIĘ ZA NAMI, ks. prof. Janusz Królikowski

 

WPROWADZENIE55
DZIEŃ 1„KRÓLOWA ŚWIATA I NASZA”56
DZIEŃ 2WNIEBOWZIĘTA KRÓLOWA POLSKI58
DZIEŃ 3ZWYCIĘSKA KRÓLOWA60
DZIEŃ 4KRÓLOWA PAŃSTWA I NARODU61
DZIEŃ 5UKORONOWANA63
DZIEŃ 6NIEPOKALANA KRÓLOWA64
DZIEŃ 7KRÓLOWA JEDNOCZĄCA66
DZIEŃ 8MAJOWA KRÓLOWA67
DZIEŃ 9KRÓLOWA POLSKIECH DZIEJÓW NA ZAWSZE69

 

 

NOWENNA wersja A

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ

Grzegorz Górny

DZIEŃ 1

IKONA: ZNAK I OBECNOŚĆ

Ikona to nie jest zwykły obraz. To jakby szczelina do innego wymiaru, dyskretny prześwit do rzeczywistości przebóstwionej, okno na świat nadprzyrodzony. Dzięki niej możemy mieć wgląd poza czas i przestrzeń, do krainy przejrzystości dziejów i sumień.

Św. Jan Ewangelista pisze: „Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy” (1 J 3,2). Otóż ikona już jakby ujawnia, czym będziemy. Postaci na niej przedstawione mają ciała subtelne, chwalebne, istotowo przemienione. Ich głowy otoczone są złotym nimbem, wyrażającym symbolicznie wewnętrzny stan człowieka. Nie rzucają cienia, ponieważ tam, gdzie przebywają, źródło światła jest wszędzie. „Miastu nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą jest Baranek”, jak ujrzał to w swym mistycznym widzeniu na wyspie Patmos św. Jan Ewangelista (Ap 21, 23).

Świat na ikonach to obraz Nowego Jeruzalem. Zamieszkują go obywatele Królestwa Niebieskiego, którzy doświadczają tego, czego tu na ziemi „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć” (1 Kor 2, 9). To stan radości przedwiecznej, wizji uszczęśliwiającej i spełnienia w miłości. To miejsce, gdzie przebywa w swej chwale Bóg, Jego aniołowie i święci.

Między naszym a ich światem istnieje kanał komunikacji, a jest nią modlitwa. Bóg pozwala mówić do siebie po imieniu. Intymna rozmowa, odbywająca się gdzieś w najgłębszych zakamarkach serca, poruszająca najczulsze miejsca ludzkiego wnętrza, to spotkanie z kimś, kto zna nas lepiej niż my samych siebie. To stanięcie w prawdzie o sobie, swej małości i nędzy, ale zarazem doświadczenie wszechogarniającej bezinteresownej miłości. W tej relacji jest miejsce na żal i na uwielbienie, na dziękczynienie i na prośby.

W modlitewnym osobistym kontakcie zawiera się również to, co Kościół nazywa tajemnicą świętych obcowania. Możemy prosić tych, którzy są po drugiej stronie i doznają wiecznej rozkoszy płynącej z oglądania Boga „twarzą w twarz”, by modlili się za nas do Pana panów i Króla królów. Ponieważ są bliżej Niego, obmyci z grzechów i przemienieni, prośby i błagania zanoszone przez nich w naszym imieniu mają większą moc, by przekonać Boga do ich wysłuchania i spełnienia. Nie poruszamy się bowiem w świecie niewzruszonych determinizmów i konieczności, których nie da się zmienić. Historia to przestrzeń spotkania człowieka z Bogiem, który zostawia miejsce na ludzką wolę. Jest więc wolność czynnikiem odwracającym bieg dziejów, a mogą w tych procesach brać udział – tak samo jak my – osoby już zbawione.

Szczególne miejsce wśród rzeszy świętych zajmuje Najświętsza Maryja Panna – ta, która przyjęła w swe łono, otoczyła miłością, urodziła i wychowała Syna Bożego. Ewangeliczna opowieść o weselu w Kanie Galilejskiej pokazuje, że Jezus nie jest w stanie odmówić swej Matce nawet wówczas, gdy – jak sam mówi – Jego godzina jeszcze nie nadeszła. Dlatego Kościół od samego początku uznawał ją za Pośredniczkę Łask oraz Wspomożycielkę Wiernych, i prosił, by wstawiała się u swego Syna w intencjach wiernych.

Jedną z form modlitwy i wyrazu wiary jest malowanie ikon. To czynność nie tylko artystyczna, lecz także religijna, duchowa, mistyczna. Nie wystarczy opanowanie warsztatu, konieczna jest także kontemplacja oraz stworzenie duchowej więzi z osobą, którą przedstawia się na obrazie.

Jeden z dawnych kronikarzy na Rusi, wspominając Andrieja Rublowa, pisał o nim, iż „bezustannie wznosił swego ducha i zatapiał go w światłości niematerialnej i boskiej“. Mistrzowie życia duchowego w Kościele wschodnim twierdzili, że jeśli ktoś jednocześnie modli się i maluje, wówczas łaska Boża spływa na ikonę i „uświęca oczy wiernych”. Nie wiemy, kto stworzył obraz Jasnogórskiej Madonny, ale na pewno musiał być zanurzony w głębokiej modlitwie.

Celem ikony jest umożliwienie człowiekowi spotkania z Bogiem, Jego aniołami lub świętymi. Sakralny wizerunek uobecnia osobę przedstawioną, pozwalając nawiązać z nią bliższą relację. Dla wielu ludzi – zarówno wierzących, jak i niewierzących – takie podejście do obrazów może być zgorszeniem albo głupotą. Pełna zgoda: ikona jest skandalem i szaleństwem, tak jak skandalem i szaleństwem jest Wcielenie Boga.

Św. Jan Damasceński w swych trzech „Traktatach w obronie świętych ikon” pisał, że zakaz wykonywania wizerunków w Starym Testamencie wypływał z tego samego źródła, z którego bierze początek zgoda na ich tworzenie w epoce Nowego Przymierza. Ludowi biblijnego Izraela Jahwe nie objawił się bowiem pod żadną postacią, pozostając niewidzialny i niedostępny. Dopiero w Chrystusie można było ujrzeć obraz Boga. „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14, 9), powiedział Jezus Filipowi. Zaś św. Paweł napisze: „W Nim bowiem mieszka cała Pełnia: Bóstwo na sposób ciała” (Kol 2, 9).

Wcześniej Izraelici słyszeli jedynie głos Najwyższego, który mogli utrwalić na piśmie. Kiedy natomiast Bóg objawił się w postaci ludzkiej, dostępnej dla oczu, możliwe stało się przedstawianie Go na obrazie. Ikona jest więc logiczną konsekwencją Wcielenia, pojawienia się Boga w postaci człowieka. Jest potwierdzeniem prawdy zbawczej o Jezusie jako prawdziwym Bogu i prawdziwym człowieku.

Owa prawda pozostaje nierozerwalnie związana z innym dogmatem wiary. Jak mówił św. Cyryl Aleksandryjski: „Albowiem jeśli Pan nasz Jezus Chrystus jest Bogiem, jakże Najświętsza Dziewica, która Go zrodziła, mogłaby nie być Matką Boga – Theotokos?” Taką formułę przyjął Soborze w Efezie w roku 431, ogłaszając pierwszy dogmat maryjny. Dlatego ta, która „ogarnęła sobą to, co Nieogarnione”, jest na świętych obrazach przedstawiana najczęściej z Dzieciątkiem. Ikony Jezusa i Maryi to dwa aspekty tej samej rzeczywistości.

Pisze prawosławny teolog Leonid Uspienski: „Jej wyjątkowa godność Matki Boga, jej własna doskonałość, osiągnięty przez nią ostateczny stopień świętości, tłumaczą ten zupełnie wyjątkowy kult: Najświętsza Dziewica jest pierwszą spośród całego rodzaju ludzkiego, która już osiągnęła, przez całkowite przeistoczenie swojej istoty, cel wyznaczony każdemu ludzkiemu stworzeniu. Przekroczyła już granicę czasu i wieczności, i przebywa teraz w Królestwie, którego nastania Kościół oczekuje wraz z powtórnym przyjściem Chrystusa”.

Ikona jest więc wyrażeniem prawdy o Wcieleniu Boga i przebóstwieniu człowieka. W plastyczny sposób odzwierciedla słynną formułę Ojców Kościoła, że „Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek mógł stać się bogiem”. Ukazuje uniżenie Stwórcy i wyniesienie stworzenia.

Teologia ikony rozwinęła się głównie w Kościele wschodnim, zaś na Zachodzie przez długie wieki pozostawała nieznana. A jednak kiedy czyta się dzieła paulińskich teologów z XVII stulecia, którzy przebywali w Częstochowie, ze zdumieniem odkrywa się, że mieli te same intuicje co mistrzowie życia duchowego na Wschodzie, choć nie znali ich dzieł. W oczach jednych i drugich ikona promieniuje obecnością osoby, którą przedstawia. Ponad cztery wieki temu jasnogórscy ojcowie, tacy jak Andrzej Żymicjusz, Jan Dionizy Łobiżyński, Andrzej Gołdanowski czy Ambroży Nieszporkowicz pisali, że jasnogórski obraz jest znakiem i ukonkretnieniem rzeczywistej obecności Matki Bożej w częstochowskim sanktuarium.

Podobnie postrzegał to Jan Paweł II, który podczas swej pielgrzymki do Polski w 1979 roku z wałów paulińskiego klasztoru mówił o „Tej, która tutaj nie tylko ma swój Obraz, swój Wizerunek, jeden z najbardziej znanych i najbardziej czczonych na całym świecie – ale która tutaj w jakiś szczególny sposób jest. Jest obecna.”

Święci Kościoła na Wschodzie, gdy chcieli się pomodlić przed ikoną Maryi, mówili, że udają się do niej na audiencję. Na Jasnej Górze spotkanie z Matką Bożą obecną w Cudownym Obrazie ma charakter prawdziwej audiencji. Rozpoczyna się codziennie o godzinie szóstej rano uroczystym odsłonięciem wizerunku. Wszyscy klękają, jak w momencie, gdy do komnaty wchodzi Królowa. Witana jest przez paulinów, którzy pełnią rolę dworzan. Rozbrzmiewa uroczysta intrada. Potem zaczyna się posłuchanie. Przed tronem Pani przesuwają się pokornie kolejni przybysze ze swoimi sprawami. Historia ludzkości zna wiele przypadków, gdy w różnych państwach poddani w dramatycznych sytuacjach przybywali po pomoc do królowej, która jawiła się dla nich ostatnią szansą ratunku. Podobnie dzieje się w Częstochowie. Wierni potrafią przyjechać z odległych stron, paść na kolana i przedstawiać swe sprawy, ufni, że zostaną wysłuchani.

Nieprzypadkowo prymas Stefan Wyszyński nazwał Jasną Górę „polską Kaną” – miejscem, w którym Maryja wyprasza u swojego Syna prawdziwe cuda i wewnętrzną przemianę. Świadectwem tego są tysiące zapisanych kart w paulińskich księgach i niezliczone wota dziękczynne wiszące na ścianach kaplicy.

Audiencja kończy po godzinie 21.00 uroczystym zasłonięciem obrazu. Znów towarzyszą temu fanfary, a przede wszystkim Apel Jasnogórski – wieczorny raport zdawany przez żołnierzy swojej Królowej, odnawiana każdego dnia przysięga wierności. Przez ponad 270 dni w roku trwanie w kaplicy przedłuża się jednak, ponieważ wierni przez całą noc aż do rana trwają przed Ikoną na modlitewnym czuwaniu.

Chrześcijanie obrządków wschodnich, podkreślając osobowy charakter spotkania z postaciami uobecnionymi na wizerunkach, mówią, że to nie człowiek wybiera ikonę, ale to ikona wybiera człowieka. W tej perspektywie fakt, że Matka Boża znalazła się na Jasnej Górze w znaku cudownej Ikony, nie jest zwykłym splotem okoliczności, lecz ma charakter dokonanego przez nią wyboru. Ta decyzja będzie miała dla Polski olbrzymie znaczenie.

 

DZIEŃ 2

SPOTKANIE WSCHODU I ZACHODU

Jasnogórska Madonna nosi na sobie ślady ran, dwie krwawe pręgi, podłużne blizny na prawym policzku i szyi. To znaki niszczycielskiej siły drzemiącej w człowieku. Ważniejsze jednak, choć mniej rzucające się w oczy, są dowody ludzkiej troski i czułości, z jaką opiekowano się poranioną Ikoną.

Niezwykły obraz trafił na Jasną Górę najprawdopodobniej 31 sierpnia 1384 roku, podarowany paulinom przez księcia Władysława Opolczyka. Według dawnych legend wizerunek Matki Bożej był dziełem św. Łukasza Ewangelisty, który miał go namalować na desce stołu, przy którym modliła się i spożywała posiłki Najświętsza Rodzina. Przez kilka wieków jasnogórscy kustosze w taki też sposób przedstawiali ikonę – jako autentyczną relikwię, porównywalną z Całunem Turyńskim czy Domkiem Maryi z Loretto.

Dziś wiadomo, że odwołanie do św. Łukasza ma inne uzasadnienie. Otóż starochrześcijańska tradycja przypisywała temu właśnie ewangeliście autorstwo trzech najstarszych ikon maryjnych, które dały początek różnym rodzajom wizerunków. Kolejni twórcy przez stulecia naśladowali owe typy kanoniczne, a ich dzieła nazywane były ikonami św. Łukasza.

Jedna z nich przedstawiała Matkę Bożą i Dzieciątko en face, zwróconych twarzą ku widzowi. Ten typ ikony bizantyjskiej przejdzie do historii pod grecką nazwą Hodegetria. Słowo to pochodzi od nazwy kościoła Ton Hodigon w portowej dzielnicy Konstantynopola, gdzie przechowywany był oryginalny obraz namalowany – według tradycji – przez św. Łukasza. Hodegetria znaczy konkretnie „Wskazująca drogę“ lub „Przewodniczka”. Obraz z owej świątyni dał ikonograficzny wzór wizerunku Maryi, który od IX stulecia rozpowszechnił się w całym Kościele. Pierwowzór zniszczyli najprawdopodobniej Turcy po zdobyciu Konstantynopola w 1453 roku.

Jak obraz zawędrował na Jasną Górę? Według „Translatio tabulae“, rękopisu pochodzącego z XV wieku, ikonę miał przywieźć ze stolicy Bizancjum na Ruś Czerwoną jako dar od cesarza Konstantyna książę Lew. Trafiła ona do zamku w Bełzie, gdzie otaczana była wielką czcią przez okoliczną ludność prawosławną. Po roku 1370 ziemie te zostały wcielone do Królestwa Węgier, a zarząd nad nimi król Ludwik powierzył Władysławowi Opolczykowi. Ten ostatni, kończąc swe rządy na Rusi, zabrał obraz z Bełza i przewiózł go na Jasną Górę.

Inną hipotezę na temat dziejów wizerunku przedstawił konserwator sztuki prof. Wojciech Kurpik, który przeprowadził najdokładniejsze badania jasnogórskiego obrazu. Uważa on, że cechy warsztatowe dzieła pozwalają ustalić miejsce i czas jego powstania. Miałoby ono pochodzić z XIII-XIV wieku z warsztatu ikonowego na Bałkanach, znajdującego się pod wpływem słynnego ośrodka sztuki sakralnej w Ochrydzie. Wiele wskazuje na to, że wizerunek Maryi z Dzieciątkiem stanowił część ikonostasu.

Później, zdaniem prof. Kurpika, obraz trafił na dwór Andegawenów w Budzie. W jaki sposób? Jedna z hipotez mówi, że mogło stać się to podczas wojen serbsko-węgierskich, gdy wojska madziarskie zapuszczały się daleko na południe. Inna wersja sugeruje, że dzieło było darem cesarza bizantyjskiego. Z testamentu Elżbiety Łokietkówny (żony króla Węgier Karola Roberta) wiadomo, że miała ona w swym posiadaniu ikonę Matki Bożej, której autorstwo przypisywano św. Łukaszowi. Jest wielce prawdopodobne, iż był to właśnie jasnogórski wizerunek.

Na zamku w Budzie obraz znalazł się w II połowie XIV wieku i był wówczas poważnie uszkodzony. Rozpadł się bowiem – w nieznanych dla nas okolicznościach – na trzy oddzielne deski. Dokonano naprawy dzieła, jednocześnie przemalowując je w stylu włoskim (znawcy wskazują na wpływy szkoły sieneńskiej i weneckiej). Wiadomo, że w tym czasie na dworze węgierskim przebywało grono artystów z Italii i któryś z nich mógł podjąć się tego zadania. Rentgenogramy z XX wieku wykazały wiele zmian między wersją pierwotną a późniejszą, np. na początku mały Jezus trzymał w ręce zwój pisma, podczas gdy po korekcie miał już w dłoni kodeks. Mimo tych przeobrażeń wizerunek zachował dawny schemat Hodegetrii i pierwotny walor sakralny ikony.

Elżbieta Łokietkówna w swym testamencie z roku 1380 zostawiła dzieło w spadku Elżbiecie Bośniaczce (żonie Ludwika Węgierskiego i matce św. Jadwigi – późniejszej królowej Polski i małżonce Władysława Jagiełły). Zdaniem prof. Wojciecha Kurpika, to właśnie z księżniczką Jadwigą (oraz jej opiekunem – Władysławem Opolczykiem) obraz przybył później do Polski i trafił w 1384 roku na Jasną Górę.

Wydawało się, że w tym miejscu ikona będzie bezpieczna. Nic bardziej mylnego. W Wielkanocny Poniedziałek roku 1430 na klasztor napadła banda zbójców, skuszona opowieściami o kosztownościach, jakie w mieli w sanktuarium pozostawiać wdzięczni pielgrzymi. Rozbójnicy zamordowali kilku paulinów, a gdy nie znaleźli spodziewanych skarbów, włamali się do kaplicy Matki Bożej. Zdjęli obraz z ołtarza, zerwali z niego drogocenne ozdoby, a samo malowidło, połamane na trzy części i sprofanowane, porzucili na ziemi.

Zniszczenia były bardzo poważne. Prof. Wojciech Kurpik na podstawie zdjęć rentgenowskich doliczył się 29 poważnych uszkodzeń na ikonie. Jednym z nich była podwójna „blizna” na prawym policzku jasnogórskiej Madonny. Często powtarzana jest informacja, jakoby jeden ze sprawców celowo ciął mieczem w twarz Maryi. Badania konserwatorskie wykazały jednak, że ślad powstał za skutek gwałtownego odrywania nożem srebrnych dekoracji i klejnotów, którymi ozdobiony był obraz.

Zniszczona ikona została przewieziona do Krakowa, gdzie na koszt króla Władysława Jagiełły poddano ją gruntownej renowacji. Wawelscy konserwatorzy natknęli się jednak przy restauracji obrazu na nieprzewidziane trudności. „Gdy malarze go naprawili, pociągnęli ramy delikatną farbą, mniemając, że zadośćuczynili zaleceniu króla – pisze Piotr Rydzyński w swej książce „Historia pulchra“ z 1523 roku. – Przychodzą następnego dnia, widzą, że farby spłynęły i że praca ich daremna. Przeto gdy częściej w tej rzeczy trwali, nic zgoła nie wskórali. Gdy o tym doniesiono królowi, król przypisał to ich lenistwu i niedbalstwu, bieglejszych skądinąd postarał się sprowadzić, którzy gdy za pismem cesarskim przybyli, biorą się śmiało do rzeczy wobec rady miejskiej, pracę kończą i radośnie odchodzą do gospody, pokrzepiają się ucztami, szydząc z malarzy krajowych. Następnego dnia skoro i oni zobaczyli, że się łudzili i niewiele wskórali, ponownie wzięli się do pracy, więcej sztuki włożyli, a gdy próżno siły swe wytężali, zaniechali przedsięwzięcia bardzo zdziwieni.“

Współczesne badania potwierdziły doniesienia Piotra Rydzyńskiego o zamianie wykonawców. Rentgenogram wykazał bowiem, że najpierw zniszczenia ikony uzupełniano w jednym stylu malarskim („more greco“), by go poniechać i dokończyć pracę w drugim, bardziej zbliżonym do włoskiego „trecento“. Domalowano też na szacie Matki Bożej nowy element: lilie – godło dynastii Andegawenów.

Konserwatorzy pozostawili obrazoburcze cięcia na obliczu Madonny, akcentując „blizny“ cynobrem, czyli farbą koloru krwi. Taka decyzja – zdaniem historyków – musiała wykraczać poza kompetencje malarzy. Mogła więc wyjść od Władysława Jagiełły, który chciał w ten sposób podkreślić motyw boleści Matki Bożej.

Na twarzy Maryi dostrzec można – jak pisał w roku 1988 ówczesny przeor Jasnej Góry o. Rufin Abramek – „czułość i dobroć macierzyńską, a jednocześnie surowość i cierpienie, jakiś ogromny spokój wnętrza, a jednocześnie niewypowiedziany ból“.

Teologia ikony opisuje cały system znaków i symboli zawartych w obrazach, które pozwalają odkryć ukryty w nich potencjał duchowy.

Matka Boża prawą rękę trzyma na wysokości piersi i wskazuje nią na Syna. Ów gest stanowi jakby echo słów Maryi skierowanych do Jezusa podczas uczty weselnej w Galilei, opisanej w Ewangelii św. Jana: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie“. Uprawomocnia to nazywanie Jasnej Góry „polską Kaną“.

Z kolei mały Jezus prawą ręką czyni znak błogosławieństwa, zaś w lewej trzyma księgę. W ten sposób daje się poznać jako Władca, Prawodawca i Nauczyciel. Złote nimby wokół głowy Matki i Syna są zespolone ze sobą, wskazując na jedność obu postaci.

Kontemplując wizerunek, uważny obserwator zobaczy w nim bizantyjską powagę zmiękczoną przez słodycz i liryzm malarstwa włoskiego. Jak pisał ks. Janusz Pasierb, w twarzy jasnogórskiej Pani odbija się synteza chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu, która oddaje istotę polskiej duchowości.

 

DZIEŃ 3

KRÓLOWA POLSKI

Dla chrześcijan od pierwszych wieków było oczywiste, że skoro Chrystus jest Królem Wszechświata, to Jego Matce przysługiwać musi tytuł Królowej. Prawo do jej monarszej godności wywodzono nie tylko z jej boskiego macierzyństwa, lecz również z faktu, że miała swój udział w mesjańskiej misji swego Syna.

Było to między rokiem 6 a 8 po Chrystusie. Podczas zesłania na wyspie Patmos św. Jan Ewangelista doświadczył wizji, którą opisał później w Apokalipsie. Ujrzał wówczas następujący widok: „Potem ukazał się znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod Jej stopami, a na Jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12, 1). Ową Niewiastą, według Tradycji Kościoła, była właśnie Maryja.

Na najstarszych chrześcijańskich wizerunkach w rzymskich katakumbach, pochodzących z III stulecia, Matka Boża przedstawiana jest jako Królowa – zasiadająca na tronie, z nimbem wokół głowy. O jej królewskości mówili Ojcowie i Doktorzy Kościoła, m.in. św. Efrem Syryjczyk i św. Piotr Chryzolog. Od VIII wieku przyjął się zwyczaj koronowania ikon Najświętszej Maryi Panny przez papieży – jako pierwszy obraz Matki Bożej ozdobił szczerozłotą koroną z diamentami Grzegorz III w roku 732.

Z upływem wieków w różnych zakątkach świata pojawiły się ruchy intronizacyjne. W wielu krajach ludzie odczuwali bowiem szczególnie bliską więź łączącą ich z Maryją. Doszło do tego, że w niektórych państwach i narodach postanowiono obrać ją swoją Panią i powierzyć się jej szczególnej opiece. W 1038 roku pierwszy król Węgier św. Stefan Wielki oddał swą koronę Matce Bożej i nazwał ją “Królową i Wielką Panią Węgier”. Podobnie zrobili władcy Hiszpanii w 1617, Bawarii w 1620 czy Francji w 1638 roku. W roku 1646 król Jan IV Odnowiciel wraz ze wszystkimi swoimi poddanymi ogłosił Najświętszą Maryję Pannę Królową i Patronką Portugalii. Od tamtej pory władcy z Lizbonie przestali nosić na głowach korony, rezerwując to insygnium jedynie dla Niepokalanej.

Do Polski impuls, by uznać Maryję królową, przyszedł z dalekiego Neapolu. Właśnie w tym mieście, w jezuickim klasztorze Il Gesu Nuovo, 14 sierpnia 1608 roku 70-letni włoski misjonarz i mistyk o. Juliusz Mancinelli miał wizję, w której ujrzał Niepokalaną Dziewicę z Dzieciątkiem, okrytą królewską purpurą. Zachwycony jej pięknem i majestatem, chciał ją pozdrowić tytułem, jakiego nikt jeszcze wobec niej nie użył. Wówczas usłyszał z ust Madonny słowa: „A czemu mnie Królową Polski nie zowiesz? Ja to królestwo wielce umiłowałam i wielkie rzeczy dlań zamierzam, ponieważ osobliwą miłością ku Mnie pałają jego synowie”.

Ojciec Mancinelli za pośrednictwem jezuitów przekazał treść swego objawienia królowi Zygmuntowi III Wazie. W 1610 roku, mając 72 lata, udał się pieszo do Polski. 8 maja w katedrze na Wawelu odprawił Mszę świętą. Miał wtedy kolejną wizję Maryi, w której usłyszał: „Jestem Królową Polski. Jestem Matką tego narodu, który jest mi bardzo drogi, więc wstawiaj się do mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagał nieustannie, a ja będę ci zawsze, tak jak teraz, miłościwa.” Matka Boża poprosiła, by w Krakowie – na znak, że jest królową – ustawiono widoczny symbol jej królowania.

Trzeciego objawienia o podobnej treści 79-letni ojciec Mancinelli doświadczył 15 sierpnia 1617 r. w klasztorze jezuitów w Neapolu. Matka Boża zapowiedziała mu wówczas, że za rok zobaczy ją już w Królestwie Niebieskim. Dokładnie dwanaście miesięcy później – 14 sierpnia 1618 roku – zakonnik odszedł do wieczności. W dziesiątą rocznicę jego śmierci mieszkańcy Krakowa spełnili prośbę Najświętszej Maryi Panny z jej objawienia. W 1628 roku na wieżę Kościoła Mariackiego nałożono królewską koronę na cześć Maryi.

Przesłanie ojca Mancinellego wzięli sobie do serca w Rzeczpospolitej zwłaszcza jego współbracia jezuici, m.in. Piotr Skarga, Maciej Kazimierz Sarbiewski czy Mikołaj Łęczycki. Podczas kazań głosili, że Matka Boża sama wybrała Polskę na swe królestwo. Ich wystąpienia trafiały na podatny grunt, ponieważ już wcześniej wyrażano intuicje, że Maryja jest Królową Polski. Mało tego, wskazywano nawet konkretne miejsce, gdzie miał znajdować się jej tron. W połowie XV wieku kronikarz Jan Długosz pisał, że na Jasnej Górze znajduje się “Obraz Przesławnej i Przenajświętszej Dziewicy Maryi, Pani Królowej świata i naszej”, czyli Polski. W 1568 roku Grzegorz z Sambora w swym poemacie nazwał Matkę Bożą Częstochowską “Królową ziem i ludów Polski”.

Orędzie Mancinellego zyskało w Rzeczpospolitej wielu wpływowych zwolenników. Jednym z nich był kanclerz wielki litewski Albrecht Stanisław Radziwiłł, który w 1635 r. wydał nawet na ten temat książkę pt. „Dyskurs nabożny z kilku słów wzięty o wysławieniu Najświętszej Panny Bogurodzicy Maryi”. Miała ona kilka wydań i cieszyła się dużą popularnością. Radziwiłł zapisał się też w historii jako fundator Obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie, który stał się najbardziej czczonym wizerunkiem Madonny w Wielkim Księstwie Litewskim.

W 1640 roku ks. Szymon Starowolski w swym dziele „Diva Claramontana” napisał, że Jasnogórski Obraz jest ikonograficznym przedstawieniem Królowej Polski (co ciekawe, w tym samym czasie książkę o identycznym tytule wydał o. Andrzej Gołdonowski – pauliński teolog, pisarz i mecenas sztuki). Żeby podjąć oficjalną decyzję, potrzebna była jednak wola króla.

Do decyzji takiej dojrzał podczas najazdu szwedzkiego Jan Kazimierz, który musiał schronić się w Głogówku na Śląsku. Stamtąd wysłał list do papieża z prośbą o wsparcie. Aleksander VII, który zaznajomiony był z objawieniami o. Mancinellego, odpisał: „Dlaczego zwracasz się o pomoc do mnie, a nie zwracasz się do Tej, która sama chciała być Waszą Królową? Maryja Was wyratuje, toć to Polski Pani. Jej się poświęćcie, Jej oficjalnie ofiarujcie, Ją królową ogłoście, przecież sama tego chciała.”

Kiedy w grudniu 1655 roku obrona Jasnej Góry okazała się punktem zwrotnym w przebiegu kampanii szwedzkiej, Jan Kazimierz podjął decyzję. 1 kwietnia 1656 roku władca, klęcząc w katedrze lwowskiej obok nuncjusza apostolskiego arcybiskupa (późniejszego kardynała) Piotra Vidoniego, obrał Najświętszą Maryję Pannę Królową Polski. Polecił jej opiece swoje państwo i wszystkie zamieszkujące je ludy oraz wezwał ją na pomoc w chwili straszliwego zagrożenia. Obiecał, że po zwycięstwie rozszerzać będzie nabożeństwo ku jej czci i starać się u Stolicy Apostolskiej o ustanowienie święta Matki Bożej Królowej Polski.

Król przyrzekł także, że po wojnie ulży ciężkiej doli chłopów w Rzeczpospolitej: „Skoro zaś z wielką serca mego żałością wyraźnie widzę, że za jęki i ucisk kmieci spadły w tym siedmioleciu na Królestwo moje z rąk Syna Twojego, sprawiedliwego Sędziego, plagi: powietrza, wojny i innych nieszczęść, przyrzekam ponadto i ślubuję, że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszelkich będę używał środków, aby lud Królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić.”

Śluby Jana Kazimierza stanowiły ukoronowanie (w sensie dosłownym) kilkuwiekowego kultu maryjnego na ziemiach polskich. To był oficjalny akt państwowy najwyższej wagi, potwierdzony przez króla Polski w obecności przedstawiciela papieskiego i nigdy nie odwołany, a więc obowiązujący do dnia dzisiejszego. (Jeszcze w 1764 roku w konstytucji sejmowej zapisano: „Rzeczpospolita Polska stwierdza, że jest do swojej Najświętszej Królowej Maryi Panny w Obrazie Częstochowskim cudami słynącym zawsze nabożna i Jej protekcji w potrzebach doznająca.”)

Kolejny nuncjusz apostolski w Warszawie arcybiskup Antonio Pignatelli (późniejszy papież Innocenty XII) powiedział do hetmana Stanisława Jabłonowskiego: „Szczęśliwe narody, które mają taką historię, jak Polska, szczęśliwszego od was nie widzę państwa, gdyż wam jedynym zechciała być Królową Maryja, a to jest zaszczyt nad zaszczyty i szczęście niewymowne; obyście to tylko zrozumieli sami.”

Jan Paweł II, komentując wydarzenia z czasów „potopu” szwedzkiego, osadził je w perspektywie biblijnej: „Kiedy – w kilka miesięcy po obronie Jasnej Góry – król Jan Kazimierz oddawał całe swe wielonarodowe dziedzictwo Bogarodzicy jako Królowej – wówczas dokonywały się szczególne zaślubiny. Były to zaślubiny Bożej Mądrości (…). Mądrość «zapuszcza korzenie w sławnym narodzie, w posiadłości Pana, w Jego dziedzictwie» (por. Syr 24,13), aby stać się pokarmem i napojem ludzi (…). Król Jan Kazimierz, klęcząc w katedrze lwowskiej przed obrazem Matki Bożej Łaskawej, przyłącza się do wielu pokoleń tych, którzy łakną i pragną Bożej Mądrości – dla siebie, dla swego królestwa, dla ludów, wśród których z Bożej Opatrzności przyszło mu sprawować władzę królewską w czasach szczególnie trudnych.”

Jan Kazimierz abdykował dwanaście lat później, rozgoryczony, że nie jest w stanie przeprowadzić szczątkowych nawet reform. Jego śluby nie zostały dotrzymane. Dola chłopów nie uległa poprawie. Wielu Polaków w następnych wiekach w tym właśnie fakcie upatrywać będzie przyczyn upadku Rzeczpospolitej. Dla niektórych wizyta na Jasnej Górze i stanięcie przed obliczem Matki Bożej będzie niczym żywy wyrzut sumienia.

 

DZIEŃ 4

WIELKIE KORONACJE

Przez długie wieki teologiczna prawda o królowaniu Maryi znajdowała swój liturgiczny wyraz w koronacjach jej obrazów. Od VIII do XVIII stulecia aktów takich dokonywali jedynie papieże w Rzymie. Pierwsze odstąpienie od tej tradycji nastąpiło 8 września 1717 roku na Jasnej Górze. Po raz pierwszy w historii Kościoła katolickiego dokonano aktu koronacji cudownego obrazu poza Wiecznym Miastem. Dekret koronacyjny podpisał osobiście papież Klemens XI. Inicjatorem przedsięwzięcia był ówczesny przeor jasnogórski o. Konstanty Moszyński, późniejszy biskup inflancki. Dokonało się to dzięki wsparciu nuncjusza apostolskiego w Polsce arcybiskupa Hieronima Griemaldiego.

Na wieść o planowanej uroczystości do Częstochowy przybyły niezliczone tłumy pątników. Pod wzgórzem jasnogórskim zaczęły się one gromadzić już od 1 września. Wzniesiono tam wielki namiot mogący zmieścić dwa tysiące ludzi, ale okazało się to niewystarczające. Historycy piszą, że uroczystość zgromadziła około 200 tysięcy pielgrzymów, z których wielu pozostało aż do 15 września. Większość musiała spać pod gołym niebem. W trakcie tej oktawy – jak notują paulińskie kroniki – 530 księży na Jasnej Górze oraz 240 kapłanów w okolicznych kościołach i we wspomnianym namiocie odprawiło 3252 Msze. Rozdano 148.300 Komunii świętych. Do bierzmowania przystąpiło 12 tysięcy osób.

Jasnogórska celebracja przerodziła się w wielkie narodowe rekolekcje. Oskar Halecki tak pisał o tym wydarzeniu: „Każdy wierzący katolik musi sobie zdać sprawę ze znaczenia moralnego, jakie miały te dni, przeżyte przez nieprzebrane tłumy w podniosłym nastroju. W złowrogim roku Sejmu Niemego okupiły one przed Bogiem niejedną winę narodu i ofiarowywały mu cierpienie ogółu polskiego”.

W zamyśle organizatorów obrzęd miał przypominać akt koronacyjny królów Polski, jednak swoim rozmachem przewyższyły wszystkie znane koronacje w Rzeczpospolitej. Były więc uroczyste procesje, armatnie wystrzały, pokazy sztucznych ogni, chóralne śpiewy, zaś punkt kulminacyjny uroczystości nastąpił 8 września, gdy w imieniu Klemensa XI papieskie diademy na głowę Maryi i Dzieciątka w Ikonie Jasnogórskiej nałożył biskup chełmski Krzysztof Szembek. Towarzyszyło mu wielu dostojników Kościoła i magnatów Królestwa. Później ukoronowany obraz, niesiony przez paulinów na ozdobnej platformie pod baldachimem, okrążył jasnogórskie mury. Jeden z paulińskich kronikarzy wspominał: „Jakaż była pobożność ludu, uniesienie, podziw, wzdychania i łzy wielkiej radości, z trudem mogę to opowiadać.“

Podczas uroczystości nie zabrakło też głosów namysłu nad trudną sytuacją w kraju. Rzeczpospolita przeżywała wewnętrzny kryzys z powodu małości, egoizmu i prywaty ówczesnych elit. Zdawał sobie z tego sprawę rektor krakowskiego kolegium jezuitów o. Tomasz Srebrnicki, który wygłosił zapamiętane przez wielu kazanie. Porównywał w nim Matkę Bożą do rządzących państwami: „najpierw można o Niej powiedzieć, że była Służebnicą Pańską, a dopiero potem Królową. Władcy ziemscy często kierują się w swym postępowaniu kaprysami, natomiast Maryja zawsze spieszy swemu ludowi na pomoc w każdej potrzebie.“

Gdy Rzeczpospolita straciła niepodległość w 1795 roku, władze trzech mocarstw rozbiorowych walczyły z kultem Matki Bożej Królowej Polski. Był on jednak nieoficjalnie podtrzymywany i wiązany spontanicznie z 3 maja – tego dnia bowiem, w roku 1791, została uchwalona przez Sejm Wielki w Warszawie konstytucja (pierwsza w Europie i druga na świecie po amerykańskiej). Miała być ona początkiem reform ustrojowych, prowadzących do wyjścia z państwa z kryzysu, jednak dzieło naprawy zostało zniszczone przez Rosję, Prusy i Austrię, które dokonały rozbioru Rzeczpospolitej.

W roku 1909 krajem wstrząsnęła wiadomość o zuchwałej kradzieży. W nocy z 22 na 23 października nieznani sprawcy skradli z Cudownego Obrazu na Jasnej Górze korony, które w 1717 roku ofiarował papież Klemens XI. Zniknęła też suknia perłowa z ikony i wiele kosztowności z kaplicy. Przestępcy nigdy nie ponieśli kary, a skarby nie zostały odnalezione. W kraju panowało powszechne przekonanie, że za rabunkiem stały rosyjskie władze, które bez większego przekonania prowadziły śledztwo.

Nowe korony dla Matki Bożej Jasnogórskiej zamierzał ufundować car Mikołaj II, który chciał w ten sposób przedstawić się światu jako dobroczyńca sanktuarium i polskich katolików. Zamiar ten uniemożliwił jednak arcybiskup lwowski św. Józef Bilczewski, który w Rzymie uzyskał od papieża św. Piusa X nowe korony dla Cudownego Obrazu.

22 maja 1910 roku odbyła się na Jasnej Górze uroczysta rekoronacja. Papieskie diademy na głowy Maryi i Dzieciątka Jezus na ikonie nałożył biskup włocławski Stanisław Zdzitowiecki. Nigdy wcześniej do Częstochowy nie przybyło tak wielu pielgrzymów. Akredytowani na uroczystość dziennikarze obliczali liczbę wiernych na ponad milion osób.

Homilię dla zebranych wygłosił ks. Antoni Szlagowski, późniejszy biskup pomocniczy warszawski. Skrytykował w niej mocno ducha niezgody i podziału: „Matka Boża jest Królową narodu polskiego. A przed oczami naszymi rozgrywa się ostateczny rozbiór Polski – nie rozbiór krajów ani dzierżaw, ale krajanie w sztuki żywego ciała narodu, aby zeń dusza i życie uleciało. Bo powiedzcie tylko, ile jest wśród społeczeństwa naszego stronnictw, obozów, ile walk, ile sporów, ile nienawiści, oszczerstw, kłamstwa, podstępu. Niezgodą upadliśmy, ale bodaj, że takiej niezgody, jaka dziś wśród nas zapanowała, nigdy jeszcze dotąd nie bywało. Niezgodą giniemy, niezgodą bez ratunku zginiemy.

Ręką świętokradcy, który zerwał korony święte, Bóg targnął trzewiami narodu, aby dusza się w nim wstrząsnęła, by przejrzał wreszcie i do opamiętania przyszedł. Głos ostrzegawczy rozległ się z Jasnej Góry, boć Jasna Góra raz już spełniła pamiętnie dziejowe posłannictwo swe do narodu, gdy wśród mroków niemocy, które padły wówczas na kraj cały, rozrywany niesnaskami wewnętrznymi i wojną, tu, na Jasnej Górze zapłonęła żywa pochodnia, co rozświeciła narodowi przepaście, w które się staczał i ukazała mu, ile zdziałać potrafi duch jedności, poświęcenia i zgody. Tak i dziś z Syjonu Maryi wychodzi zakon, a słowo Pańskie z Jeruzalem Polskiego i woła do wszystkich: „Nie walczcie z bracią swą“ (1 Krl 12, 24).“

Osiem lat po rekoronacji – w roku 1918 – Polacy odzyskali niepodległość. Mieli jednak świadomość, jak kruchy jest to dar i jak łatwo go utracić. Przekonanie to znalazło swój wyraz 7 września 1919 roku, gdy pod Jasną Górą zgromadziło się ponad 200 tysięcy pielgrzymów. Anna Hallerówna, siostra generała Józefa Hallera, odczytała wówczas rezolucję, w której znalazły się m.in. następujące słowa: „Pragniemy, by odtąd niespełnione śluby króla Jana Kazimierza zostały wykonane, dlatego żądamy złożenia hołdu Najświętszej Maryi Pannie w Jej stolicy, Częstochowie, przez Najjaśniejszą Rzeczpospolitą, a więc przez wszystkich Jej Przedstawicieli i powtórzenia tego ślubowania na Jasnej Górze“. Autorom dokumentu chodziło nie tylko o oddanie hołdu Matce Bożej, lecz także zbudowanie ładu społecznego w odzyskanej ojczyźnie na fundamentach prawa, sprawiedliwości i miłosierdzia. To wyzwanie aktualne również i dziś.

 

DZIEŃ 5

FATIMA A CZĘSTOCHOWA

Na kartach Biblii góra występuje często jako miejsce uprzywilejowane. To tam człowiek doświadcza spotkania ze Stwórcą, to tam naród wybrany zawiera przymierze z Bogiem. Także Polacy mieli swoją górę, na której zawsze w sposób szczególny odczuwali Bożą obecność.

Podczas objawień w Fatimie 13 lipca 1917 roku Matka Boża powiedziała do trójki portugalskich pastuszków, Łucji dos Santos oraz Franciszka i Hiacynty Marto, następujące słowa:

„Wojna zbliża się ku końcowi. Ale jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to w czasie pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga wojna, gorsza. Kiedy pewnej nocy ujrzycie nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak od Boga, że zbliża się kara na świat za liczne jego zbrodnie, będzie wojna, głód, prześladowanie Kościoła i Ojca Świętego. Aby temu zapobiec, przybędę, aby prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię św. wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła, dobrzy będą męczeni, a Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć. Różne narody zginą. Na koniec jednak moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, i przez pewien czas zapanuje pokój na świecie.”

Pierwszym papieżem, który postanowił wypełnić przesłanie fatimskie, był Pius XII, wybrany w styczniu 1939 roku. Dostrzegał wyraźnie niebezpieczeństwo tego, o czym mówiła Matka Boża w Fatimie, czyli błędnych nauk Rosji, która wywoła wojny i prześladowania Kościoła na świecie. Identyfikował tę groźbę z komunizmem.

Współpracownicy namawiali go jednak, by poświęcił Maryi raczej cały świat niż tylko Rosję. Wynikało to z oceny ówczesnej sytuacji geopolitycznej. Od 22 czerwca 1941 roku Związek Sowiecki przestał być sojusznikiem, a stał się przeciwnikiem Trzeciej Rzeszy. Z dnia na dzień Moskwa przedzierzgnęła się w sprzymierzeńca aliantów. W takim momencie dokonanie uroczystego aktu, w którym znalazłoby się wezwanie do nawrócenia Rosji, mogłoby stworzyć dla Stolicy Apostolskiej poważne problemy. Z pewnością wywołałoby niezadowolenie państw koalicji antyhitlerowskiej. Pod adresem papieża padłby zapewne zarzut, dlaczego w taki sam sposób nie potępi reżimu  narodowo-socjalistycznego w Niemczech. Z kolei przez samego Hitlera taki akt mógłby zostać nagłośniony jako publiczny gest poparcia dla niego. Watykan nie chciał być też oskarżony o porzucenie neutralności w toczącej się właśnie wojnie. To mogłoby spowodować interwencję Trzeciej Rzeszy w Rzymie i deportację papieża. Taki scenariusz był zresztą poważnie rozważany w Berlinie.

Pius XII postanowił więc dokonać poświęcenia Niepokalanemu Sercu Maryi całego świata, a nie konkretnie Rosji. Doszło do tego 31 października 1942 roku. Papież uczynił to drogą radiową – na falach Radia Watykańskiego. Razem z nim łączyli się w modlitwie tego dnia jedynie biskupi portugalscy zgromadzeni w lizbońskiej katedrze. We wcześniejszych listach wysyłanych do Rzymu jedyna z żyjących wizjonerek z Fatimy, s. Łucja dos Santos pisała, że poświęcenie zostanie przyjęte przez Niebo, jeśli dokona go papież w łączności z biskupami na całym świecie. W jednym z objawień Jezus powiedział jej, że akt Piusa XII nie będzie co prawda spełnieniem żądań fatimskich, jednak przyniesie cząstkowe łaski, czyli skrócenie działań wojennych. Pięć dni później Niemcy poniosą pierwszą dotkliwą klęskę podczas tej wojny – pod El Alamein w Egipcie. Od tamtej pory zaczną się cofać na wszystkich frontach. Ostatecznie skapitulują 8 maja 1945 roku.

Jednym z bezpośrednich świadków aktu zawierzenia dokonanego przez Piusa XII był prymas Polski kardynał August Hlond, który w czasie II wojny światowej przebywał na emigracji w Rzymie. Papież powiedział wówczas zebranym w Radiu Watykańskim, że jego pragnieniem jest, by wszystkie episkopaty na świecie uczyniły to samo – dokonały poświęcenia swych krajów Niepokalanemu Sercu Maryi.

Do tej pory jedynym państwem, w którym biskupi zdobyli się na taki krok była Portugalia – w 1931 i 1938 roku. Panowało tam powszechne przekonanie, że właśnie dzięki fatimskiemu aktowi zawierzenia Portugalczycy uniknęli wojny. W 1942 roku tamtejszy episkopat ogłosił list pasterski, w którym sporządził bilans wszystkich łask Bożych, jakich doświadczył naród w ciągu 25 lat, jakie minęły od momentu objawień: brak wojny, pokój społeczny, wolność religijna, czterokrotny wzrost powołań duchownych w ciągu zaledwie 10 lat. Biskupi byli pewni, że stało się to na skutek spełnienia próśb Matki Bożej z Fatimy, która zapowiadała, że na końcu jej Niepokalane Serce zwycięży.

Prymas Hlond wziął sobie do serca apel Piusa XII. Mocno poruszał go przykład Portugalii. Jego dewizą stało się zawołanie, że zwycięstwo, jeśli przyjdzie, dokona przez Maryję. Jedną z pierwszych spraw, jakie po zakończeniu wojny i powrocie do kraju poruszył na konferencji episkopatu Polski, była kwestia poświęcenia kraju Niepokalanemu Sercu Maryi. Znalazł w tej sprawie poparcie wszystkich biskupów.

W ten sposób Rzeczpospolita stała się, po Portugalii, pierwszym krajem na świecie, który przyjął orędzie fatimskie: wprowadził nabożeństwo pierwszych pięciu sobót oraz zawierzył się Niepokalanemu Sercu Maryi. Decyzję o tym episkopat Polski podjął w czasie adwentu 1945 roku. Odbyło się to w trzech etapach. 7 lipca 1946 roku we wszystkich parafiach księża odczytali treść aktu poświęcenia, a wierni złożyli przysięgę, że będą mu wierni. 15 sierpnia powtórzyli to biskupi we wszystkich katedrach w kraju. W końcu 8 września uczynił to episkopat zebrany na Jasnej Górze. Słowa zawierzenia powtarzał prawie milion pielgrzymów, którzy przybyli z całej Polski, by osobiście uczestniczyć w wydarzeniu.

Częstochowski tygodnik „Niedziela” relacjonował: „Ten milion ma swoją własną wymowę i własny ciężar gatunkowy. Wartość takiego miliona nie da się ani obliczyć, ani wymierzyć, ani nawet uzmysłowić! I kto na własne oczy oglądał ów milion dusz nieśmiertelnych, ten nigdy tego zapomnieć nie może!”

Słowa te były wielce znaczące w kontekście ówczesnej sytuacji kraju. Rok wcześniej na czołgach Armii Czerwonej przyjechały ze wschodu nowe władze państwa. Związek Sowiecki zainstalował siłą posłuszny sobie marionetkowy rząd, który zaczął wprowadzać stalinowskie porządki. Między Kościołem a komunistami rozpoczęła się walka o rząd dusz. W takim momencie milion osób zgromadzonych pod wałami Jasnej Góry stanowił wielką manifestację siły polskiego katolicyzmu.

Ideologia marksistowska nie była w stanie tolerować żadnego innego źrodła autorytetu poza partią komunistyczną. Musiała więc wejść w konflikt z Kościołem. Tak działo się we wszystkich państwach, które po 1945 roku znalazły się w sowieckiej strefie wpływów.

A jednak w Polsce sytuacja potoczyła się odmiennie niż w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Chrześcijanie podlegali co prawda surowym represjom, ale nie były to tak bezwzględne prześladowania jak w Czechosłowacji, na Węgrzech, w Bułgarii, Rumunii czy Albanii, nie wspominając już o republikach wcielonych do Związku Sowieckiego. We wszystkich tych państwach Kościół wyszedł z komunizmu osłabiony – niszczony latami przez okrutne prześladowania, kolaborację z władzami i wewnętrzne rozłamy wywoływane przez rządzących. Na tym tle Polska wyglądała wyjątkowo – była jedynym krajem, w którym upadek ustroju socjalistycznego zastał Kościół nie złamanym, lecz wzmocnionym.

Według arcybiskupa Stefana Wyszyńskiego, który w 1948 roku zastąpił zmarłego kardynała Hlonda, szczególna ochrona polskiego katolicyzmu była zasługą Matki Bożej. Nowy prymas kontynuował program duszpasterski swego poprzednika. Doceniał rolę kultu maryjnego w życiu narodu i uważał, że to właśnie maryjność stanie się głównym punktem oparcia w walce z totalitaryzmem. Znane było w tym kontekście jego głośne powiedzenie: „Wszystko postawiłem na Maryję“.

Prymas Wyszyński postrzegał bowiem konfrontację z marksizmem nie tylko w kategoriach walki politycznej czy ideowej, lecz także apokaliptycznego starcia między smokiem ognistym a Niewiastą i jej potomstwem. Skoro komunizm był zagrożeniem duchowym, to broń przeciwko niemu również powinna być duchowa ­– tak jak mówiła Matka Boża podczas objawień w Fatimie.

Po latach papież z Polski – Jan Paweł II okaże się tym, który wypełni prośbę Matki Bożej z Fatimy skierowaną do Ojca Świętego. 25 marca 1984 roku w bazylice św. Piotra w Rzymie – w łączności z biskupami świata – dokona aktu poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi. Wkrótce potem rozpoczął się proces demontażu komunizmu w Europie. Jego ostatni akord nastąpił 8 grudnia 1991 roku – w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny – gdy przywódcy Rosji, Ukrainy i Białorusi podjęli decyzję o samorozwiązaniu Związku Sowieckiego. Imperium zła, z dnia na dzień, bez choćby jednego wystrzału, przestało istnieć.

 

DZIEŃ 6

ŚLUBY JASNOGÓRSKIE NARODU POLSKIEGO

25 września 1953 roku kardynał Stefan Wyszyński został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i osadzony w miejscu odosobnienia. Powodem był jego sprzeciw wobec dekretu władz, który oddawał całkowitą kontrolę nad obsadzaniem stanowisk kościelnych aparatowi państwa. Prymas powiedział wówczas: „Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nam nie wolno. Non possumus! (Nie możemy!)“. Wkrótce potem władze zażądały od wszystkich członków episkopatu, by podpisali deklarację odcinającą się od niego. Biskupów zaszantażowano, że w przeciwnym przypadku zostaną zlikwidowane w Polsce seminaria duchowne oraz zakony. W tej sytuacji hierarchowie ugięli się i 4 października we wszystkich kościołach odczytano ich wiernopoddańcze wezwanie do wiernych. Jedynym członkiem Episkopatu, który nie zgodził się potępić prymasa i podpisać dokumentu, był ks. infułat Wojciech Zink – wikariusz kapitulny zarządzający diecezją warmińską.

Aresztowanie prymasa nie zakończyło antykatolickich represji. Razem z nim aresztowany został biskup gnieźnieński Antoni Baraniak, którego w więzieniu poddawano wyrafinowanym torturom. W sierpniu 1954 roku władze zlikwidowały wszystkie żeńskie klasztory na tzw. Ziemiach Odzyskanych, a większość z ponad tysiąca sióstr zakonnych osadzono w obozach pracy.

W tym czasie prymas Wyszyński przewożony był z jednego miejsca odosobnienia w drugie. W drodze z Prudnika do Komańczy przejeżdżał obok przełęczy, gdzie według opisu Henryka Sienkiewicza w „Potopie“ król Jan Kazimierz został ocalony od śmierci przez górali i wówczas to zdecydował, by obrać Maryję Królową Polski. Zainspirowany tym miejscem kardynał postanowił odnowić śluby Jana Kazimierza – tym bardziej, że zbliżała się 300. rocznica tego wydarzenia.

W swych „Zapiskach więziennych“ kardynał skreślił następujące słowa: „Za kilka dni Polska rozpocznie niezwykły Rok Jubileuszowy: 300 lat obrony Jasnej Góry. Gdy w listopadzie 1655 roku fale „potopu“ dosięgły wałów Jasnej Góry, Ojciec Augustyn Kordecki tak mówił na wstępnej naradzie do zakonników i szlachty: „Szydzi z nas i pogardza nami nieprzyjaciel, pytając co nam z dawnych cnót pozostało. A ja odpowiem: wszystkie zginęły, jednak coś jeszcze pozostało, bo pozostała wiara i cześć dla Najświętszej Panny, na którym to fundamencie reszta odbudowana być może…“ (Henryk Sienkiewicz „Potop“)

(…) Warto myśleć o „obronie Jasnej Góry“ roku 1955. – Jest to obrona duszy, rodziny, Narodu, Kościoła – przed zalewem nowych „czarów“. Moja „Jasna Góra“ ściśniona zewsząd wałem udręki; walą pociskami „zabobonu“ i „wstecznictwa“ – w „Kurnik“. Przed 300 laty „Kurnik“ ocalał i trwa do dziś dnia.

„Obrona Jasnej Góry“ dziś – to obrona chrześcijańskiego ducha Narodu, to obrona kultury rodzimej, obrona jedności serc ludzkich – w Bożym Sercu, to obrona swobodnego oddechu człowieka, który chce wierzyć bardziej Bogu niż ludziom, a ludziom – po Bożemu.”

Paulini na Jasnej Górze również szykowali się do uczczenia tej rocznicy. Zdawali sobie sprawę, że tekst odnowionych ślubów musi zostać uaktualniony, a tego może dokonać jedynie prymas Polski. Nic nie wskazywało jednak na to, by mógł on się zjawić na uroczystościach, by osobiście wypowiedzieć słowa roty. W związku z tym generał paulinów o. Alojzy Wrzalik, serdeczny przyjaciel kardynała Wyszyńskiego, napisał do niego list z prośbą o ułożenie tekstu ślubów. Pismo zabrała ze sobą Maria Okońska i Janina Michalska, jedne z najbliższych współpracowniczek prymasa, które odwiedziły go w maju 1956 roku w ośrodku internowania w Komańczy. One również prosiły o to samo, zapewniając poufne dostarczenie korespondencji na Jasną Górę.

Tak też się stało. 16 maja 1956 roku – w święto Andrzeja Boboli – w godzinach nocnych, bez żadnych poprawek, jakby w natchnieniu, prymas Wyszyński napisał tekst Ślubów Jasnogórskich Narodu Polskiego. Nad ranem wręczył je Marii Okońskiej, prosząc o odczytanie podczas uroczystości jubileuszowych 26 sierpnia. Kardynał dodał, że powinien to zrobić wiceprzewodniczący Episkopatu biskup Michał Klepacz, a jeśli on by nie mógł, to któryś z biskupów, a jeśli oni by nie mogli, to generał lub przeor paulinów, a nawet jeśli tych by zabrakło, to niech to uczyni „brat kucharz“, byle rota ślubowania zabrzmiała na Jasnej Górze.

22 maja Janina Michalska przewiozła poufną korespondencję od prymasa do paulinów. Organizatorzy uroczystości zdawali sobie sprawę, że władze zrobią wszystko, by utrudnić przeprowadzenie całego przedsięwzięcia. Dlatego przygotowania do obchodów utrzymywali w najgłębszej tajemnicy. Nawet biskupi nie znali treści ślubowania, które otrzymali dopiero 26 sierpnia – w święto Matki Bożej Częstochowskiej.

Przez kilka tygodni w parafiach w całej Polsce księża wzywali wiernych, by tego właśnie dnia zjawili się na Jasnej Górze. Rządzący zdawali sobie sprawę, że Kościół szykuje jakąś akcję, ale nie wiedzieli o co chodzi. Stwarzali różne utrudnienia, by uniemożliwić przyjazd pielgrzymów do Częstochowy, mimo to nie byli w stanie zatrzymać napływu ludzi. Wierni zaczęli przybywać do sanktuarium już parę dni wcześniej.

Świadectwo tamtych wydarzeń pozostawił nam w swej obszernej relacji ówczesny przeor paulinów o. Jerzy Tomziński: „Bramą klasztoru zaczął się wlewać potok ludzi. Jak wezbrana rzeka płynęli pątnicy. Każda pielgrzymka Krzyżem torowała sobie drogę. Nieśli chorągwie, obrazy i figury. Mieniły się kolorowe ludowe stroje, barwne zapaski i chustki. Twarze pełne były powagi i wzruszenia. W Cudownej Kaplicy – ze śpiewem, ze łzami w oczach, z sercem gorejącym padali na kolana, wyciągali ręce do swej Opiekunki, Wspomożycielki, Królowej. Całowali ziemię. Kładli się krzyżem, jakby chcieli szeroko rozpostartymi ramionami objąć Ją, przylgnąć do Niej, ucałować Matczyne stopy. Nie jeszcze wypowiedzieć żalów, nie zdążyli na klęczkach obejść ołtarza, a już nowa fala pielgrzymia zalewała kaplicę“.

Już w przeddzień uroczystości o. Tomziński pisał: „Wszędzie pełno było pielgrzymów. Oblegali wszystkie konfesjonały. Cała Jasna Góra stała się jednym wielkim konfesjonałem. (…) Księża słuchali spowiedzi na stopniach i załamach murów. W jednym czasie spowiadało 200 kapłanów. Pielgrzymi w pokorze i skupieniu, często po kilka godzin czekali cierpliwie, by w pyle i prochu klęknąć do Sakramentu Pokuty. Patrzącym się zdawało, że przy konfesjonałach nic ludzi nie ubywa, bo coraz to nowi przybywali. W Wieczerniku od północy do późnego popołudnia bez przerwy udzielano Komunii św.“ Paulini obliczyli, że w ciągu trzech dni rozdali wiernym ponad 500 tysięcy Komunii świętych.

26 sierpnia 1956 roku pod murami jasnogórskimi i na przestrzeni półtora kilometra zebrało się ponad milion ludzi. Na wały klasztorne wyniesiono z Cudownej Kaplicy obraz Matki Bożej. Wokół ołtarza zgromadziło się 28 biskupów. Fotel głównego celebransa, prymasa Wyszyńskiego, pozostawał pusty. Homilię wygłosił biskup Czesław Falkowski z Łomży. Wypowiedział podczas niej m.in. następujące słowa:

„Przed tysiącem lat wszedł Chrystus w pośród nas, w dzieje nasze. Obmył nas z pogaństwa przez Chrzest, wprowadził do Kościoła, który jest stróżem wiary prawdziwej. Wytknął nam posłannictwo dziejowe – trudne, ale zaszczytne: bronić chociażby krwią własną Ołtarzy Pańskich, Ewangelii i wiary świętej. Żyć wiarą – to zerwać z grzechem śmiertelnym. Zerwać z tragicznym rozdźwiękiem między wiarą a postępowaniem – Bóg nie znosi wiary letniej, połowicznej. (…) Bracia! Siostry! Z Polski będziemy czynić nie kawał skrawionego błota, cuchnącego wódką i niewiarą, ale lud Boży, lud nabyty krwią Zbawiciela i miłością Matki, Królowej Narodu Polskiego. Nadszedł czas odnowienia w pełni Ślubów Narodu.“

Później nastąpiła zasadnicza część Ślubów Jasnogórskich Narodu Polskiego. Przyrzeczenia sprowadzały się do kilku głównych punktów: wierności Bogu i Kościołowi, obrony życia nienarodzonych, wzmacniania rodziny i chrześcijańskiego wychowania dzieci oraz budowy sprawiedliwego społeczeństwa. Tekst ślubów odczytał ówczesny przewodniczący Episkopatu, biskup Michał Klepacz, a zgromadzony lud milionem gardeł siedmiokrotnie odpowiedział: „Królowo Polski, przyrzekamy!“

Był to widok przypominający starotestamentowe sceny, gdy biblijny prorok wypowiada głośno tekst przysięgi, a Izraelici odkrzykują mu gromko, że dotrzymają słowa danego Bogu. Nic w tym dziwnego. Śluby Jasnogórskie stanowiły wyraz pojmowania przez kardynała dziejów Polski. Prymas pozostawał natomiast wierny biblijnej koncepcji narodu, w myśl której naród to lud pielgrzymujący przez dzieje i w swej historii nawiązujący relacje z Bogiem. Szczególnym przejawem takiej relacji były przymierza zawierane przez lud z Najwyższym. W takiej perspektwie ludzkie dzieje nieustannie splatają się z historią zbawienia.

Dla Izraelitów miejscem szczególnego przymierza z Bogiem pozostawała góra Synaj. Na kartach Biblii góry często występowały jako miejsca teofanii, czyli objawienia się Boga i Jego spotkania z ludźmi. Znaczona jest nimi cała historia zbawienia: Moria, Horeb, Nebo, Syjon, Góra Błogosławieństw, Tabor, Góra Oliwna, w końcu Golgota. Także Polacy mieli swoją górę, na której zawsze w sposób szczególny odczuwali Bożą obecność. Prymas wiedział, że tylko tam – na Jasnej Górze – naród polski może zawrzeć swoje nowe przymierze z Bogiem.

Dwa miesiące po Ślubach Jasnogórskich w Polsce doszło do przesilenia i zmian w łonie władzy. Odsunięta została ekipa odpowiedzialna za największe represje stalinowskie. Skończył się okres terroru i nastąpiła „odwilż“. Komuniści uwolnili prymasa Wyszyńskiego i podpisali porozumienie z episkopatem, które naprawiło część szkód wyrządzonych Kościołowi.

 

DZIEŃ 7

JASNOGÓRSKIE CUDA

Są momenty, w których prawa natury są nagle zawieszane. W których dzieje się to, co nie mogło się wydarzyć. W których nauka pozostaje bezradna i musi zamilknąć. To nie przypadek, że najwięcej takich faktów notuje się w sanktuariach. Na Jasnej Górze było ich szczególnie wiele.

Największy kronikarz polskiego średniowiecza Jan Długosz, który urodził się w 1415 roku Brzeźnicy nieopodal Częstochowy, wspominał, że jako mały chłopiec pielgrzymował na Jasną Górę. Już wtedy obraz Matki Bożej cieszył się wielką sławą nie tylko w Polsce, ale i poza granicami. Jak pisze Długosz: „był on przedziwnej roboty i otoczony czcią z powodu niezwykłych cudów, które zdarzały się w tym miejscu przy uzdrawianiu chorych za wstawiennictwem Naszej Pani.”

Pierwszym odnotowanym cudem było odzyskanie wzroku przez malarza Jakuba Wężyka, którego potem zaprosiła na zamek w Wawelu królowa Jadwiga. Innym niezwykłym wydarzeniem, jakie odbiło się głośnym echem w całym kraju, było uzdrowienie w 1402 roku proboszcza Mikołaja z Sochaczewa, który przybył na Jasną Górę pieszo o chlebie i wodzie. Gruba księga zatytułowana „Liber miraculorum Beate Virginis Monasterii Czenstochoviensis” zawiera opis 1070 cudów, jakie wydarzyły się w sanktuarium od 1402 do 1885 roku, w tym ponad 30 wskrzeszeń oraz liczne przypadki odzyskania wzroku, słuchu, mowy czy uzdrowienia z paraliżu.

W liście do papieża Marcina V król Władysław Jagiełło prosił o udzielenie pielgrzymom odpustu, gdyż „w kościele Bogarodzicy na Jasnej Górze blisko Częstochowy, mocą Bożą dzieją się często tajemnice wielu cudów”. „Miejsce to utrzymuje się jedynie z jałmużny pielgrzymów oraz doznaje wsparcia z napływu ludzi, których mnóstwo zbiega się do tego kościoła w nadziei zbawienia i uzyskania odpustów.”

W Bibliotece Jagiellońskiej znajduje się dokument z 1437 roku, zawierający sprawozdanie jasnogórskiego przeora, który wylicza 56 cudownych uzdrowień, jakie miały miejsce w sanktuarium. Jednego z nich miał doznać nadworny malarz Władysława Jagiełły – Jakub Wężyk, który „wzrok zupełnie utraciwszy przez wiele lat był ociemniały“, ale po przybyciu na Jasną Górę i „po modlitwie wzrok cudownie odzyskuje“. Prawdziwość tego wydarzenia potwierdzili rektor Akademii Krakowskiej i biskup Krakowa.

Stare kroniki przekazują nam imiona znanych postaci, które doznały szczególnych łask dzięki prośbom kierowanym do Częstochowskiej Madonny. Największym echem z Rzeczpospolitej odbił się jednak cud z roku 1540, tak opowiedziany ponad dwa wieki później przez Anastazego Kiedrzyńskiego:

„Marcin, rzeźnik z Lublińca, miasta pięć mil od Częstochowy leżącego na Śląsku, wyszedłszy z domu z żoną i czeladzią, zostawili w domu dwóch synków tj. dwuletniego w kolebce śpiącego i czteroletniego przy nim chłopczyka. Ten bierze długi nóż rzeźniczy i zarzyna śpiącego brata, lecz ujrzawszy krew, z bojaźni kary ukrywa się w piecu za ułożone do pieczywa chleba drzewo. Matka spiesznie przybywa, zapala w piecu i wkrótce słyszy jęk duszącego się dziecka, wydobywa je, lecz już uduszone, bez życia. W tę chwilę wraca ojciec, spostrzega obydwóch synów bez życia, nierozważnie porywa szczapę drzewa i zabija żonę. Lecz przerażony zbrodnią, przy pomocy sług, zabiera skrwawione ciała, wiezie na Jasną Górę i poleca się Matce Bożej. Marcin łzami zalany, pada przed wizerunkiem M. Boskiej, a gdy zaśpiewano hymn Maryi: „Wielbij duszo moja Pana. Uczynił mi wielkie rzeczy Ten, który jest potężny, którego Imię jest święte!“, umarła żona i dwoje dzieci powstają żywi z trumien, oddają cześć Bogu i Maryi, a lud wszystek zdziwiony, składa hołdy Panu, wychwalając Matkę Bożą. Cud ten stał się 1540 r., a widziały go tysiące ludzi. Przekazano go potomności odmalowaniem w chórze kanonicznym.”

Wiele osób podchodzi jednak z nieufnością do tego typu przekazów sprzed stuleci, widząc w nich przejaw myślenia naiwnego, bezkrytycznego, magicznego. Dla nich wiarygodne jest tylko to, co zostało potwierdzone naukowo. Okazuje się, że w paulińskim sanktuarium przechowywana jest również dokumentacja lekarska dotycząca przypadków uzdrowień niewytłumaczalnych z medycznego punktu widzenia. Oto kilka przykładów.

22 czerwca 1980 roku rodzina przywiozła na Jasną Górę 59-letnią Kazimierę Wiązek z Lublina. Od 23 maja 1979 roku miała ona sparaliżowaną lewą nogę. Parę miesięcy później, 9 września 1979 roku, nastąpił zator w tętnicy lewego podudzia. Kobiecie groziła amputacja kończyny. Nie chciała się jednak na to zgodzić. Pojechała do Częstochowy. Po modlitwie w kaplicy przed obrazem Matki Bożej nagle poczuła pulsowanie krwi w sparaliżowanej nodze. Odrzuciła kule i zaczęła chodzić. Lekarze stwierdzili, że nie są w stanie wytłumaczyć, jak mogło do tego dojść. Dokumentacja jej choroby znajduje się w archiwach konwentu.

Z paulińskim sanktuarium związane są również losy Olgi Bryl z Wrześni. W czerwcu 1994 roku była ona z wycieczką szkolną w Zakopanem. W drodze powrotnej autokar przejeżdżał przez Częstochowę. Przez okno dzieci zobaczyły wieżę kościoła. Gdy się dowiedziały, że to Jasna Góra, zaczęły prosić wychowawczynie, żeby podjechać pod klasztor. Zdania nauczycielek były podzielone: jedna chciała się zatrzymać, druga – nalegała, by jechać dalej. Przeważyły słowa kierowcy, który oświadczył, że konieczny jest postój. W efekcie wycieczka miała godzinną przerwę w sanktuarium.

Olga weszła do kaplicy jasnogórskiej, by pomodlić się przed obrazem Matki Bożej. Miała zniekształconą prawą stopę, na którą utykała. Operacja w poznańskim szpitalu, która miała przywrócić jej sprawność nogi, nie udała się. Wyznaczono termin kolejnej. Dziewczynka prosiła o Maryję o to, by następna operacja zakończyła się szczęśliwie. Zatopiona w modlitwie nie zauważyła upływającego czasu. W pewnym momencie jakby ocknęła się i spostrzegła, że jest spóźniona. Zerwała się i szybkim krokiem ruszyła do drzwi. Po wyjściu z kościoła zaczęła biec w kierunku parkingu. Nagle doszło do niej, że pędzi bez utykania. Okazało się, że noga w jednej chwili – w sposób niewytłumaczalny z medycznego punktu widzenia – stała się zdrowa. Był 10 czerwca 1994 roku, godzina 16.30.

Nauczycielki czekały zdenerwowane pod autokarem. Ich niecierpliwość zamieniła się w zaskoczenie i radość, gdy zobaczyły, co się wydarzyło. Dzięki temu wydarzeniu jedna z nich się nawróciła i zmieniła swoje życie.

Inny przypadek związany z paulińskim sanktuarium dotyczył Edwarda Szota, który niegdyś po śmierci swej matki przyjechał na Jasną Górę i poprosił Maryję, by od tej pory zastąpiła mu jego własną matkę. W 1994 roku, będąc już w podeszłym wieku, trafił do szpitala w Olkuszu w ciężkim stanie. Doktor, który się nim opiekował, powiedział, że choroba serca jest tak zaawansowana, iż dla pacjenta nie ma ratunku. W każdej chwili może umrzeć, dlatego powinien pożegnać się z najbliższymi. Pacjent powiedział, że ma tylko matkę, więc lekarz poradził, by przyjechała do syna do szpitala. Chory uśmiechnął się i odpowiedział, że to niemożliwe, ponieważ mama mieszka w kaplicy na Jasnej Górze i nie wychodzi stamtąd, dlatego to on musi do niej pojechać. Chirurg kategorycznie mu tego zabronił, mówiąc, że może nie przeżyć tej drogi. Mężczyzna się jednak uparł i podpisał oświadczenie, że opuszcza placówkę na własną odpowiedzialność.

2 października 1994 roku Edward Szot zjawił się w Częstochowie. Wszedł do kaplicy jasnogórskiej i na kolanach zaczął zbliżać się w kierunku obrazu. W pewnym momencie poczuł, jakby w środku całego ogarniał go ogień. Był pewien, że umiera i cieszył się, że nastąpi to właśnie w tym miejscu. Tymczasem w jednej chwili został uzdrowiony. Gdy po powrocie do szpitala wykonano badania serca, lekarze nie byli w stanie uwierzyć, że jest to ten sam organ. Po chorobie nie było śladu.

W paulińskim klasztorze znajduje się także dokumentacja medyczna Mieczysława Huberta – właściciela salonu dzieł sztuki z Krakowa. Zachorował on na zapalenie wirusowe wątroby typu C. Żółtaczka okazała się tak złośliwa, że wywołała marskość i raka wątroby. Lekarze z kliniki w Prokocimiu stwierdzili, że nie ma ratunku, a dni mężczyzny są policzone.

1 stycznia 2001 roku rodzina Hubertów udała się do Częstochowy, by wziąć udział w pierwszej noworocznej (oraz pierwszej w XXI stuleciu i pierwszej w trzecim tysiącleciu) Mszy na Jasnej Górze o godzinie 6.00 rano. Mieczysław modlił się o opiekę Bożą dla swej żony i dzieci, gdy zabraknie go już na tym świecie. Jego małżonka Krystyna prosiła natomiast Maryję, by wyprosiła dla męża łaskę całkowitego uzdrowienia. O to samo dla taty błagały dzieci.

Gdy wracali samochodem do Krakowa, Mieczysław Hubert czuł się znacznie lepiej. Następnego dnia zgłosił się do szpitala w Prokocimiu z prośbą, by wykonano mu badanie krwi. Personel początkowo opierał się, uważając, że to nie ma sensu. Pobrano jednak próbkę do badania. Dwa dni później mężczyzna został poinformowany telefonicznie, że musi jeszcze raz oddać krew do analizy, ponieważ nastąpiła pomyłka i próbki zostały pomylone.

Badanie powtórzono i to nie raz, ale wielokrotnie, ale za każdym razem wynik okazywał się identyczny. Pomyłki nie było. Pobrana krew nie zawierała żadnych wirusów HCV. Wątroba była zdrowa, bez śladów żółtaczki. I znów medycyna nie była w stanie wytłumaczyć, jak do tego doszło. Od tamtej pory, co roku 1 stycznia, rodzina Hubertów przyjeżdża na Jasną Górę, by wziąć udział w pierwszej porannej Mszy noworocznej i podziękować Matce Bożej za ocalenie Mieczysława.

Zdecydowanie więcej niż cudownych uzdrowień jest jednak na Jasnej Górze przypadków, gdy ludzie nieuleczalnie chorzy pogodzili się ze swym cierpieniem i dostrzegli w nim “chwalebny krzyż Jezusa Chrystusa”. Uznali, że wszystko, co czyni i dopuszcza w ich życiu Bóg – a więc także ból czy kalectwo – jest dla nich dobre. Dlaczego? Ma bowiem swoje miejsce w planie zbawienia, otwiera człowieka na Boże działanie i przynosi duchowe owoce. Niektórym umożliwia też współuczestnictwo w męce Chrystusa i ofiarowanie swych cierpień w intencjach ludzi będących w potrzebie. Jest to tak niesamowite, że trudniej o tym mówić niż o niewytłumaczalnych uzdrowieniach.

 

DZIEŃ 8

JAN PAWEŁ II A JASNA GÓRA

Z Jasną Górą szczególnie mocno związana jest postać św. Jana Pawła II. Łącznie do duchowej stolicy Polski pielgrzymował on ponad sto razy. Już nazajutrz po otrzymaniu sakry biskupiej w 1958 roku przybył tam z grupą studentów, powtarzając swój akt zawierzenia: „Totus Tuus“ (Cały Twój). Zaraz po swym wyborze w 1978 roku, podczas mowy inauguracyjnej, wypowiedział znamienne zdanie: „Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża Polaka, gdyby nie było Jasnej Góry“.

Osiem miesięcy później, 4 czerwca 1979 roku, Jan Paweł II jako pierwszy urzędujący papież w historii Kościoła stanął w murach jasnogórskiego klasztoru. Powiedział wówczas, że właśnie w tym miejscu „bije serce Kościoła i serce Ojczyzny w Sercu Matki“. Zachęcał słuchaczy, że jeśli chcą wiedzieć, co dzieje się w sercach Polaków, muszą koniecznie przyjechać na Jasną Górę: „Trzeba przykładać ucho do tego świętego miejsca, aby czuć, jak bije serce narodu w Sercu Matki“. Do Częstochowy na spotkanie z papieżem przyjechało wówczas ponad milion wiernych, którzy usłyszeli jego pamiętne słowa: „Tutaj zawsze byliśmy wolni!“

Jan Paweł II chciał przyjechać do Polski w 1982 roku na jubileusz 600-lecia Jasnej Góry, jednak okazało się to niemożliwe, ponieważ 13 grudnia 1981 roku władze komunistyczne wprowadziły stan wojenny. Pielgrzymka doszła do skutki dopiero w czerwcu 1983 roku. Papież wygłosił wówczas homilię, w której porównał wesele w Kanie Galilejskiej do Chrztu Polski:

„To poprzez owo wydarzenie z 966 roku, poprzez chrzest, u początku naszych dziejów, Jezus Chrystus został zaproszony do Ojczyzny, jakby do polskiej Kany. I zaproszona z Nim przybyła od razu Matka Jego. Przybyła i była obecna wraz ze swym Synem, jak o tym mówią liczne świadectwa pierwszych wieków chrześcijaństwa w Polsce, a w szczególności pieśń Bogurodzica.

W roku 1382-83 odsłania się w dziejach naszych jakby nowy kształt owego zaproszenia. Obraz Jasnogórski przynosi z sobą nowy znak obecności Matki Jezusa. Rzec można, że i sam Chrystus zostaje w nowy sposób zaproszony w nasze dzieje. Zostaje zaproszony, aby okazywał swoją zbawczą moc tak, jak po raz pierwszy okazał w Kanie Galilejskiej. Zostaje zaproszony, aby synowie i córki polskiej ziemi znajdowali się w zasięgu zbawczej mocy Odkupiciela świata.

W Kanie Galilejskiej Maryja mówi do sług weselnego przyjęcia: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5). Począwszy od 1382 roku staje Maryja wobec synów i córek tej ziemi, wobec całych pokoleń, i powtarza te same słowa. Na tej drodze Jasna Góra staje się szczególnym miejscem ewangelizacji. Słowo Dobrej Nowiny uzyskuje tutaj jakąś wyjątkową wyrazistość, a równocześnie zostaje jakby zapośredniczone przez Matkę. Jasna Góra wniosła w dzieje Kościoła na naszej ziemi i w całe nasze polskie chrześcijaństwo ów rys macierzyński, którego początki wiążą się z wydarzeniem Kany Galilejskiej.”

Papież ukazywał Polakom, którzy byli zmęczeni i przygnębieni stanem wojennym, że istnieje jeszcze inna – równoległa wobec działalności społecznej czy politycznej – droga przemieniania świata: poprzez ducha. Nie neguje ona aktywności publicznej, ale ją pogłębia i właściwie ukierunkowuje.

Jan Paweł II mówił wówczas o fenomenie, jakim jest „jasnogórska ewangelizacja do życia w wolności“. Ma ona, jego zdaniem, dwa wymiary: pierwszy – osobisty, dotykający ludzkiego serca i wyrażający się z odzyskaniu prawdziwej godności, oraz drugi – wspólnotowy, pozwalający na realizację tożsamości i podmiotowości narodu. W częstochowskim sanktuarium te dwa aspekty ludzkiej wolności zyskują możliwość harmonijnego pojednania.

W 1987 roku Jan Paweł II przybył z kolejną pielgrzymką do Polski. Na Jasnej Górze wzywał swych rodaków, by nie tracili nadziei: „Człowiek współczesny tak bardzo potrzebuje nadziei. Człowiek na tej polskiej ziemi tak bardzo potrzebuje nadziei. Co to jest nadzieja? Co ona znaczy? Znaczy: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12, 21). Zło można zwyciężać. To jest właśnie siła nadziei. Maryjo, Królowo Polski (…) proszę Cię dla wszystkich moich rodaków o taką „zwycięską nadzieję”. Może w tej chwili, w tym dziejowym momencie, nadzieja jest najbardziej zagrożona. A równocześnie najbardziej nieodzowna. Nadzieja, która jest mocą człowieka, która go czyni mocnym również wśród cierpień i doświadczeń. Wśród przeciwieństw.”

W swej homilii podczas Mszy w kaplicy jasnogórskiej Cudownego Obrazu Jan Paweł II powrócił do zagadnienia wolności, które poruszał w tym miejscu cztery lata wcześniej. Tym razem ostrzegał jednak przed jej nadużywaniem:

„Dar wolności. Trudny dar wolności człowieka, który sprawia, że wciąż bytujemy pomiędzy dobrem a złem. Pomiędzy zbawieniem a odrzuceniem. Wolność wszakże może przerodzić się w swawolę. A swawola – jak wiemy również z naszych własnych dziejów – może omamić człowieka pozorem „złotej wolności”. Co krok jesteśmy świadkami, jak wolność staje się zaczynem różnorodnych „niewoli” człowieka, ludzi, społeczeństw. Niewola pychy i niewola chciwości, i niewola zmysłowości, i niewola zazdrości, niewola lenistwa… i niewola egoizmu, nienawiści… Człowiek nie może być prawdziwie wolny, jak tylko przez miłość.”

Kolejna pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny w 1991 roku nastąpiła już po upadku komunizmu, gdy Polacy stanęli przed wyborem, co robić dalej z odzyskanym darem wolności. Papież przybył wówczas z propozycją, by Rzeczpospolita po odzyskaniu niepodległości budowała swój ład na fundamencie Dekalogu. Zwracał uwagę, że po krachu ideologii marksistowskiej przed jego rodakami stanęły nowe zagrożenia dla ludzkiej wolności związane z relatywizmem moralnym, konsumpcjonizmem czy hedonizmem.

W trakcie pobytu Jana Pawła II w Polsce – między 14 a 16 sierpnia 1991 roku – obyły się VI Światowe Dni Młodzieży, na które przybyło około dwóch milionów osób, z czego ponad 100 tysięcy z komunistycznego Związku Sowieckiego. Było to pierwsze po obaleniu muru berlińskiego i „żelaznej kurtyny“ tak wielkie spotkanie młodych ludzi ze Wschodu i Zachodu.

Tłumy zgromadzone pod jasnogórskimi wałami z entuzjazmem przyjęły słowa Jana Pawła II, że jedność europejska może być zbudowana jedynie na solidarności i współpracy Wschodu oraz Zachodu. W homilii skierowanej do młodzieży papież mówił o walce między dobrem a złem, jaka toczy się dzisiaj o duszę człowieka:

„Nasze stulecie było i dalej jest szczególnym poligonem tej walki. Pokolenia całe przez nią przechodzą, a równocześnie podmiotem właściwym jest każda i każdy z nas. Człowiek w prawdzie stworzenia na obraz i podobieństwo Boże – a równocześnie człowiek kuszony, aby ten obraz i podobieństwo przemienił w wyzwanie rzucane swemu Stwórcy i Odkupicielowi. Aby Go odrzucił. Aby swe życie na ziemi kształtował tu tak, jakby Bóg nie istniał. Jakby nie istniał Bóg w całej swojej transcendentnej rzeczywistości. Jakby nie istniał w swojej miłości do człowieka, która Ojcu kazała dać Syna Jednorodzonego, dać Syna, ażeby człowiek – przez tego Syna – miał życie wieczne w Bogu. Wśród tej walki, wśród tych duchowych zmagań, tyle środków pracuje nad tym, ażeby człowieka wyzuć z przybrania za synów. Wy, młodzi, przybyliście tutaj w pielgrzymce, ażeby potwierdzić to przybranie za synów, aby je na nowo wybrać. Aby z niego kształtować swą ludzką egzystencję. Aby do niego przybliżać i pociągać innych.”

Wielu uczestnikom Światowych Dni Młodzieży szczególnie utkwiło w pamięci rozważanie Jana Pawła II podczas czuwania maryjnego, gdy dokonał on teologicznej interpretacji Apelu Jasnogórskiego z jego kluczowymi słowami: jestem, pamiętam, czuwam. Owe trzy postawy symbolizowane są przez Krzyż, Biblię oraz Ikonę.

„Jestem” to w Starym Testamencie imię Boga. Przez fakt, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże, sam może mówić „jestem”. Źródłem jego przygodnego bytu pozostaje jedyne absolutne jestestwo Boga, objawione ludziom w Chrystusie. Dlatego papież, jakby parafrazując słowa z „Biesów” Dostojewskiego, zadał młodzieży pytanie: „Jeżeli jednak Boga nie ma, czy ty, człowieku, naprawdę jesteś?” Jego zdaniem odpowiedzią na to pytanie jest już samo przybycie na Jasną Górę, oznaczające uznanie swego istnienia za dar Stwórcy.

Według Jana Pawła wezwanie „pamiętam” najpełniej realizuje się w studiowaniu i rozważaniu Pisma Świętego oraz zachowywaniu w swym sercu słów Bożych, tak jak robiła to Maryja.

Matka Chrystusa jest dla nas także – jak podkreślił Ojciec Święty – wzorem trzeciej postawy: „Tu, na Jasnej Górze, słowo „czuwam” ma treść maryjną, ściśle odpowiada ikonie Bogarodzicy. „Czuwam” oznacza postawę matki. Jej życie, jej powołanie wyraża się w czuwaniu. Jest to czuwanie nad człowiekiem od pierwszych chwil zaistnienia. Czuwanie to łączy się ze smutkiem i z radością. „Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat” (J 16, 21) – są to słowa samego Chrystusa.
(…) Kościół zabrał z sobą to macierzyńskie czuwanie Maryi. Dał mu wyraz w tylu sanktuariach na całej ziemi. Żyje nim na co dzień. Tu, na tej ziemi, w tym kraju, w którym się znajdujemy, pokolenia żyją ze świadomością „czuwania” Matki. Stąd, z Jasnej Góry, czuwa Ona nad całym Narodem, nad wszystkimi. Szczególnie w momentach trudnych, wśród doświadczeń i zagrożeń.”

W 1997 roku Jan Paweł II znów przybył w pielgrzymką do Polski i ponownie zjawił się w Częstochowie. Podczas pozdrowienia z wałów jasnogórskich 4 czerwca 1997 roku papież wzywał licznie zebranych pielgrzymów, by grzechy, jakie dostrzegają u ludzi Kościoła, nie spowodowały ich zerwania z Mistycznym Ciałem Chrystusa:

„To prawda, że Kościół jest rzeczywistością także ludzką, która niesie w sobie wszystkie ludzkie ograniczenia i niedoskonałości. Składa się bowiem z ludzi grzesznych i słabych. Czyż Chrystus sam nie chciał, by nasza wiara w Kościół zmierzyła się z tą trudnością? Starajmy się zawsze wielkodusznie i w duchu ufności przyjmować to, co nam Kościół głosi i czego nas naucza. Droga, jaką wskazuje nam Chrystus żyjący w Kościele, prowadzi ku dobru, ku prawdzie, ku życiu wiecznemu. Jest to przecież Chrystus przemawiający, przebaczający i uświęcający. ‚Nie’ powiedziane Kościołowi byłoby równocześnie ‚nie’ powiedzianym Chrystusowi.”

Po raz ostatni Jan Paweł II przybył na Jasną Górę 17 czerwca 1999 roku. Powiedział wówczas m.in.: „Przyzwyczaiłem się, jak wy wszyscy, przychodzić tutaj i przynosić Matce Syna Bożego i naszej Matce sprawy osobiste i rodzinne, jak również wielkie sprawy narodowe, tak jak to czynili nasi przodkowie przez całe stulecia.” Było to jego pożegnanie z Częstochowską Madonną.

 

DZIEŃ 9

ZAWIERZENIE I ZOBOWIĄZANIE

Tytuł Matki Bożej Królowej Polski, w powiązaniu z częstochowskim sanktuarium, traktowany jest dziś jak oczywistość. Dla wielu katolików nie jest to jedynie zwyczajowe określenie, usankcjonowane przez tradycję historyczną, ale realna godność, znajdująca swój wyraz w konkretnym działaniu. Do takich osób należał z pewnością Jan Paweł II, który 5 czerwca 1979 roku powiedział na Jasnej Górze, iż Maryja „po swojemu kształtuje procesy dziejowe na polskiej ziemi“.

Podobne przekonanie żywiło wielu parlamentarzystów, którzy doprowadzili do przyjęcia przez Sejm Rzeczpospolitej uchwały ogłaszającej rok 2017 Rokiem 300-lecia Koronacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Sami paulini postanowili uczcić tę rocznicę w nieszablonowy sposób, zachęcając wiernych do tworzenia Żywej Korony Maryi.

Co się kryje za tym określeniem? Jak powiedział generał zakonu o. Arnold Chrapkowski: „Królowa Polski posiada już korony złożone z wielu klejnotów, teraz przyszedł czas, by wypełnić to, co one faktycznie oznaczają”. Chodzi o to, że do tej pory zwracano uwagę głównie na dary materialne dla Matki Bożej; teraz natomiast postanowiono skoncentrować się głównie na darach duchowych. Udział w Żywej Korony polega więc na podjęciu konkretnego zobowiązania dotyczącego życia wewnętrznego.

Sami paulini zaskoczeni byli, jak wiele osób włączyło się w tę inicjatywę. Ci, którzy odpowiedzieli na jubileuszowe wezwanie, zostali poproszeni do zapisania swego zobowiązania na odwrocie własnego zdjęcia i wysłania go na Jasną Górę. Z tych fotografii powstanie ogromna mozaika Matki Bożej Częstochowskiej, umieszczona na murach klasztoru. Odzew przeszedł najśmielsze oczekiwania. Już dawno sanktuarium nie odnotowało takiego napływu listów z całej Polski, a także z zagranicy.

Z nadesłanych relacji wyłania się imponujący obraz pospolitego ruszenia duchowego i modlitewnego szturmu – jako odpowiedzi wiernych na wezwanie, które rozległo się z Jasnej Góry. Jedni po wielu latach przystąpili do spowiedzi i pojednali się z Bogiem, drudzy przebaczyli i poprosili o wybaczenie tych, których długi czas nienawidzili, następni porzucili nałogi – alkohol, narkotyki, pornografię, jeszcze inni przyrzekli codziennie odmawiać różaniec w czyichś intencjach.

Mozaika z fotografii współczesnych Polaków stanowi dowód, że królowanie Matki Bożej nie jest jedynie elementem symboliki patriotycznej, oderwanym od codziennego życia, lecz dla wielu stanowi egzystencjalny fakt pociągający za sobą osobiste zobowiązania duchowe i moralne.

Jan Paweł II doskonale zdawał sobie sprawę z roli, jaką odgrywają w dziejach narodu akty zawierzenia Maryi. Swemu przekonaniu dał wyraz 26 sierpnia 1990 roku w Castel Gandolfo, gdy powiedział do pielgrzymów z Polski: „Dziś święto Matki Bożej z Jasnej Góry. Może żaden inny dzień w roku nie odsłania w takim stopniu szczególnego rysu duszy polskiej. Historia potwierdziła to wielokrotnie, że jesteśmy zdolni do zawierzenia… Zawierzenie mówi o wewnętrznym otwarciu, mówi o transcendentnym wymiarze człowieczeństwa. Na Jasną Górę przychodzimy z tym wielowiekowym już depozytem naszego zawierzenia do Matki Boga i ludzi, które jest dziedzictwem całych pokoleń. Trzeba dziś zawierzyć ten nowy etap polskiego życia, bytu całego społeczeństwa. Tych, którzy mają w nim szczególną odpowiedzialność.

Ale trzeba zawierzyć równocześnie naszą zbiorową odpowiedzialność, abyśmy jej podołali: każdy, każda – i wszyscy. Zawierzenie świadczy o tym, że chcemy trwać w Przymierzu, które Bóg zawarł z całą rodziną narodów – i z nami – w Chrystusie, w Synu Dziewicy z Nazaretu, w Jego Krzyżu i Zmartwychwstaniu. Zawierzenie określa ostateczny wymiar naszego ziemskiego pielgrzymowania. Zawierzenie zobowiązuje także tego, kto zawierza. Zobowiązuje na co dzień.”

 

NOTATKI:

 

 

NOWENNA wersja B

KRÓLOWO POLSKI MÓDL SIĘ ZA NAMI

  1. prof. Janusz Królikowski

 

Utrzymująca się długo tradycja przypisywała św. Wojciechowi, którego dzisiaj czcimy, autorstwo pieśni Bogurodzica. Bardziej niż o stwierdzenie dosłownego autorstwa chodziło w tej tradycji o podkreślenie, że wiara chrześcijańska w Polsce od samego początku posiadała głęboki rys maryjny, co jest faktem, nie potrzebującym szerszego uzasadnienia. Mocny maryjny rys wiary w Polsce posiada bardzo szczególny wyraz, a mianowicie jest nim nadawanie Maryi tytułu Królowa Polski. Patrząc na dzieje czci Maryi w tym tytule, warto pamiętać, że jest ona związana z dziejowym doświadczeniem narodu polskiego i osobistymi dziejami jego wybitnych przedstawicieli. Odzwierciedla się w tej czci głęboki związek wiary chrześcijańskiej z dziejami narodowymi i osobistymi, pokazując, że nasza wiara kształtuje konkretne ludzkie losy i przeżycia oraz i służy ich ukierunkowaniu na wypełnienie w Bogu.

Przygotowując się do uroczystości liturgicznej Maryi Królowej Polski sięgniemy do niektórych konkretnych doświadczeń dziejowych, które przyczyniły się do powstania tej uroczystości, która też stanowi zachętę zarówno do czerpania z tych doświadczeń, jak i do wyrażania ich dzisiaj w nowy sposób, na miarę czasów, w których żyjemy. Sięgniemy szczególnie do doświadczeń, które utrwalili polscy poeci, którzy w wielkim stopniu przyczynili się do rozpropagowania i utrwalenia czci Maryi jako Królowej Polski. W ten sposób chcemy szukać inspiracji i zachęty do modlitwy za naszą Ojczyznę i nasz Naród w momencie dziejowym, w którym się znajdujemy. Jesteśmy świadomi i chcemy pogłębiać tę świadomość, że modlitwa jest najpotężniejszą siłą, za pośrednictwem możemy kształtować nasze dzieje ojczyste i narodowe, o czym trzeba pamiętać w obliczu rozmaitych wyzwań, które przed nami.

 

DZIEŃ 1

„KRÓLOWA ŚWIATA I NASZA”

Bardzo wcześnie tradycja chrześcijańska nadała Maryi tytuł Królowej. Gdy wiara chrześcijańska wchodziła do Polski 1050 lat temu, był on już utrwalony i powszechnie używany w modlitwie i wyrażany w ikonografii. Za pierwszego świadka tytułu Królowa odniesionego do Maryi z uwzględnieniem wymiaru narodowego i państwowego uznaje się Jana Długosza. Opisując dzieje sprowadzenia na Jasną Górę obrazu Matki Bożej, podkreślił on, że jest Ona „Królową naszą”. Świadectwo Długosza wskazuje ponadto, że od samego początku tytuł Królowej nadany Maryi był łączony z Jasną Górą, która z biegiem czasu została uznana za stolicę tejże Królowej. Nie oznacza to, że nie można tego tytułu stosować w innych miejscach. W bardzo krótkim czasie tytuł ten, za sprawą sławy zyskiwanej przez Obraz Jasnogórski rozpowszechnił się w Polsce i poza jej granicami. Paulińscy kaznodzieje i teologowie niemal od samego początku pracowali nad odpowiednim pogłębieniem i utrwaleniem pobożności maryjnej, która pod znakiem Maryi Królowej Korony Polskiej spójnie wpisywałaby się w dzieje narodowe i je kształtowała.

Pogłębianie pobożności maryjnej w ciągu wieków sprawiło, że doświadczenie jasnogórskie stawało się coraz bardziej powszechnym dziedzictwem Polaków. Cyprian Kamil Norwid, mówiący o sobie „częstochowskie ja dziecię”, jest szczególnym świadkiem tego faktu Matki Bożej. Jako jeden z pierwszych, do litanii loretańskiej w jej poetyckiej interpretacji wprowadził tytuł Królowa Polski:

Kraju, co, jako Syna Twego szata,

Porozrywany na wiatrach ulata,

Ludu, co rodzi się z łez wyczerpnięciem –

Co rozpoczyna mękę nie-mowlęciem,

A kona wieki i skonać nie może:

„Czemuś opuścił mię (wołając) Boże!”

Ludu – co świata rozrządzał połową

I nie ma grobu ze swymi orłami…

O! Matko dobra Ty, Polska Królowo,

Módl się za nami…

(Do Najświętszej Panny Marii litania).

Zdrowaś, Maryjo; Pod Twoją obronę

Modlitwa: Boże, Ty dałeś narodowi polskiemu w Najświętszej Maryi Pannie przedziwną pomoc i obronę, spraw łaskawie, aby za wstawiennictwem naszej Matki i Królowej religia nieustannie cieszyła się wolnością, a ojczyzna rozwijała w pokoju.

DZIEŃ 2

WNIEBOWZIĘTA KRÓLOWA

W dziejach pobożności niejednokrotnie mają miejsce wydarzenia zdumiewające i nie mające łatwego wyjaśnienia, które potem dogłębnie kształtują nasze doświadczenia. Taki fakt notujemy w dziejach tytułu Królowa Polski, który nadajemy Maryi, Matce Bożej. Takim zdumiewającym wydarzeniem jest duchowe doświadczenie, które przeżył włoski jezuita Giulio (Juliusz) Mancinelli (13 X 1537 Macerata – 14 VIII 1618 Neapol). Był to wybitny kapłan-jezuita, gorliwy misjonarz, między innymi w krajach Europy wschodniej. rozpoczęto jego proces beatyfikacyjny. W dniu 14 sierpnia 1608 r. doznał wizji. Ukazała mu się Matka Boża Wniebowzięta. Na Jej widok ks. Macinelli miał zawołać: „O, Królowo Wniebowzięta, módl się za nami!”. Matka Boża miała na to odpowiedzieć: „A dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to Królestwo wielce kocham i wielkie rzeczy dlań zamierzam, ponieważ osobliwszą miłością ku mnie pałają jego synowie”. Na to ks. Mancinelli miał odpowiedzieć: „Królowo Polski Wniebowzięta, módl się za nami!”.

Pozostaje dobrze udokumentowanym faktem, że ks. Mancinelli, w bardzo podeszłym wieku, postanowił udać się do Polski. W dniu 8 maja 1610 r. przybył do Krakowa, wywierając wielkie wrażenie. Fakt ten i jego reperkusje znajdujemy w dziele Albrychta Radziwiłła Dyskurs nabożny. Szczególny wpływ wywarł na krakowskich jezuitów, wśród których byli między ks. Piotr Skarga, ks. Mikołaj Łęczycki, ks. Jakub Wujek. Efektem tych wydarzeń jest modlitwa za ojczyznę przypisywana ks. P. Skardze.

Wspomniane wydarzenia, związane z objawieniami ks. G. Mancinellego i ich interpretacja w znacznym stopniu przyczyniły się do pracą duchową, której zwieńczeniem stały się Śluby króla Jana Kazimierza.

„Boże, Rządco i Panie narodów, z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać, a za przyczyną Najświętszej Panny, Królowej naszej, błogosław Ojczyźnie naszej, by Tobie zawsze wierna, chwałę przynosiła Imieniowi Twemu a syny swe wiodła ku szczęśliwości.

Wszechmogący wieczny Boże, spuść nam szeroką i głęboką miłość ku braciom i najmilszej Matce, Ojczyźnie naszej, byśmy jej i ludowi Twemu, swoich pożytków zapomniawszy, mogli służyć uczciwie.

Ześlij Ducha Świętego na sługi Twoje, rządy kraju naszego sprawujące, by wedle woli Twojej ludem sobie powierzonym  mądrze i sprawiedliwie zdołali kierować. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen”.

Zdrowaś, Maryjo; Pod Twoją obronę

Modlitwa: Wszechmogący i miłosierny Boże, ku obronie narodu naszego ustanowiłeś dla nas przedziwną pomoc w Najświętszej Maryi Pannie, spraw miłościwie, abyśmy taką opieką wsparci, walcząc za życia, przy śmierci zdołali odnieść zwycięstwo nad wrogiem przewrotnym.

 

 

DZIEŃ 3

ZWYCIĘSKA KRÓLOWA

Wśród wydarzeń, które dogłębnie wpisują się w kult Matki Bożej jako Królowej Polski, najważniejszym w wymiarze symbolicznym pozostaje cudowna obrona Jasnej Góry w czasie „potopu” szwedzkiego w 1655 r. – czasie „klęski i hańby” (K. Skrudlik). Klasztor jasnogórski stał się miejscem obrony przed Szwedami, którzy usiłowali podporządkować sobie Rzeczpospolitą, i to obrony zwycięskiej wbrew wszelkim ludzkim kalkulacjom i oczekiwaniom. Od tego zwycięstwa zaczęło się stopniowe odradzanie duchowe i militarne leżącej w gruzach Polski, które doprowadziło do odzyskania wolności i podjęcia stopniowej odbudowy Ojczyzny. Jasna Góra stała się wymownym symbolem i przykładem poświecenia dla ojczyzny dla innych.

Biorąc pod uwagę wyjątkowy charakter tego wydarzenia, szybko zostało uznane za znak skutecznego i cudownego wstawiennictwa Matki Bożej w stosunku do Polski znajdującej się wówczas opłakanym stanie. Dopełniły to wydarzenie interpretacje teologiczne, które zostały mu nadane. Matka Boża stanęła w centrum odrodzonej Ojczyzny, zyskując tytuł Zwycięskiej Królowej Polski.

Ty, któraś Polską Królową została

I na tej Górze pałac zbudowała,

Panno, wspomóż mię, a przez szafirowe

Niebo, gdzie gwiazdy świecą empirowe,

Obróć z wysoka na mnie oczy swoje

I wlej dar łaski w miałki piersi moje.

(Anonim, Oblężenie Jasnej Góry Częstochowskiej pieśni dwanaście)

Zdrowaś, Maryjo; Pod Twoją obronę

Modlitwa: Broń nas, prosimy Cię, Panie, przez przyczynę Błogosławionej zawsze Panny Maryi, od wszelkich przeciwności i całym sercem przed Tobą upadających od nieprzyjacielskich sideł łaskawie ochraniaj.

 

DZIEŃ 4

KRÓLOWA PAŃSTWA I NARODU

Oficjalnej interpretacji zwycięskiej obrony Jasnej Góry w czasie „potopu” szwedzkiego dokonał król polski Jan Kazimierz, gdy 1 kwietnia 1656 r. we Lwowie złożył uroczyste śluby. Ich kluczowym elementem jest uroczyste uznanie Maryi za Opiekunkę króla i Królową Polski. Król Jan Kazimierz mówił wówczas: „Wielka Boga-Człowieka Matko, Panno Najświętsza! Ja, Jan Kazimierz, z łaski Syna Twego, Króla królów i Pana mego, i z Twego miłosierdzia król, upadłszy do stóp Twoich najświętszych, Ciebie za Opiekunkę moją i za Królową obieram, siebie i Królestwo Polskie, Księstwo Litewskie, Ruskie, Pruskie, Mazowieckie, Żmudzkie, Inflanckie i Czernichowskie, wojska obydwu narodów i lud cały Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twojej pomocy i litości w tym nieszczęśliwym i przykrym Królestwa mojego stanie przeciwko nieprzyjaciołom świętego rzymskiego Kościoła pokornie błagam”.

Śluby króla Jana Kazimierza był aktem jego osobistej pobożności, ale także aktem prawnym, który głęboko wpisuje się w polską tradycję narodową. Król zobowiązał się do podjęcia starań o ustanowienie święta, które upamiętniałoby jego akt i kształtowało ducha polskiej wiary. Tak rodziły się podstawy pod przyszłe święto Królowej Polski, a zarazem został położony nacisk na trwałe państwowe i narodowe znaczenie królewskiego aktu. Słusznie więc obchodzimy w dniu trzeciego maja święto kościelne i święto narodowe.

Królowa polska, Najświętsza Maryja,

Śliczny kwiateczku, niebieska lilija,

Zmiłuj się, zmiłuj nad nami,

Raczże być z nami!

Już nieprzyjaciel zewsząd nas otoczył,

Jako pies wściekły do boku przyskoczył,

Wydrzeć chce, wydrzeć koronę,

Daj nam obronę!

Zdrowaś, Maryjo; Pod Twoją obronę

Modlitwa: Bądź pozdrowiona, Maryjo, służebnico Przenajświętszej Trójcy najpokorniejsza. Bądź pozdrowiona, wybrane naczynie Boga Ojca, Maryjo najszlachetniejsza. Bądź pozdrowiona, Matko Pana Jezusa Chrystusa przenajdostojniejsza. Bądź pozdrowiona, Matko Pana Jezusa Chrystusa, przenajchwalebniejsza. Bądź pozdrowiona, oblubienico Ducha Świętego najgodniejsza. Bądź pozdrowiona zwycięska Królowo Polski.

 

 

DZIEŃ 5

UKORONOWANA

Dla kultu Matki Bożej w Polsce, a także dla utrwalenia tytułu Królowa Polski wielkie znaczenie miała koronacja papieskimi koronami Obrazu Jasnogórskiego w 1717 r. Wiekowe doświadczenia narodowe, w tym przekonanie o królowaniu Maryi nad narodem i państwem polskim, oraz niezliczone doświadczenia indywidualne doprowadziły do tego nadzwyczajnego aktu, za którym poszły kolejne koronacje obrazów Matki Bożej w Polsce. Uroczyste nakładanie kron Jezusowi i Maryi na wizerunkach czczonych w polskich sanktuariach przyczyniało się do utrwalenia wiary w królewską godność Maryi, jak i w Jej szczególne królowanie nad narodem polskim, którego wyrazem było Jej macierzyńskie wstawiennictwo.

Koronacja Obrazu Jasnogórskiego była na pewno ostatnim przed rozbiorami wielkim hołdem dla Królowej Polski, ale nie był to zarazem akt bardzo wpływowy, którego echa rozchodziły się przez kolejne wieki. Zbliżająca się 300. rocznica tej koronacji na pewno pozwoli nam lepiej wydobyć maryjne doświadczenie w dziejach polskich.

Najświętsza Panno, nad Twój obraz zacniejszego

Polska nie ma klejnotu, więc się szczyci z tego,

Bo ktokolwiek strapiony do niego przychodzi,

Z wielką pociechą swoją do domu odchodzi.

Brońże nas i strzeż granic Królestwa Polskiego,

O Panno Przenajświętsza, dla obrazu Twego.

(Piotr Hiacynt Pruszcz, Morze łaski Bożej)

Zdrowaś, Maryjo; Pod Twoją obronę

Modlitwa: Wszechmogący i miłosierny Boże, Ty dałeś narodowi polskiemu w Najświętszej Maryi Pannie przedziwną pomoc i obronę, a Jej święty obraz jasnogórski wsławiłeś niezwykłą czcią wiernych, spraw łaskawie, abyśmy na ziemi z zapałem walczyli w obronie wiary, a w niebie wysławiali Twoje zwycięstwo.

 

DZIEŃ 6

NIEPOKALANA KRÓLOWA

Wiek XVIII w Polsce był okresem wielkiej dekadencji kulturowej i politycznej, chociaż nie brakowało w nim także wspaniałych, budujących i twórczych momentów. Jednym z wydarzeń, które głęboko wpłynęły na stan ducha w Polsce była konfederacja barska (1768-1772). Jej cele dobrze wyraża „Akt konfederacji barskiej”: „na ratunek ojczyzny, wiary i wolności, praw i swobód narodowych do upadku nachylonych”. Dla nas ważną rzeczą jest zauważenie, że dramatyczne okoliczności konfederacji przyczyniły się także do poszerzenia i utrwalenia kultu Matki Bożej jako Królowej Polski. Gdy do konfederatów król Stanisław August Poniatowski posłał swoich delegatów, Józef Pułaski napisał do nich: „Mamy najwyższą i najpotężniejszą samego Boga protekcję […] mamy tarczę i obronę niepokalanie poczętej Marii Panny Królowej i świętych patronów rodaków naszych”. Wyrazem pobożności maryjnej konfederatów barskich były między innymi układane przez nich pieśni, w których oprócz królowania Maryi bardzo często podkreślano także Jej niepokalane poczęcie.

Witaj, Jutrzenko rano powstająca,

Śliczna jak miesiąc, jak słońce świecąca!

Ty świecisz w miłej światu Częstochowie,

Gdzie czołem biją świata monarchowie. […]

Pocieszycielko ludzi utrapionych,

Do Ciebie, Panno, w nędzach niezliczonych

Lud się ucieka i prosi serdecznie,

By za przyczyną Twoją żył bezpiecznie.

Pamiętaj, Panno, na Polską Koronę,

Którąś raz wzięła pod swoją obronę,

Wszakżeś jest Polską, Maryja, Królową,

Której Bóg dał za tron Częstochową.

Zdrowaś, Maryjo; Pod Twoją obronę

Modlitwa: Niepokalanie Poczęta, która w Polsce potęgę i chwałę imienia swego tylekroć okazywałaś, spieszących do Twych ołtarzy z prośbami łaskawie wysłuchiwałaś, racz i na nas dzisiaj łaskawym spojrzeć okiem, przygarnąć nas litościwie ku sobie i życzliwie wysłuchać naszych próśb zanoszonych za Ojczyznę, które ufnie zanosimy do Ciebie. Cześć, chwała i uwielbienie Najświętszej Pannie Maryi Niepokalanie Poczętej, Królowej Korony Polskiej. Amen.

 

 

DZIEŃ 7

KRÓLOWA JEDNOCZĄCA

Kult Matki Bożej jako Królowej Polski odegrał bardzo ważną rolę w XIX wieku, gdy Polska była podzielona przez zaborców. Paradoksalnie na jego rozwój wpłynęła tragedia Polaków, którzy z powodu udziału w powstaniach narodowych i działalności konspiracyjnej przeciw zaborcom musieli opuścić swoje rodzinne strony i udać się na emigrację. Zanieśli oni kult Królowej Korony Polskiej do Francji, Italii, Stanów Zjednoczonych, na Syberię i w wiele innych miejsc, które spotykamy w czasie naszych wędrówek po świecie. Dla Polaków rozproszonych po świecie był to znak pamięci o opuszczonej ojczyźnie i o wierze ojców, dzięki któremu zachowywali duchową jedność z ojczyzną i jedność między sobą. W tym znaku rozpoznawali łączącą ich głęboką wspólnotę, która pozwalała im przezwyciężać podziały i łączyć się w pracy dla przyszłego odnowienia narodu i państwa.

Kult Królowej Polski kierował Polaków rozproszonych po świecie do Jasnej Góry, która stawała się w jeszcze większym stopniu duchową stolicą Polski i milcząco kształtowała dzieje Polaków rozproszonych po świecie. W oparciu o to doświadczenie duchowe i narodowe możemy Maryję nazywać Królową jednoczącą.

Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy

I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy

Nowogródzki, ochraniasz z jego wiernym ludem!

Jak mnie do zdrowia powróciłaś cudem – […]

Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono!…

Tymczasem, przenoś moję duszę utęsknioną

Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych,

Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych.

(Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz)

Zdrowaś, Maryjo; Pod Twoją obronę

Modlitwa: Niepokalanie poczęta Królowo Polski, oddając Ci pokłon, upraszam Cię pokornie, abyś była moją Matką, patronka i opiekunką w czasie życiowej pielgrzymki. Gdziekolwiek spojrzę, widzę czyhające na mnie pokusy, ukryte sidła, zawistne serca, podstępy nieprzyjaciół, otwartą niechęć przeciwników, obłudę znajomych i fałszywych przyjaciół. Bezradny jestem wobec tylu przeciwności, wiec błagam Cię, Opiekunko moja, podaj mi swoją rękę i prowadź mnie bezpiecznie ciernistą drogą życia. Królowo Polski, za Twoim głosem chcę iść wszędzie, gdzie Ty mnie poprowadzisz. Amen.

 

DZIEŃ 8

MAJOWA KRÓLOWA

Duchowa Stolica Polski na Jasnej Górze, jednocząc wokół Królowej Polski polskich emigrantów, jednoczyła także Polaków rozdzielonych granicami wyznaczonymi przez zaborców. Modlitwy kierowane do Królowej Polski wpisywały się bardzo głęboko w duchowe doświadczenia Polaków, przynosząc ze sobą odnowę oraz rozwój wiary i obyczajów, a wraz z nią rozwój nauki i kultury. Łatwo można zobaczyć ten związek sięgając do doświadczeń historycznych, których świadkiem była zwłaszcza druga połowa XIX wieku. W tamtym czasie narodził się zwyczaj, który trwa do dnia dzisiejszego, a mianowicie zwyczaj śpiewania w maju litanii loretańskiej przy przydrożnych i przydomowych kapliczkach, któremu towarzyszyła lektura różnych pism formacyjnych. W ten sposób miesiąc maj stawał się miesiącem Maryi Królowej Polski.

Matko polskiej mowy,

Módl się o jej wieczne trwanie,

Bogurodzico,

Dziewico,

Bogiem sławiena

Maryo.

Módl się,

Pani izraelska,

Starochrześcijańska,

Cyprysowa,

Łukaszowa,

Panno Jasnogórska,

Czarna,

O twarzy w bliznach

Jak polska ziemia.

(Roman Brandstaetter, Hymn do Czernej Madonny)

Zdrowaś, Maryjo; Pod Twoją obronę

Modlitwa: Wszechmogący, wieczny Boże, od którego pochodzi wszelkie ojcostwo na niebie i na ziemi. Dzięki Ci składamy za włączenie naszego narodu do wielkiej rodziny Kościoła, a gdy po tysiącu lat dochowaliśmy wierności wierze ojców naszych przez przyczynę i opiekę, i szczególne wstawiennictwo Maryi, Matki Pana naszego Jezusa Chrystusa, daj, abyśmy w drugim tysiącleciu wiary, złączywszy się z Maryją węzłami świętej niewoli, stali się pomocą Kościołowi świętemu na straży jego wolności. Amen.

 

DZIEŃ 9

KRÓLOWA POLSKICH DZIEJÓW NA ZAWSZE

W każdej epoce polskich dziejów Maryja jako Królowa Polski zaznaczyła w jakiś sposób swoje królowanie nad Narodem, który oddaje Jej cześć i wzywa Jej wstawiennictwa. Doświadczenia kolejnych pokoleń wierzących tworzą naszą pamięć wiary, która stale ma nam coś do powiedzenia i na coś nowego nam wskazuje, przede wszystkim podpowiadając, w jaki sposób zmagać się z pojawiającymi się wyzwaniami.

Wiara w królowanie Maryi nad naszym Narodem wskazuje jednak przede wszystkim, że to sam Bóg jest Królem narodów i Panem Panujących, który przez swoje dzieła i za sprawą łaski jest obecny w kolejnych epokach dziejów i prowadzi je do spełnienia w sobie. Wstawiennictwo Maryi jest jednym z doświadczeń duchowych, które przybliżają nam obecność Boga w dziejach i potwierdzają, niekiedy bardzo wymownie, a nawet spektakularnie, że wszystko pozostaje zanurzone w Bogu, w Nim odnajduje swój sens i w Nim znajdzie swoje spełnienie.

Panno nad chóry anielskie wzniesiona,

Zastępcą ludzi grzesznych położona,

Do Ciebie, Panno, pokornie wołamy,

Serdecznie płacząc ratunku wzywamy. […]

Błagaj za nami Wszechmocnego Boga,

Teraz, gdy Polskę zewsząd ściska trwoga,

Wszak Boskie łaski masz w swoim szafunku,

Dodaj nam w wojnie niniejszej ratunku.

Zdrowaś, Maryjo; Pod Twoją obronę

Modlitwa: Maryjo, Matko Kościoła, Królowo Polski, Pani nasza, tyle razy spieszyłaś z pomocą naszemu Narodowi. Oddajemy Ci dziś w opiekę całą naszą Ojczyznę, wszystkie dzieci Narodu ochrzczonego. Ofiarujemy Ci nasze modlitwy i cierpienia, prosząc o szczęśliwą przyszłość naszego kraju. Niech te modlitwy wyproszą jedność Narodu, aby po wsze czasy panowały w naszej Ojczyźnie sprawiedliwość, miłość, prawda i wolność. Amen.

SPIS TREŚCI

KONFERENCJE wersja B

Królewska droga wiary z Maryją Królową Polski

  1. prof. Janusz Królikowski

 

WPROWADZENIE 2
KONFERENCJA 1Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam!4
KONFERENCJA 2Niepokalana – w mocy łaski Bożej11
KONFERENCJA 3Matka i wzór macierzyństwa19
KONFERENCJA 4Wiara i nawrócenie wraz z Maryją26
KONFERENCJA 5Nowe życie duchu Maryi34
KONFERENCJA 6Kontemplować i głosić miłość Boga41
KONFERENCJA 7Matka Kościoła48
KONFERENCJA 8Znak nadziei i pociechy56
KONFERENCJA 9Panna wierna63

 

KONFERENCJE DODATKOWE

Kult Matki Bożej Częstochowskiej w życiu i działalności apostolskiej Bł. Honorata Koźmińskiego, kapucyna, o. Gabriel Bartoszewski

 

WSTĘP71
IRys biograficzny o. Honorata72
IIMłodzieńcze doświadczenia74
IIIPiesze pielgrzymki na Jasną Górę76
IVStarania o ustanowienie liturgicznego święta Matki Bożej Jasnogórskiej78
VPropagowanie pielgrzymki narodowej na Jasną Górę86

 

KONFERENCJE wersja B

Królewska droga wiary z Maryją Królową Polski

  1. prof. Janusz Królikowski

Wprowadzenie

Chrześcijańska wędrówka wiary jest nieodłącznie związana z Maryją, Matką Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia. Podstawy tego faktu znajdujemy jednoznacznie obecne w Nowym Testamencie. Dzieje zbawienia wchodzą w decydującą fazę, gdy wysłannik Boga – anioł Gabriel zjawia się w Nazarecie i stając przed Maryją Dziewicą mówi: „Raduj się, pełna łaski”. Odpowiedź Maryi na to pozdrowienie złączyła Ją nierozerwalnie z Jezusem, „Synem Najwyższego”, a także z nami, bo przecież Jej odpowiedź Bogu została wypowiedziana w imieniu każdego z nas i ciągle wywiera ona na nas swój wpływ. Jej życie oparte na wierze jest potwierdzeniem tego, co wypowiedziała w chwili zwiastowania, a dzieje Kościoła, wspólnoty wierzących, są coraz wyraźniejszym potwierdzeniem tego, że nieustannie pozostaje złączona z każdym z nas. Nasza pobożność maryjna jest żywym odzwierciedleniem tego faktu oraz czerpaniem z jego zbawczej i inspirującej treści i wymowy.

Polskie doświadczenia wiary są dogłębnie naznaczone rysem maryjnym, czego wyrazem jest także nasze pielgrzymowanie do sanktuariów maryjnych, szczególnie na Jasną Górę. To szczególne pielgrzymowanie, gdy w sensie fizycznym udajemy się w drogę, aby kolejne kilometry podejmowanej wędrówki zbliżyły nas do Boga przy udziale wstawienniczym i wzorczym Maryi, Matki Zbawiciela. Po drodze oddajemy cześć Matce Jezusa Chrystusa i Matce Kościoła, a także najmilszej Matce naszej. Staramy się zaczerpnąć coś z Jej nieogarnionego ducha oraz z odwagi Jej wiary i nadziei. Już św. Ambroży na końcu IV wieku, wyrażał życzenie, „aby w każdym była dusza Maryi”. Chcemy więc „umaryjnić” naszą duszę, czyli ostatecznie „umaryjnić” naszą miłość wyrastającą z Bożego daru.

W tym roku nasze spojrzenie na Maryję ściślej łączy się z tytułem Królowa Polski, którym zwracamy się do Maryi i którego konsekwencje chcemy jakoś odzwierciedlić w naszym życiu. 300-lecie koronacji jasnogórskiego wizerunku Matki Bożej, Królowej Polski, jest ważną datą w naszych dziejach kościelnych, narodowych i państwowych, a tym samym także mocnego wpisania Jasnej Góry w dzieje Kościoła oraz narodu i państwa polskiego. Maryja Królowa Polski i Jej kult były przez długi czas polską konstytucją, na której opierało się życie Polaków i która stanowiła ważną inspirację dla życia wspólnotowego i indywidualnego. Właściwie nie można sobie bez tego faktu wyobrazić najbardziej podstawowych i twórczych polskich doświadczeń wiary. Ileż wartości wniosło w polskie dzieje pielgrzymowanie na Jasną Górę i ile wnosi każde nasze osobiste pielgrzymowanie, możemy tylko się domyślać. Aby to zobaczyć, trzeba by zapytać każdego pielgrzyma z osobna. W tym momencie dla nas jest ważne, że te doświadczenia chcemy kontynuować, uznając, że Maryja jest Królową Polski i naszą Królową.

Rozmaite rocznice, które wpisują się w kalendarium naszego życia, można przeżywać na ogół w dwojaki sposób. Albo można je widzieć historycznie, to znaczy wspominać to, co wspominane wydarzenie znaczyło w przeszłości, z czego wyrasta i jakie skutki wywiera, albo można je traktować „profetycznie”, to znaczy pytając się o to, co jego treść mogłoby znaczyć dzisiaj i co mogłaby wnieść w nasze obecne doświadczenia. W proponowanej tutaj wędrówce duchowej chcemy iść raczej tą drugą drogą. Będziemy więc pytać się o to, co zrobić, aby królowanie Maryi odzwierciedliło się w naszym życiu, w naszych doświadczeniach i w naszych wyborach. Królowanie Maryi w narodzie i państwie polskim było przez wieki inspiracją do podejmowania wysiłku nowego życia – życia chrześcijańskiego, dlatego też rocznica koronacji wizerunku jasnogórskiego tym bardziej będzie znacząca, im bardziej my będziemy stawać się jako dojrzali chrześcijanie koroną Maryi, koroną, której diamentami będą nasze postawy duchowe, decydujące o jakości naszego życia opartego na wierze.

 

KONFERENCJA 1

Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam!

Przede wszystkim na Jasnej Górze, ale także niemal w każdym miejscu w Polsce, a także w licznych miejscach na świecie, gdzie przebywają Polacy, śpiewa się w wieczornej porze Apel Jasnogórski: „Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”. Te słowa znaczą głęboko polską modlitwę i pobożność, stając się inspiracją dla codziennego życia katolickiego w duchu maryjnym. Co jakiś czas pojawiają się pytania, czy słowa Apelu Jasnogórskiego, łącznie z pobożnością, która rodzi się w kręgu Jasnej Góry, są jeszcze aktualne i czy mogą być inspiracją dla nowych pokoleń chrześcijańskich, zwłaszcza dla ludzi młodych. Aby odpowiedzieć, na pojawiające się pytania, trzeba przyjrzeć się, jaka jest treść tych słów oraz co one znaczą. W tym celu trzeba sięgnąć do doświadczenia polskiej pobożności, z której wyrastają słowa Apelu Jasnogórskiego. Na tym tle będzie można następnie sformułować postulaty odnośnie do tego, co te słowa powinny znaczyć dla nas dzisiaj i jak powinny być przez nas wprowadzane w życie w nowych okolicznościach historycznych.

Królowa Polski w polskich doświadczeniach wiary

Zwracając się zatem do Maryi tytułem „Królowo Polski” i nierozdzielnie, z bardzo określonych powodów historycznych, łącząc to wezwanie z Jasną Górą, sięgamy do bardzo bogatego i wymownego, wypracowanego w ciągu wieków, doświadczenia duchowego, które w tym tytule zostało jakby skondensowane i poniekąd zabezpieczone w ramach polskiej pobożności. Chodzi, oczywiście, o wielowiekowe doświadczenie, zarówno indywidualne milionów wierzących, jak o doświadczenie całego narodu polskiego, który czując się żywą i solidarną jednością, w rozmaitych okolicznościach dziejowych powierzał się Maryi. Potrzeby indywidualne i narodowe były więc w ciągu wieków przedstawiane wstawiennictwu Maryi, aby sam Bóg zechciał na nie łaskawie odpowiedzieć i swoim działaniem zmienić bieg dziejów. Nasza wiara poświadcza nie tylko, że jest to możliwe, ale także i to, że Bóg domaga się, aby uznać Jego obecność w ludzkich dziejach oraz otworzyć się w nich na Jego łaskawe i wpływowe działanie.

Za tytułem Królowa Polski kryje się więc najpierw doświadczenie patronatu, czyli opieki i wstawiennictwa Maryi, w odniesieniu do potrzeba indywidualnych, wspólnotowych i narodowych przedstawianych Jej w modlitwie. Idea patronatu była szczególnie bliska ludziom w okresie średniowiecza, ale pozostaje ona żywa do dnia dzisiejszego. Na co dzień odwołujemy się do patronatu Matki Bożej i świętych, widząc w nich otwartość na nasze potrzeby i nasze wolanie o skuteczną interwencję u samego Boga.

Za tytułem Królowa Polski kryje się następnie doświadczenie kształtowania życia politycznego i społecznego w świetle zasad chrześcijańskich. Tak działo się zwłaszcza w wiekach XVII i XVIII, gdy życie społeczne i polityczne w Polsce zostało naznaczone korupcją i rozmaitymi wadami dewastującymi życie państwa i narodu, a tym samym także życie wewnętrzne i misję Kościoła. Odniesienie do Maryi stało się jakby konstytucją dla odnowionego życia narodowego. Z niego wyrosły na przykład śluby króla Jana Kazimierza złożone we Lwowie w 1656 r. i wiele innych inicjatyw zmierzających do przeprowadzenia reformy życia społecznego i państwowego w Polsce – reformy opartej na odnowie obyczaju. Wprawdzie nie nastąpiła wówczas pełna odnowa narodu i państwa polskiego, ale jednak zrobiono bardzo wiele, aby mogła się stopniowo dokonywać, a przede wszystkim w znacznym stopniu przygotowano wówczas naród do zmierzenia się z dramatem rozbiorów, które nastąpiły pod koniec XVIII wieku, głęboko i niemal pod każdym względem raniąc życie narodu i państwa.

W wieku XIX kult Matki Bożej jako Królowej Polski, związany nadal bardzo mocno z Jasną Górą i rozpowszechnianym na całym świecie Jasnogórskim Obrazem Matki Bożej, stał się zasadą duchową jednoczącą rozbity naród oraz formującym, mimo wielorakich przeciwności i degradujących nacisków, jego tożsamość oraz jego kulturę, a przede wszystkim jego wiarę i przekonanie o jej dziejowej sile. Być może to właśnie: „Panna Święta, co Jasnej broni Częstochowy” decydująco inspirowała przedsięwzięcia zmierzające do odnowy polskiej świadomości i tożsamości narodowej oraz podtrzymywała zdolność do odrodzenia narodowego. Dlatego kult Królowej Polski był tak zdecydowanie zwalczany przez zaborców. Oczywiście, za tym wymiarem kulturowym i narodowym kultu Matki Bożej postępowała odnowa indywidualnej pobożności, przekładającej się potem na nowy styl życia wierzących i wyrażającej się w zdolności stawienia czoła pojawiającym się wyzwaniom. Z wiary maryjnej rodziła się nowa kultura i nowe rozumienie narodu jako podmiotu, który ma prawo do suwerennego istnienia i niezależnego rozwoju. Wystarczy zauważyć, że wszyscy polscy święci i błogosławieni z XIX i XX wieku byli czcicielami Matki Bożej jako Królowej Polski i wytrwale pielgrzymowali na Jasną Górę.

W okresie po drugiej wojnie światowej, zdominowanym wpływami komunizmu i jego ateizujących zakusów nastawienia, w obliczu nowych wyzwań kulturowych i politycznych, kult Królowej Polski był natchnieniem do wiernego i odważnego pielęgnowania wspólnej pamięci narodu polskiego i Kościoła w Polsce – pamięci zakorzenionej w tradycji chrześcijańskiej i w niezbywalnej suwerenności narodowej, która obok wspólnego terytorium i wspólnego języka współtworzy to, co nazywamy ojczyzną i co uzasadnia potrzebę patriotyzmu, dokonując także jego nobilitacji i utrwalenia wobec coraz to nowych nacisków ideologicznych.

Przesłanie duchowe i polityczne

Zarysowane tutaj doświadczenia narodowe i chrześcijańskie stanowią źródło, z którego wyrasta tytuł Królowa Polski nadawany przez Polaków Maryi, a także określają jego treść. W tych treściach widać także jego aktualność, którą warto dowartościować na miarę czasów, w których obecnie żyjemy. Nie stracił on swojego znaczenia, w związku z czym jego przeslanie pozostaje nadal wymowne i może być inspirujące, a tym samym twórcze w ramach naszej pobożności i wyrastającego z niej zaangażowania kościelnego i publicznego. Demokratyzacja rzeczywistości społecznej nie pozbawiła twórczej, a nawet profetycznej wymowy tytułu Królowa Polski.

Trzeba przede wszystkim zauważyć, że w tytule Królowa Polski kryje się wezwanie do kształtowania życia narodowego i państwowego opartego na zasadach chrześcijańskich, które są zasadami broniącymi fundamentalnych zasad życia wspólnotowego, takich jak wolność, równość, odpowiedzialność, braterstwo, suwerenność narodu itd. Są to zasady konstytucyjne, których znaczenie trudno przecenić. Co więcej, należy pamiętać, że są to zasady, które do życia społecznego i politycznego wprowadził właśnie Kościół, czerpiąc z Ewangelii swoje przekonania i swoją dziejową siłę. Tytuł Królowa Polski może być uznany za element wpływający na kształt życia społecznego i politycznego, którego kryzys jest dzisiaj ewidentny. Odniesienie do Królowej Polski może być z tego powodu w znacznym stopniu formujące dla psujących się relacji międzyludzkich, zwłaszcza w polityce i z powodu źle prowadzonej debaty politycznej, przypominając najbardziej podstawowe wartości i cnoty, które są duszą obyczaju i kultury.

Wzywanie na Jasnej Górze Maryi jako Królowej Polski może być także bardzo twórcze dla indywidualnej pobożności i duchowości, zwłaszcza w wymiarze relacyjnym. Tytuł ten zwraca uwagę, że „nikt nie jest samotną wyspą”, ale należy do rozmaitych wspólnot, począwszy od rodziny do narodu (nie zapominając także o ludzkości, której doświadczenie jest dzisiaj faktem). Powołaniem człowieka, także w wymiarze religijnym, jest odkrywanie tych wielorakich więzi łączących każdego z innymi, gdyż w ramach tych więzi urzeczywistnia się ludzkie zbawienie. Nie będzie nadużyciem, gdy powiemy, sięgając do polskiego doświadczenia, że odkrywanie i przeżywanie tych więzi w odniesieniu do narodu jest bardzo twórcze, ponieważ dostarcza nowego motywu do zaangażowania i tworzy nowe okoliczności, w których może wyrazić się duch chrześcijański. Chrześcijanin, bardziej niż każdy inny człowiek, widząc, że Bóg przemawia do narodu i że zbawienie dokonało się w ramach wspólnoty, powinien dążyć do nadania swojej pobożności i duchowości głębokich rysów społecznych i wspólnotowych.

W naszej wędrówce duchowej z Maryją Królową Polski zwrócimy szczególną uwagę na postawy, których Ona nas uczy i które powinny stać się nam bliskie, jeśli chcemy prowadzić do dojrzałości naszą wiarę. W tradycji chrześcijańskiej, w pewnym sensie można powiedzieć: w katolickiej teologii politycznej, zawsze było obecne przekonanie, że władca, rządząc wspólnotą i troszcząc się o jej wspólne dobro, powinien także pamiętać o tym, że ma być przykładem dla swoich poddanych. Ma on żyć cnotami i postawami, które potem będą stawać się inspiracją i pierwszym dobrem wszystkich poddanych. Podstawą kultury i polityki pozostaje wzniosły etos postawiony na odpowiednim poziomie. Gdy czcimy Maryję jako Królową Polski i do Niej wędrujemy, nie możemy zapomnieć, że Jej królewskość ma się w nas odzwierciedlić, a odzwierciedli się, jeśli będziemy się do Niej upodabniać. Chcemy więc w tym znaczeniu przede wszystkim otworzyć się na Jej królewski wpływ, to znaczy przyjąć go i dawać jego wyraziste dowody na co dzień.

Chodzi o miłość

Warto tym miejscu przypomnieć jeszcze piękną, odczytaną w kluczu miłości, aktualizującą wykładnię Apelu Jasnogórskiego, która przedstawił papież Jan Paweł II w czasie spotkania z młodzieżą na Jasnej Górze 18 czerwca 1983 r. Mówił wtedy między innymi: „Słowa: «Jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam» są bowiem zarazem wyznaniem miłości, którą pragniemy odpowiedzieć na Miłość, jaką jesteśmy odwiecznie miłowani. Słowa te są zarazem wewnętrznym programem miłości. Określają miłość nie wedle skali samego uczucia – ale wedle wewnętrznej postawy, jaką ona stanowi. Miłować – to znaczy: być przy Osobie, którą się miłuje (jestem przy Tobie), to znaczy zarazem: być przy Miłości, jaką jestem miłowany. Miłować – to znaczy dalej: pamiętać. Chodzić niejako z obrazem Umiłowanej Osoby w oczach i w sercu. To znaczy zarazem: rozważać tę Miłość, jaką jestem miłowany, i coraz bardziej zgłębiać jej boską i ludzką wielkość. Miłować to wreszcie znaczy: czuwać”. Ten ostatni wątek papież rozwinął szczególnie szeroko. Wykładnię papieską także ciągle warto mieć na uwadze, gdy pielgrzymujemy na Jasną Górę do tronu Matki i Królowej. Pielgrzymujemy, aby doprowadzić naszą wiarę do dojrzałości w miłości, a więc aby – jak podkreśla św. Paweł – mogła ona działać przez miłość. Królewska godność Maryi zmierza ostatecznie do tego, by ukazać nam ideał miłości i zachęcić do jego wiernego i ofiarnego realizowania w naszej codzienności.

 

KONFERENCJA 2

Niepokalana – w mocy łaski Bożej

Długo toczyły się w Kościele spory teologiczne dotyczące wiary w niepokalane poczęcie Maryi. Jak byłoby ono możliwe? Czy było ono konieczne? Czy nie jest ta prawda sprzeczna z całością wiary katolickiej? Co to znaczy, że Maryja jest niepokalanie poczęta? Jakie to ma znaczenie dla naszej wiary i dla naszej pobożności? By stwierdzić, że rzeczywiście znajdujemy się wobec poważnej trudności teologicznej, wystarczy wspomnieć, że tak wielki teolog, jak św. Tomasz z Akwinu, nie odpowiedział jednoznacznie na pytanie o niepokalane poczęcie Maryi. Nawet dzisiaj, ponad półtora wieku po ogłoszeniu w 1854 r. przez papieża bł. Piusa IX dogmatu niepokalanego poczęcia Maryi, czyli po autorytatywnym i ostatecznym potwierdzeniu, że ta prawda należy do całości naszej wiary, przyjęcie tej prawdy wiary jest jeszcze dla wielu bardzo trudne i spotyka się z zastrzeżeniami. Burzliwe dzieje formowania się dogmatu niepokalanego poczęcia Maryi uświadamiają nam, że mamy do czynienia z wzniosłą „tajemnicą” wiary, która przekracza możliwości naszego rozumienia. Nie przeszkadza to jednak byśmy zbliżali się w wierze do zażyłości z tą tajemnicą i w jej świetle patrzyli także na nasze życie. Nawiązanie do tej tajemnicy wiary opisującej Maryję w relacji do Boga jest tym bardziej uzasadnione, że w przeszłości niejednokrotnie tę tajemnicę i przywilej, którym Bóg obdarował swoją Matkę, łączono z tytułem Królowa Polski, zwracając się do Niej: „Niepokalana Królowo Korony Polskiej”. Taki tytuł był bardzo mocno związany z niedawno – 5 czerwca 2016 r. – kanonizowanym o. Stanisławem Papczyńskim (1631-1701), który sprawy ojczyzny zawsze łączył z głębokim kultem Niepokalanej.

Przegrana próba wolności

Księga Rodzaju, pierwsza i bardzo ważna księga biblijna, każe nam nieustannie pamiętać o pierwszym grzechu człowieka – owej pierwszej i fundamentalnej autonegacji, której aktem swojej wolności dopuścił się człowiek. Przegrał on radykalnie ową pierwotną „próbę wolności”, której sceną był rajski ogród. Jak radykalna była to porażka, pokazuje pytanie postawione Adamowi przez Boga: „Gdzie jesteś?”. Człowiek zagubił się tak, że nawet dla Boga pozostaje trudnością odnalezienie go w ogrodzie, w którym On sam go łaskawie umieścił. Pytanie Boże nie odnosi się do faktu – nie jest ważne, co człowiek faktycznie wówczas zrobił i w czym sprzeniewierzył się Bogu. Pytanie Boże dotyczy samego istnienia człowieka, ponieważ uległo ono radykalnej zmianie. Nie jest już takie samo jak było przed grzechem. Człowiek po grzechu znalazł się w innym świecie – w świecie dramatycznie oddalonym od Boga. Bóg jakby chciał powiedzieć: „Adamie, spójrz, jak zagubiłeś się, jak bardzo pobłądziłeś, jak straciłeś wszystko; została ci tylko nagość, pustka grzechu”.

Po grzechu pierworodnym człowiek pogrążył się w nicości egzystencjalnej, w sytuacji, z której będzie mógł go wyzwolić tylko Bóg. Taki jest podstawowy sens obietnicy Bożej wypowiedzianej do człowieka w bramie raju: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej, ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”.

Słowa skierowane przez Boga do upadłego człowieka w bramie raju, który zostaje przed nim zamknięty, są Jego „pierwszą” dobrą nowiną, są pierwszym wyjściem Boga na spotkanie człowiekowi w jego tragicznej sytuacji – tej sytuacji, która woła do Boga i o Boga jako jedyną odpowiedź na nicość człowieka.

Druga dobra nowina

Przenieśmy się teraz myślą daleko w przód. Nie wiemy, jaki czas upłynął między upadkiem pierwszych ludzi w raju i Nazaretem, w którym żyje Maryja. Nie to jest jednak najważniejsze. W Bożej perspektywie upływ czasu nie ma większego znaczenia. Najważniejsze jest to, że znajdujemy się wobec „drugiej” w sensie jakościowym dobrej nowiny. Cały Stary Testament jest jakby przedłużeniem tej pierwszej dobrej nowiny danej przez Boga w raju, jej ciągłym przypominaniem za pośrednictwem słów i wydarzeń w dziejach ludu przymierza, ale zawsze znajduje się tylko na poziomie złożonej obietnicy.

Ta druga dobra nowina z Nazaretu okazuje się czymś nowym i niezwykłym. Wyrażają ją słowa anioła posłanego przez Boga: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Oznacza ono, że Bóg przyszedł do Niej w sposób osobowy, aby Ją obdarować samym sobą i swoim boskim życiem. Ona pierwsza może powiedzieć: „Bóg jest rzeczywiście Emanuelem”. On jest z Nią. Dobra nowina z raju wywołała w Niej po raz pierwszy swój skutek, okazała swoją skuteczność. Dobra nowina z raju dała Maryi jako pierwszej pełny udział w zwycięstwie Zbawiciela nad grzechami: „Ono zmiażdży ci głowę”. Ona jako pierwsza, dzięki Bożej łasce, dzięki boskiemu dziełu odkupienia – dzięki krzyżowi Chrystusa, mogła dać nową odpowiedź na pytanie z raju: „Gdzie jesteś?”. I rzeczywiście odpowiada, bez ukrywania się: „Oto ja służebnica Pańska”. Odpowiada Bogu: „Jestem, żyję, odnalazłam się i odnalazłam moje życie; oto staję przed Tobą we wspaniałej szacie – w szacie Twojej życzliwości i Twojego upodobania. Boże, jestem cała przed Tobą, gdyż Ty przyszedłeś do mnie i zamieszkałeś we mnie. Już nic nie chcę, bo „Ty jesteś bardziej we mnie niż ja sama w sobie”, jak można by powiedzieć za św. Augustynem. Już nie mogę i nie chcę ukrywać się przed Tobą”.

Na pytanie stawiane przez Boga: „Gdzie jesteś?”, Maryja odpowiada: „Oto ja służebnica”, jakby chciała powiedzieć: „Jestem tutaj, by być całkowicie dla Twojej dobrej nowiny i by służyć jej ostatecznemu wypełnieniu. Jestem z Tobą, by wydobywać świat z nagości, by przygotować drogę «trzeciej» dobrej nowinie, tej pełnej, absolutnej i osobowej, to znaczy Jezusowi, Temu, który będzie wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, który zasiądzie na tronie Dawida, który będzie panował nad domem Jakuba i którego panowaniu nie będzie końca”. „Trzecią” i ostateczną dobrą nowiną będzie więc Jezus Chrystus, który objawi się światu w czasie Betlejemskiej Nocy jako pełnia stworzenia, objawienia i zbawienia. Jako Bóg-Człowiek przyniósł On i nieustannie przynosi człowiekowi skarb nowego życia i nowych zdolności duchowych, prowadząc człowieka do tego, co autentycznie nowe, a więc święte.

Wypełnienie obietnicy

Święty Paweł wyjaśnia nam treść dobrej nowiny objawionej w Jezusie Chrystusie i jej znaczenie, które przekazuje każdemu wierzącemu, w hymnie, który zapisał na początku Listu do Efezjan. Wykorzystał do tego hymn, a więc rodzaj literacki podkreślający wzniosłość i wielkość, a tym samym pierwszorzędne znaczenie jakiegoś faktu. Tylko w ten sposób można opiewać Jezusa Chrystusa, który jest osobowo dobrą nowiną: „Niech będzie błogosławiony Bóg, Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich w Chrystusie…”. On jest jedynym autentycznie wzniosłym i wielkim, a tym samym posiada pierwszorzędne znaczenie w dziejach kosmosu i w dziejach każdego poszczególnego człowieka. On jest jedynym, nieomylnym i wyraźnie pociągającym do siebie punktem odniesienia i celem, do którego należy zmierzać w konsekwentniej wędrówce wiary.

Niepokalanie poczęta Maryja ukazuje nam, jak wielką rzeczą jest dobra nowina. Jest to dobra nowina wypełnionej obietnicy, dobra nowina łaski i dobra nowina, którą jest sam Jezus Chrystus, jedyny Zbawiciel. On jest osobową Dobrą Nowiną. Maryja pokazuje, w jaki sposób ta dobra nowina rozwija się i wypełnia, a w konsekwencji, na jakie „wyżyny” wynosi człowieka. Niepokalanie Poczęta jest właściwie czystym dziełem dobrej nowiny, jej najwspanialszym kwiatem, który zakwita i ukazuje się w szarości adwentu ludzkości, pokazując, że ostatecznie zawsze chodzi o blask światła Bożego, które może przeniknąć każdy mrok. Ona jest dziełem łaski Bożej, dziełem boskiego wybrania i owocem odkupieńczego dzieła Chrystusa. Kościół podkreśla nieustannie w swojej wierze, że to dzieło dokonane w Maryi i w Niej jaśniejące jest darem Bożym. W uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi zwraca się do Boga takimi słowami: „Boże […] na mocy zasług przewidzianej śmierci Chrystusa zachowałeś Ją od wszelkiej zmazy”.

Zaufać dobrej nowinie

Kościół za pośrednictwem swojej pedagogii liturgicznej nieustannie prowadzi nas do odkrycia wzniosłości dobrej nowiny; wskazuje na potrzebę okazania jej zaufania, przyjęcia całym sobą jej nośności zbawczej, jej piękna i jej przekształcającej mocy, która płynie z zasług śmierci Jezusa Chrystusa. Maryja jawi się w przesłaniu kościelnym, a zwłaszcza w liturgii Kościoła jako osobowa gwarancja dobrej nowiny oraz owocności jej przyjęcia, aby mogło dokonać się odnawiające przekształcenie człowieka i zwrócenie go w świętości do jego celu, czyli do Boga.

Francuski dramaturg i myśliciel Paul Claudel, medytując nad niepokalanym poczęciem Matki Bożej, zapisał taką trafną refleksję: „Uwięziona wyszła! Wyszła z celi! Wyszła z podziemia! Wyszła ze swego ubrania oraz surowych i postrzępionych opasek! Widzimy, jak zamyka się za Nią otwarta głębia pozbawiona światła, która tak długo Ją ukrywała. To wszystko nie jest już dla nas sklepieniem spartaczonej budowli, która jeszcze niedawno ciążyła całym swoim ciężarem na ramionach filozofa. Jest to grota podobna do owej otchłani w ziemi, która – jak mówi Apokalipsa – otworzyła się, by przyjąć prześladowany i uciekający Kościół”.

Niepokalanie Poczęta, jak mówi poeta, dodała Bogu odwagi do stworzenia świata. W tym samym znaczeniu, ukazuje się dzisiaj przed nami jako Ta, która dodaje nam odwagi do zaufania dobrej nowinie, abyśmy dzięki niemu na Boże pytanie: „Gdzie jesteś?” mogli odpowiedzieć według możliwości naszej wiary: „Oto ja…”, abyśmy nie ukrywali się za parawanem naszej nagości i pustki, popadając w nicość stworzenia, które nie chce przyznać się do swego Stwórcy. Wiemy dobrze, że „stworzenie bez Stwórcy zanika”, jak naucza konstytucja Gaudium et spes II Soboru Watykańskiego.

Patrząc na Maryję w majestacie udzielonej Jej najwyższej łaski i w zachwycie dla pełni Jej wiary, za pośrednictwem której przyjęła Boga żywego do swego serca, można konkretnie już dzisiaj odważnie przeżywać zdanie z hymnu Te Deum – Ciebie Boga wysławiamy: „W Tobie, Panie, zaufałem, nie zawstydzę się na wieki”, nie zawstydzę się, bo jest ze mną Twoja łaska, jesteś Ty, której sprawiasz we mnie wszystko, co dobre i co zbawcze, co mnie przemienia i podnosi do Ciebie.

Wygrać próbę naszą wolności

Niepokalana Królowa Polski zwraca się do nas z bardzo podstawowym, a zarazem najbardziej zasadniczym przesłaniem. Pierwszym naszym zdaniem jest zaufać Bożej łasce w życiu osobistym i w życiu społecznym. Boże życie jest i powinno stawać się coraz dojrzalej naszym duchowym bogactwem, gdyż tylko w ten sposób będzie można wygrać nieustannie obecną i ciągle dochodzącą do głosu w naszym życiu próbę wolności. Pociąga to za sobą fundamentalne zadanie i wysiłek życia w stanie łaski, jak mówimy językiem teologii i naszych katechizmów. Brzmi to może nieco sztucznie, ale pozostaje nieusuwanym faktem, że jest to coś najbardziej podstawowego. Maryja uczy nas zatem, by oprzeć nasze życie na „zasadzie pierwszeństwa łaski”, jak wielokrotnie podkreślał papież św. Jan Paweł II. Nasze osobiste wygrywanie dzięki łasce próby wolności stanie się naszym pierwszym bogactwem duchowym, które będzie potem promieniowało na nasze życie społeczne, narodowe i państwowe. Będzie to potwierdzenie, że wędrujemy wraz z Niepokalaną Królową Polski.

KONFERENCJA 3

Matka i wzór macierzyństwa

W uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi, obchodzonej w dniu 1 stycznia, Kościół zwraca się w swojej modlitwie do Boga w sposób niezwykle wymowny: „Boże, Ty przez dziewicze macierzyństwo Najświętszej Maryi Panny obdarzyłeś ludzi łaską wiecznego zbawienia”. Ta starożytna modlitwa przypomina, że w boskie dzieło zbawienia jest ściśle wpisana postać Maryi, którą Bóg wybrał na Matkę swojego Syna, który stał się człowiekiem. Ilekroć wspominamy narodzenie Jezusa w Betlejem, a tym samym także nasze zbawienie, tylekroć staje przed nami postać Maryi, która wpisuje się dogłębnie w tę tajemnicę, gdyż była Jego Matką. Narodzenie Jezusa i dokonane przez Niego cudowne dzieło naszego zbawienia mocno narzuca nam potrzebę uwzględniania Jego Matki z tym wszystkim, co ono wyraża i na co zwraca naszą uwagę Jej macierzyństwo w historii zbawienia i konkretnych okolicznościach naszego życia. Celem naszej wędrówki wiary jest osiągnięcie zbawienia, dlatego powinna stać się nam wyjątkowo bliska tajemnica Matki. Łączy się ona ściśle z tytułem Królowa Polski, który nadajemy Maryi, ponieważ najczęściej zwracamy się do Niej mówiąc: „Matko i Królowo”. Tytuł Królowa jest bardziej uroczysty, natomiast tytuł Matka jest bardziej codzienny i nawiązuje do naszych codziennych doświadczeń i odczuć. Dlatego do niego musimy koniecznie nawiązać w naszych pielgrzymkowych rozważaniach.

Maryjny rys tajemnicy zbawienia

Postać Matki Jezusa przypomina nam zatem, że Syn Boży stał się prawdziwym człowiekiem. Ten niewymowny cud boskiej mocy i boskiego zniżania się do człowieka, ściśle jest związany z przyjęciem człowieczeństwa przez wieczne Słowo. Ojcowie Kościoła wypracowali zasadę, którą kierowali się w swoim nauczaniu i którą zostawili nam jako dziedzictwo, a która mówi, iż to zostało zbawione w człowieku, co zostało przejęte przez Syna Bożego we wcieleniu. Integralność naszego zbawienia, czyli zbawienie całego i każdego człowieka, domaga się, aby Syn Boży był prawdziwym człowiekiem. To prawdziwe człowieczeństwo zapewnia właśnie fakt, iż narodził się On w pełni po ludzku z ludzkiej matki. Chociaż początek człowieczeństwa Chrystusa ma charakter cudowny, to jednak pozostaje faktem, że jest ono prawdziwe, to znaczy takie samo jak każdego człowieka. Z tego powodu możemy być pewni, że każdy z nas, z całym swoim człowieczeństwem, może osiągnąć zbawienie.

Nie będzie nigdy przesadą podkreślanie tego podstawowego faktu, że Maryja, jako jedna z ludzkości, jedna z nas, nasza Siostra, uczestniczy w tajemnicy wcielenia Syna Bożego w sposób najbardziej dogłębny i bezpośredni, w sposób najbardziej kobiecy, pełnią swojej kobiecości, to znaczy jako Matka, a więc rodzicielka, opiekunka, wychowawczyni i towarzyszka losu swojego Syna. Można w sposób uprawniony mówić, że tajemnica zbawienia ma dogłębny rys kobiecy i macierzyński, który nie jest jej ozdobą, ale wskazuje na jej istotny wymiar i odniesienie. Z tego powodu Kościół nieustannie kontempluje to wydarzenie i czyni z niego przedmiot swojego uwielbienia Boga. Każdy obraz Maryi z Dzieciątkiem Jezus na ręku o tym nam przypomina i w nas odnawia świadomość tego wielkiego wydarzenia.

Znaleźli Dziecię i Jego Matkę

Święty Łukasz Ewangelista, znany ze swojej wrażliwości i delikatności, nie wnikając w szczegóły narodzenia Jezusa Chrystusa, w swoim opisie narodzin Jezusa stwierdza po prostu: „Pasterze pospiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie”. Pojawiło się Niemowlę i to jest teraz najważniejsze. To niemowlęctwo wcielonego Syna Bożego jest początkiem Jego ludzkich dziejów pośród ludzi na ziemi. Wszystko, co będzie miało miejsce w Jego późniejszym życiu, jest bezpośrednio uwarunkowane tym podstawowym faktem narodzin z Maryi. Oczywiście, jest to fakt zdumiewający dla samej Maryi jako Matki, ale jest to po prostu fakt. Maryja zachowuje wszystkie te sprawy w swoim sercu, ale wchodzą one do Jej serca za pośrednictwem tego, co się dokonuje, co jest związane z konkretnymi wydarzeniami, co ma swoje czas i miejsce. Dziecię zostaje obrzezane i zostaje Mu nadane imię. W ten sposób w pełni zostaje włączone w ludzką historię, w tradycję religijną swojego narodu i dzieje ludzi. Zwłaszcza fakt nadania imienia jest wyjątkowym potwierdzeniem konkretności osobowej i historycznej Niemowlęcia – teraz jest ono już w sposób najpełniejszy uczestnikiem ludzkich dziejów.

Święty Paweł w Liście do Galatów, opisując skutki zbawcze dzieła Jezusa Chrystusa, stwierdza dosadnie, że zostały one sprawione przez tego, który w „pełni czasu” został „zrodzony z Niewiasty”. Jakby streszczając to, co zapisał św. Łukasz, Apostoł Paweł już z perspektywy krzyża i zmartwychwstania Chrystusa, patrzy na Jego początek, odnajdując w nim genezę wypełnionego zbawienia. Jest dla niego oczywiste, że u tego początku, w sposób konieczny, jest usytuowana postać Niewiasty, która zapewnia realizm dzieła zbawczego. Nawiązując do tego faktu, możemy za Apostołem Piotrem chlubić się, że w naszej wierze nie postępujemy za wymyślonymi mitami, ale opieramy się na faktach historycznych (por. 1 P 1, 12). To Ona po ludzku i ze względu na nas ludzi gwarantuje, że mogliśmy otrzymać przybrane synostwo, czyli ten pierwszorzędny dar dokonanego zbawienia, odkupienia i usprawiedliwienia Bożego.

Nie ulega więc wątpliwości, że w Nowym Testamencie macierzyństwo Maryi jest częścią wydarzenia zbawczego, którego dokonał Syn Boży przyjmując ludzkie ciało. Oznacza to również, że chrześcijanin powinien uwzględniać tę tajemnicę w swojej wierze i w swojej kontemplacji narodzin Chrystusa. Nie przypadkiem najstarsze, pochodzące już z IV wieku, wspomnienia liturgiczne Maryi i Jej udziału w tajemnicy zbawienia są ściśle związane z tajemnicą narodzin Chrystusa. Tajemnica wcielonego Syna Bożego ściśle splata się z tajemnicą Jego Matki. Dzieje się podobnie jak w życiu każdego człowieka, którego życie jest nierozdzielnie związane z ciałem i życiem jego matki. Dlatego starożytny autor hymnu Akathistos nie waha się śpiewać:

„Zdrowaś, Ty jesteś tronem Króla.

Zdrowaś, Ty nosisz Tego, który nosi wszystko.

Zdrowaś, gwiazdo, co wprowadza słońce.

Zdrowaś, żywocie Bożego Wcielenia.

Zdrowaś, przez Ciebie odnawia się stworzenie.

Zdrowaś, przez Ciebie Stwórca dzieckiem się staje.

Zdrowaś, Nieskalana Matko”.

Macierzyństwo wzorcze

Kontemplując macierzyństwo Maryi i dostrzegając, że ma ono charakter zbawczy, nie sposób pominąć faktu, że ma ono również charakter wzorczy. Ma ono coś wielkiego i ważnego do przekazania chrześcijanom, by wywrzeć na nich swój formujący i zachęcający wpływ. Chodzi o to, by w tej tak bardzo podstawowej funkcji kobiecej, tak bardzo włączonej w tajemnicę zbawienia, że staje się jej wymiarem, odkrywać także jej głębszą wymowę ludzką, która może ulec pomniejszeniu, a nawet zafałszowaniu. W dzisiejszych czasach na pewno można wyciągnąć wiele wniosków za faktu macierzyństwa Maryi, które powinny znaleźć przedłużenie w naszej postawie duchowej.

Trzeba więc najpierw zauważyć, że macierzyństwo Maryi mówi coś bardzo zasadniczego każdemu chrześcijaninowi, a nie tylko kobiecie jako matce. Każe więc pochylić się nad tajemnica macierzyństwa w ogóle, by dostrzec jego wielkość i wartość, a nawet sakralność. Skoro sam Bóg posłużył się macierzyństwem kobiety w realizacji swego zamysłu zbawienia, to wynika z tego, że macierzyństwo jest czymś drogocennym w oczach Bożych, czymś na czym stale spoczywa Jego miłujące spojrzenie wzrok i Jego błogosławieństwo. Syn Boży afirmuje do końca macierzyństwo i jego wyjątkową godność, poddając się jego funkcjonowaniu i sam biorąc na siebie, i to na wieczność, jego konsekwencje, skoro już na wieczność będzie także prawdziwym człowiekiem. Macierzyństwo posiada odniesienie do Boga i do Jego działania w człowieku, a tym samym cieszy się jego przychylnością.

Trzeba na ten fakt zwrócić tym większą uwagę, że w dzisiejszych czasach macierzyństwo bywa redukowane tylko do funkcji biologicznej. Stosuje się do niego cały zespół pojęć, które dokonują jego biologizacji i materializacji, np. nagminnie używane pojęcie reprodukcji. Gubi się w ten sposób nie tylko duchowa i sakralna funkcja macierzyństwa, ale jego specyfika posiadająca wymiar głęboko ludzki i kobiecy. Gubi się w ten sposób szacunek dla przekazywania życia i jego odniesienie do uświęcenia człowieka. Otwiera się tu przed chrześcijaninem ważna inspiracja i rodzi zadanie utrwalania chrześcijańskiego rozumienia macierzyństwa. Macierzyństwo Maryi jest w tym przypadku zasadniczą wskazówką, która może w tym dopomóc.

Macierzyństwo Maryi ma także bezpośrednie odniesienie do życia kobiety. Wskazuje na to, że macierzyństwo, będąc szczególnym uzdolnieniem danym kobiecie, stanowi także jej duchowe bogactwo, a tym samym wyznacza specyficzną drogę uświęcenia. Dla Maryi macierzyństwo stało się drogą świętości i duchowego rozwoju. Potwierdziła ona, że – jak wielokrotnie podkreślają wypowiedzi biblijne – kobieta uświęca się przez rodzenie dzieci. Nie oznacza to, że jest to jedyna droga jej świętości, ale na pewno pozostaje drogą najbardziej powszechną i naturalną, odpowiadającą jej wrodzonym uzdolnieniom i jej misji w dziejach ludzkich.

I znowu trzeba zwrócić uwagę, że w dzisiejszym czasie, pod naciskiem rozmaitych nurtów feministycznych i „politycznej poprawności” macierzyństwo bywa mocno pomniejszane i kwestionowane jako wartość dla kobiety. Niejednokrotnie kwalifikuje się je nawet jako patologię, chorobę, sytuacją wrogą wobec kobiety i jej życiowej drogi. W tej sytuacji rodzi się pilna potrzeba umocnienia chrześcijańskiej wizji macierzyństwa, dla którego Boże objawienie pozostaje niezastąpionym punktem odniesienia, a Maryja Boża Rodzicielka stanowi jego uosobione potwierdzenie. Przypominamy więc, że macierzyństwo jest źródłem błogosławieństwa i uświęcenia. Owszem, jest związane z bólem, trudem, poświęceniem i nieustannym wypełnianiem podjętej misji, skoro do jego urzeczywistnienia należy również opieka nad dzieckiem i jego wychowanie, ale ten wysiłek jest ludzkim elementem dążenia do świętości, który stanowi przygotowanie do przyjęcia łaski i darów Bożych.

Tajemnica Bożego macierzyństwa Maryi wpisuje się harmonijnie w dzieje zbawienia i staje się inspiracją dla wszystkich w uznawaniu tajemnicy wcielenia Syna Bożego. Prowadzi do odkrywania ludzkiego piękna zbawienia przyniesionego przez Jezusa Chrystusa, który stał się człowiekiem rodząc się z kobiety. W tym świetle odnawiamy nasze spojrzenie także na Maryję jako Królową, widząc w Niej pierwszą i uprzywilejowaną uczestniczkę dziejów zbawienia. Nasze spojrzenie nie byłoby pełne, gdybyśmy nie uwzględnili, że Maryja jest także punktem odniesienia do spojrzenia na macierzyństwo w ogóle, które domaga się szczególnego szacunku i dowartościowania ze względu na posiadaną dogłębną więź z Bogiem. On jest drogowskazem do odpowiedniego traktowania i docenienia każdej matki, która włączona jest w służbę narodu, ojczyzny i Kościoła właśnie jako matka. Jej misja jest misją na rzecz życia, które buduje i konsoliduje społeczność narodową i kościelną. Pozostaje, w końcu, inspiracją i zachętą dla każdej kobiety, by rozpoznała w macierzyństwie swoją godność i swoje wzniosłe powołanie.

Gdy więc patrzymy na Maryję Matkę i Królową odnajdujemy w Niej punkt odniesienia zarówno dla właściwego rozumienia dziejów zbawienia, jak i dla właściwego rozumienia godności i miejsca kobiety w naszym życiu i w życiu społecznym. Królewska godność Maryi opromienia postać każdej kobiety, zwłaszcza każdej matki, ukazując jej wielkość i misję, która dotyczy nas wszystkich. Niewątpliwie ta królewska godność Maryi staje się już udziałem każdej kobiety, a zadaniem wszystkich pozostaje to odkrywać i uznawać w codziennym życiu. Nie ulega wątpliwości, że możemy się tego uczyć w spojrzeniu na Jasnogórską Matkę i Królową.

 

KONFERENCJA 4

Wiara i nawrócenie wraz z Maryją

W tradycji filozoficznej, zwłaszcza związanej z rozwiniętą w XX wieku fenomenologią, mówi się, że rzeczy odznaczające się szczególną wartością posiadają wpisany w siebie „moment roszczenia”. Oznacza to, że jeśli dostrzega się w czymś wyróżniającą się i wzniosłą wartość, to wtedy rodzi się w tym, kto tę wartość zauważa, potrzeba udzielenia odpowiedzi, wyrażenia wobec tej rzeczy odpowiednio uwznioślonej postawy, zajęcia bezpośredniego stanowiska, a nawet potrzeba zamiany własnych postaw i dokonywanych wyborów. Wartości wołają o to, by na nie osobiście i najbardziej konkretnie odpowiedzieć. Odzwierciedla się w tym odkryciu w pewien sposób stare przekonanie, że „słowa pouczają, a przykłady pociągają”. Wzniosłe zachowanie pobudza do naśladowania, skłania do zajęcia stanowiska, odwołuje się do potrzeby odtworzenia go we własnym życiu.

Ten „moment roszczenia” jest głęboko wpisany w wybitne osoby, które przez to, co prezentują na poziomie duchowym, a także przez dokonane dzieła stają przed nami, domagając się jakiejś reakcji, jakiejś odpowiedzi, podjęcia jakiegoś działania itd. Wobec niektórych ludzi, mówiąc po prostu, nie można pozostać obojętnym – trzeba zareagować uznaniem, a potem także rodzącym się z tego uznania czynem. W wybitnych ludziach skrywa się jakaś szczególna moc oddziaływania, nawet jeśli niczego nie mówią i wprost do nas się nie zwracają. Świat międzyludzkich relacji jest naznaczony wzajemnym oddziaływaniem, które wywiera bardzo zbawienny wpływ na nasze zachowania, decyzje, pragnienia i podejmowane zamierzenia. Już starożytni zauważali to zjawisko i budowali na nim swoje postawy i odnosili do niego zwłaszcza formowanie młodych ludzi.

„Przykład świętych nas pobudza”

Nie ulega wątpliwości, że zarysowane tutaj obserwacje mają szerokie odzwierciedlenie w kościelnym kulcie świętych, na czele z kultem samej Matki Bożej. W prefacji mszalnej o świętych stwierdza się z głębokim przekonaniem: „przykład świętych nas pobudza”, a celem tego pobudzenia wierzących w Kościele jest „osiągnięcie zbawienia”. Przykład pobudza do naśladowania, do zmiany życia, do nawrócenia, do wejścia na ich drogę, a niejednokrotnie nawet do zdecydowania się na heroizm. Święty Augustyn, szukając natchnienia do nawrócenia, pewnego dnia stwierdził, że skoro liczni przed nim mogli wejść na drogę chrześcijańską i dojrzewać w świętości, to i on może pójść tą samą drogą. „Mogli ci i te, dlaczego więc nie mógłbyś ty, Augustynie”. To odwołanie się do świętych i pociągającej wzniosłości ich świętego życia odegrało niebagatelną rolę w jego nawróceniu, a potem także w jego nauczaniu pasterskim oraz w zachęcaniu innych do nawrócenia i postępowania drogą świętości. Kwestia ta powraca w Kościele w ciągu wieków i stanowi jeden z zasadniczych elementów jego pedagogii świętości, do którego także dzisiaj przywiązuje się dużą wagę. „Roszczenie”, które wypływa ze świętości w Kościele i promieniuje na kolejne pokolenia wierzących, ma w sobie coś bardzo zasadniczego i zawsze czytelnego, coś, co nie pozwala przejść obojętnie obok. Nie można oprzeć się temu specyficznemu i mocnemu, a nawet prowokującemu wezwaniu, ale trzeba próbować na nie odpowiedzieć, decydując się na sformułowanie odpowiedniej rezolucji duchowej oraz podejmując odpowiednią decyzję, która wyrazi się w konkretnych wyborach i postawach.

Postawiony tutaj problem ma znaczenie w odniesieniu do podejmowanego przez nas zagadnienia nawrócenia, które ma podstawowe znaczenie w ramach wiary chrześcijańskiej. Chrześcijanin nawraca się w świetle słowa Bożego i jest w pełnym tego słowa znaczeniu chrześcijaninem, albo nie nawraca się i nie jest chrześcijaninem. W świetle Ewangelii nie ma innej możliwości – nie ma jakiejś drogi pośredniej. Taka jest jedyna możliwość, której domaga się od nas sam Chrystus. Jego pierwsze wezwanie odnotowane przez Ewangelistów brzmi zdecydowanie: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

W naszej wędrówce duchowej chcemy nadać naszemu nawróceniu rys maryjny. Począwszy od ślubów króla Jana Kazimierza kult maryjny, zwłaszcza kult Królowej Korony Polskiej, w Polsce jest widziany w bardzo mocnym związku z imperatywem przemiany obyczajów zarówno osobistych, jak i obyczajów społecznych i narodowych. Oczywiście, było to obecne w polskiej pobożności już na długo przed ślubami królewskimi. Jasna Góra, będąca stolicą Królowej Polski, od samego początku jest „konfesjonałem narodu”, a więc miejscem najbardziej autentycznego nawrócenia, ponieważ nawrócenie katolika albo jest znaczone spowiedzią, albo nie jest w ogóle nawróceniem.

Maryja w Ewangeliach nie mówi ani jednego słowa na temat nawrócenia, ani na temat wiary. Owszem, wyznaje wiarę, choćby w kantyku Magnificat, ale nie mówi niczego o tym, jak należy ją przeżywać, jak trzeba ją wyrażać w codzienności, jak opisać i wyrazić za jej pomocą swoje konkretne wybory i codzienne życie, które składa się z tych wyborów. Nie oznacza to jednak, że podstawowe wezwanie chrześcijańskie, którym jest wezwanie do nawrócenia, nie posiada rysu maryjnego. Do nawrócenia wzywa przede wszystkim świętość Maryi, Jej pełne zjednoczenie z Bogiem, Jej pełnia łaski, Jego najwyższe poświęcenie dla sprawy Bożej, Jej wierność do końca, Jej niezłomność pod krzyżem. Całość postawy Maryi wyrażamy w sposób całkowicie pewny i wyrazisty, mówiąc o Niej po prostu „Najświętsza”. To wszystko głośno i wyraźnie woła do nas i do naszej wrażliwości – to wszystko jest niewymownym roszczeniem, które zwraca się do kolejnych pokoleń chrześcijańskich i do każdego z nas, domagając się naszej odpowiedzi. Kto dostrzega zakorzenione w wierze piękno świętości Maryi, ten nie pozostaje obojętny na zawarte w nim mocne wezwanie do zachwycenia się Jej wzniosłością i do podjęcia próby, aby choć w jakimś stopniu pójść za Nią podobną drogą świętości.

Gdy patrzymy na dzieje ikonografii maryjnej w Kościele, dostrzegamy jak artyści różnych epok starali się uchwycić piękno Maryi, będące manifestacją Jej świętości, a czynili to kierowani bardzo ważną motywacją, a mianowicie starali się w ten sposób wzbudzić w widzu roszczenie, które potem przełożyłoby się na konkretne życie świętości w nowym miejscu i w nowych warunkach. Kto patrzy z wiarą na obraz Jasnogórskiej Królowej, ten czuje się wezwany do pójścia za Nią ewangeliczną i królewską drogą nawrócenia, które kształtuje człowieka i prowadzi go do osiągnięcia pełni człowieczeństwa. Czułe piękno Jasnogórskiego Obrazu, jak również całe piękno, które w konkretnych wierzących on wzbudził, staje się jakoby dalszym i wzmocnionym roszczeniem, które do nas się zwraca, pytając o jakość naszej wiary i naszej świętości.

Wołanie łaski

„Przykład Maryi nas pobudza” – pobudza nas przede wszystkim dar, który otrzymała od Boga, a którym jest „pełnia łaski”. Łaska to życie Boże, którego tylko sam Bóg darmowo udziela człowiekowi, to Boże upodobanie, to Boża przychylność, to piękno, które Bóg wylewa na swoje stworzenie. „Łaska czyni pięknym” – mówi św. Tomasz z Akwinu. Jeśli chcemy zachwycić się Maryją, to obdarowanie Jej łaską przez Boga powinno być pierwszym przedmiotem naszej uwagi. Czyż może być coś wznioślejszego niż Bóg, który łaskawie udziela się człowiekowi i dokonuje jego przemiany. Maryja „ułaskawiona”, to znaczy przeniknięta łaską i przez nią przemieniona, zachwyca nas i promieniuje roszczeniem, abyśmy wszyscy otworzyli się na ten nadzwyczajny dar Boga. A droga prowadząca do tego otwarcia jest tylko jedna – nawrócenie, czyli dogłębna przemiana myślenia i działania, aby Bóg był na pierwszym miejscu. Nie ma przyjęcia łaski bez osobistego, wewnętrznego i opierającego się na głębokim przekonaniu o naszej niegodności nawróceniu, czyli wyrastającej ze słowa Bożego przemianie naszego myślenia i naszego działania.

Piękno świętości Maryi zakorzenionej w Bogu jest bardzo mocnym wezwaniem do nawrócenia, do podjęcia jego trudu, ale zawsze wzmacnianego tym, co ma ono również w sobie obiecującego. Wystarczy spojrzeć na harmonię duszy i ciała Maryi, na spójność wewnętrzną Jej wiary i uczynków, na harmonię Jej miłości Boga i drugiego człowieka, na harmonię cnót wiary, nadziei i miłości, aby pojawiły się, niepokojące i zachęcające zarazem do odpowiedzi, pytania: jaka jest nasza harmonia wewnętrzna, jakie jest nasze życie, jaka jest nasza wiara i nasza miłość – jacy jesteśmy wobec Boga. Ta harmonia jest wzmocniona szczególnym blaskiem, który promieniuje z postaci Maryi. Wystarczy zamyślić się nad tekstami maryjnymi w Nowym Testamencie, aby odczuć wewnętrznie, że Maryja jest rzeczywiście „niewiastą obleczoną w słońce”. Obraz z dwunastego rozdziału księgi Apokalipsy chętnie stosujemy do Maryi, chociaż pierwotnie jest to tekst mówiący o Kościele i jego blasku, który Bóg przez niego rozlewa na całą ludzkość.

Ostateczne wezwanie

Kontemplując postać Maryi dostrzegamy, że to Jej piękno jest pięknem przyjętego całą sobą, niemal każdą tkanką swego bytu, słowa Bożego, a następnie objętego sobą, w nadzwyczajnej mocy tego słowa, Syna Bożego, który stał się człowiekiem. Jest to więc piękno Ewangelii – Dobrej Nowiny, które jest słowem Bożym głoszonym przez Syna Bożego. W spojrzeniu na Maryję odnajdujemy więc w gruncie rzeczy wcieloną Ewangelię, czyli ofiarne przyjęcie największego daru, którego Bóg udzielił człowiekowi. Odnajdujemy w Niej zatem to samo roszczenie, które jest zapisane w Ewangelii. Jest ono tym bardziej wymowne, że jest Ona Ewangelią zrealizowaną, Ewangelią osobową, Ewangelią, która ma konkretny, ludzki kształt. Jako taka Ewangelia ma szczególną wymowę – wymowę ludzkiej bliskości, a zarazem zawiera się niej szczególny moment roszczenia, o którym mówiliśmy na początku.

Z całą pewnością Maryja w swoim zrealizowanym i wzniosłym pięknie, pięknie wyrastającym ze słowa Bożego i z daru łaski, może być widziana jako osobowe wezwanie do nawrócenia i wiary, jako wyjątkowo mocno przemawiające roszczenie, które wzywa nas do nowego życia. Tradycja Kościoła potwierdza, że jest to roszczenie wyjątkowo wymowne i nadzwyczajnie skuteczne. Dlatego pobożność maryjna ma swoją nośność odnawiającą w duchu Ewangelii i w duchu Kościoła. Maryja – Niewiasta Ewangelii woła do nas, abyśmy idąc Jej śladami przyjmowali Ewangelię jako drogowskaz prowadzący do pełnego i wzniosłego życia.

Można, a nawet trzeba na koniec postawić bardzo konkretne i pilne pytanie, czy zauważamy to roszenie, które promieniuje na nas z postaci, dzieła i wzniosłości Maryi. Maryja, Matka i Królowa, zwraca się do nas przede wszystkim swoją świętością, która stawia pytanie o naszą świętość i skłania do udzielenia konkretnej odpowiedzi naszą świętością. Jej świętość domaga się naszej świętości, Jej wiara domaga się naszej wiary, Jej pełnia łaski domaga się od nas troski o otrzymane życie Boże i wszelkie dary, których udzielił nam i chce udzielić Bóg. Maryja, która prowadzi nas do siebie w pielgrzymce wiary, domaga się od nas zintensyfikowania wysiłków, które są naznaczone nawróceniem – w które jest wpisany konfesjonał, na który wskazuje nam Maryja swoją świętością.

 

KONFERENCJA 5

Nowe życie duchu Maryi

W naszej refleksji zwróćmy się obecnie do wieczernika z Dziejów Apostolskich, do którego często powracamy na Jasnej Górze, mówiąc, iż jest ona wieczernikiem, w którym nadal Maryja, Matka i Królowa, pozostaje pośród swoich uczniów, modląc się z nimi i za nich. Ze swoją posługą, pełnioną już z nieba i w nowym, chwalebnym wymiarze, wiernie i czynnie trwa w tajemnicy Kościoła swojego Syna i Jego uczniów. Z wieczernikiem Pięćdziesiątnicy łączy tradycja kościelna nadawany Maryi tytuł Królowa Apostołów, który w pewnym sensie stanowi pierwszy z królewskich tytułów maryjnych i z którego wyrastają wszystkie inne określenia Jej królewskości, a więc także tytuł Królowa Polski. Maryja stanowi centrum żywej wspólnoty uczniów Jej Syna, którzy rodzą się z udzielanego nieustannie w Kościele daru Ducha Świętego, podejmując względem tegoż Kościoła i całej ludzkości, z perspektywy chwały niebieskiej, rozmaite funkcje i zadania. Królowanie Maryi posiada w ciągu wieków te same cechy, które wyraziły się w miejscu, jakie zajęła w wieczerniku, w chwili gdy Kościół przygotowywał się do podjęcia dziejowej misji zleconej mu przez Chrystusa.

Wieczernik modlitwy

Wydarzenie wieczernika, w którym modlą się apostołowie wraz z Maryją w oczekiwaniu na zesłanie Ducha Świętego, które opisują Dzieje Apostolskie, od samego początku jest interpretowane jako wydarzenie wyznaczające początek widzialnej manifestacji Kościoła i jego wyjścia do świata, aby kontynuować misję zbawczą Jezusa Chrystusa. Kilka elementów podkreślonych przez św. Łukasza w jego opisie wskazuje na zasadnicze cechy charakterystyczne tej manifestacji: wspólna i wytrwała modlitwa uczniów wraz z Maryją oraz udzielający się Duch Święty, który uzdania do składania świadectwa wobec świata.

Kościół wyrasta z wspólnej modlitwy uczniów, która stanowi podstawowe przygotowanie do przyjęcia daru Ducha Świętego; na mocy syntezy modlitwy i tego daru urzeczywistnia się skuteczne działanie Kościoła, w którym realizuje on i wypełnia swoją misję powierzoną mu przez Zmartwychwstałego Pana. Dzieje Kościoła w ciągu wieków potwierdzają, że jego złote epoki, epoki jego wyjątkowej działalności ewangelizacyjnej, zapału misyjnego, wysiłków odnowy i budzenia gorliwości, wspaniałych dzieł intelektualnych i porywów mistycznych, których dokonali ludzie Kościoła i w których wyraziła się ich wiara, zostały dogłębnie naznaczone modlitwą, która pozwalała na owocne i skuteczne przyjęcie Ducha Świętego. Kościół w najwyższym stopniu rodzi się więc z wspólnej i wytrwałej modlitwy i z daru paschalnego, którym jest żywy i ożywiający Duch zmartwychwstałego Jezusa. To samo można powiedzieć o życiu każdego chrześcijanina. Na tyle jest on wyrazisty w swojej wierze i skutecznie, w większym bądź mniejszym zakresie, oddziałuje na dzieje, na ile jest wierzącym modlącym się, a nawet „stającym się modlitwą”. Przychodzi na myśl to, co Tomasz z Celano zapisał o św. Franciszku z Asyżu, że „nie był to człowiek, który się modli, ale człowiek, który stał się modlitwą”. Dzięki modlitwie mógł stać się jedną z najbardziej emblematycznych postaci w dziejach Kościoła, którego nadal jesteśmy dziedzicami.

Duchowy powrót do wieczernika

Biorąc pod uwagę te bardzo podstawowe fakty, Kościół musi nieustannie powracać w wierze do wieczernika Pięćdziesiątnicy, by tam uczyć się autentycznego życia oraz zrozumienia teologicznego swojej misji, a także odkrywać tajemnicę swojej skuteczności w dziejach ludzkich i zasadę swojego zbawczego wędrowania. Lekcja wieczernika pozostaje ponadczasowa dla Kościoła i wszystkich wierzących. W tym miejscu odsłania się także maryjny wymiar Kościoła – to, co urzeczywistnia się w nim na początku i w ciągu wieków, najpierw i najbardziej osobowo urzeczywistniło się w Maryi, stanowiąc jego duchowe bogactwo i niewyczerpany przykład na wszystkie wieki. Maryja jest pierwszym Kościołem, który osiągną swoją pełnię, dlatego jest Ona także drogowskazem dla Kościoła i wszystkich wierzących. Nie przypadkiem tak bardzo podkreśla się dzisiaj w spojrzeniu na Maryję, że jest Ona „wzorem cnót”.

Papież św. Jan Paweł II pisał w encyklice Redemtoris Mater poświęconej Matce Bożej w misji Kościoła: „Maryja, po wydarzeniach zmartwychwstania i wniebowstąpienia, wszedłszy wraz z Apostołami do Wieczernika w oczekiwaniu Pięćdziesiątnicy, pozostawała tam jako Matka uwielbionego Pana. Nie tylko była Tą, «która szła w pielgrzymce wiary i utrzymała wiernie swe zjednoczenie z Synem aż do Krzyża», ale była równocześnie tą «służebnicą Pańską», którą Syn pozostawił jako Matkę wśród rodzącego się Kościoła: «Oto Matka twoja». Zaczęła się więc kształtować szczególna łączność pomiędzy tą Matką a Kościołem. Wszak ten rodzący się Kościół był owocem Krzyża i zmartwychwstania Jej Syna. Maryja, która od początku oddała się bez reszty osobie i dziełu Syna, nie mogła tego macierzyńskiego oddania nie przenieść od początku na Kościół. Macierzyństwo Jej – po odejściu Syna – pozostaje w Kościele jako pośrednictwo macierzyńskie: wstawiając się za wszystkimi swoimi dziećmi, Matka współdziała w zbawczym dziele Syna, Odkupiciela świata. Uczy bowiem Sobór: «Macierzyństwo Maryi w ekonomii łaski trwa nieustannie […] aż do wiekuistego dopełnienia się zbawienia wszystkich wybranych». Taki uniwersalny wymiar zyskało macierzyńskie pośrednictwo Służebnicy Pańskiej wraz z odkupieńczą śmiercią Jej Syna, ponieważ dzieło Odkupienia ogarnia wszystkich ludzi” (nr 40).

Czytając teksty ewangeliczne, w których jest mowa o Maryi, z łatwością zauważamy, że jest Ona tą, która się modli, a w ten sposób przygotowuje się na przyjęcie Ducha Świętego, który uzdania Ją do wypełnia tej misji, którą zlecił Jej przedwieczny Ojciec. W mocy modlitwy rozwija się potem całe Jej życie, dopełniające się w wieczernikowej modlitwie za uczniów i przyjaciół Jej Syna, czyli wszystkich chrześcijan. Maryja w świetle Ewangelii jawi się rzeczywiście jako „Orantka doskonała”, jak określa Ją Katechizm Kościoła Katolickiego (nr 2679). Jej życie jest przeniknięte wytrwałą i gorącą modlitwą, która sprawia, że Jej serce pozostaje nieustannie zjednoczone z Bogiem, otwarte na Jego dary, ale także na zadania, które zostaną Jej zlecone i które Ona sama odkryje. To o Niej można powiedzieć w najwyższym stopniu to, co cytowany wyżej Tomasz z Celano powiedział o św. Franciszku z Asyżu. Maryja nie jest już kobietą, która się modli, ale „kobietą, która stała się modlitwą”. To chce powiedzieć zastosowane do Niej miano Orantki doskonałej. Tradycja ikonograficzna Kościoła jest bardzo jednoznacznym świadectwem tego faktu, gdy najchętniej przedstawia Maryję w postawie modlitwy, najczęściej w momencie zwiastowania i momencie zesłania Ducha Świętego.

Dzięki tej dogłębnej przemianie wewnętrznej, rodzącej się z zażyłej wspólnoty z Bogiem, przygotowała się Ona do tego, by przyjmować w swoim życiu i w swojej życiowej misji dar Ducha Świętego oraz – co ważniejsze – pozostawać z Nim dogłębnie zjednoczona. Dlatego też zwłaszcza wschodnia tradycja kościelna nazywa Ją „Pnematoforą”, czyli Nosicielką Ducha. Mówiąc nieco innym językiem, mówi się też o Maryi jako „nowym stworzeniu”, a także o „stworzeniu ukształtowanym przez Ducha Świętego”. Współczesna teologia i pobożność – nawiązując do nowych doświadczeń duchowych i kościelnych – bardzo często stara się wyrazić tę samą prawdę, mówiąc o Maryi jako „pierwszej Charyzmatyczce”. Jej królowanie nad nami i naszym narodem możemy widzieć jako szczególny charyzmat, czyli dar, poprzez który przyczynia się ona do odnawiania i budowania Kościoła, jak określa funkcję charyzmatu II Sobór Watykański. Królewskość Maryi rozciągająca się z Jasnej Góry jest królewskością odnawiającą i budującą naszą polską wspólnotę kościelną, a może być taka ponieważ zakorzenia się w Jej modlitwie i modlitewnym zjednoczeniu z osobami Bożymi.

Te doświadczenia i zadania duchowe Maryja wniosła do wieczernika, w którym apostołowie i uczniowie oczekiwali na wypełnienie się paschalnej obietnicy Zmartwychwstałego. Tam, stanowiąc centrum pierwotnego Kościoła, przekazywała swoje duchowe odkrycia i doświadczenia uczniom, współdziałając w przygotowaniu ich do wypełnienia misji zleconej przez Chrystusa, Jej Syna. Nie było to jakieś dodatkowe ich pouczanie, mające na celu uzupełnienie tego, co usłyszeli od Chrystusa, ale stała się Ona żywym przykładem dla wspólnoty uczniów, przykładem wytrwalej modlitwy wraz z nimi oraz ufnego oczekiwania na spełnienie Chrystusowej obietnicy. W ten sposób Maryja nadal ukazuje, na czym polega przygotowanie na przyjęcie nowego życia, które Chrystus wysłużył wszystkim na krzyżu i które jako Zmartwychwstały chce łaskawie wszystkim przekazywać. Centrum tego nowego życia, zarówno w wymiarze wspólnotowym, jak i indywidualnym, stanowi więc wytrwała i pełna zapału modlitwa, zwłaszcza modlitwa połączona z prośbą o największy dar Chrystusa, którym jest Jego Duch – Duch Święty i Uświęciciel.

Maryja wobec uczniów Jezusa

Maryja świadczy więc wobec uczniów, że nowe życie w wierze polega najpierw na wspólnotowej i wytrwałej modlitwie. Maryja w całym swoim życiu, a zwłaszcza w tajemnicy wieczernika, jest żywym przykładem, że podstawą nowego życia, które wysłużył Chrystus, jest następnie otwarta akceptacja wspólnoty uczniów, jak do wspólnoty odnosi się Jego dzieło zbawcze. Duszą życia tej wspólnoty jest rozwijana konsekwentnie dalsza modlitwa, która potem domaga się żywotnego i wytrwałego kontynuowania w podejmowanych dziełach. Modlitwa, jakkolwiek jest zawsze darem Bożym, wyraża poniekąd „oddolne” działanie, z którym człowiek zwraca się do Boga, przygotowując się na Jego przyjęcie i na Jego dary.

Tylko na tak przygotowany grunt duchowy może zstąpić Duch Święty ze swoimi darami, które stają się skuteczną mocą misji do podjęcia – misji, która tylko dzięki Niemu może stać się płodna i owocna w dziejach zbawienia. Duch Chrystusa jest Duchem mocy, który to, co ludzkie – odpowiednio przygotowane – przemienia i ukierunkowuje na wypełnienie zamysłu Bożego. Z tej racji Duch Święty jest tradycyjnie uważany za właściwego i pierwszego Twórcę Kościoła w dziejach, a tym samym jest on kontynuatorem dzieła zapoczątkowanego przez Jezusa Chrystusa – Założyciela Kościoła. Kościół żyje Duchem Świętym i w Nim się odnawia, aby być sakramentem zbawienia i znakiem powszechnej jedności.

Na podstawie wspomnianych wyżej ogólnie kwestii, które posiadają jednak wzorcze znaczenie, widzimy bardzo dobrze, na czym polega autentyczne, to znaczy eklezjalne, uczestniczenie w boskim darze zbawienia. Jest ono zawsze syntezą wspólnoty, modlitwy i daru Chrystusa Zmartwychwstałego, którym jest Duch Uświęciciel. W każdym naszym pielgrzymowaniu na Jasną Górę do tronu Królowej Polski i na samej Jasnej Górze te trzy elementy dojrzewają i osiągają duchową syntezę, to znaczy stajemy się autentycznie Kościołem. W drodze na Jasną górę i przed Obrazem Jasnogórskim rozpoznajemy się jako wspólnota kościelna, narodowa, rodzinna, przyjacielska. Doświadczamy pierwszorzędnego znaczenia modlitwy jako ożywczego „oddechu” naszej wiary i za jej pośrednictwem doznaje ona odnowy i umocnienia, a także pobudza nasza gorliwość. Odnawia się w nas zarazem obecność Ducha Świętego, obecność uświęcająca, umacniająca i zapalająca, obecność charyzmatyczna, która każe nam podjąć zdanie odnawiania Kościoła i budowania go w okolicznościach naszego życia i w wypełnianiu naszych powołań.

Te trzy elementy: wspólnota, modlitwa i dar Ducha Świętego, nierozłącznie są wpisane w urzeczywistnianie się Kościoła i tylko odpowiednio łącząc te trzy elementy ze sobą w naszym życiu i w naszych dziełach, stajemy się dojrzałymi chrześcijanami. Do takiej prawdziwie królewskiej syntezy, zarówno zachęca nas, jak i konkretnie prowadzi przewodząca nam Maryja, Królowa Apostołów i nasza Królowa. Pozostając obecna pośród nas, uczy nas bycia Kościołem i bycia chrześcijańskim narodem.

 

KONFERENCJA 6

Kontemplować i głosić miłość Boga

Od początku chrześcijanie zastanawiają się nad tym, co skłoniło Boga do tego, że posłał na świat swego Syna, aby stał się człowiekiem (Cur Deus homo). Dogłębnie przemyślał to zagadnienie św. Augustyn, który wielokrotnie do niego powracał w swoich kazaniach, starając się na nim budować wiarę swoich słuchaczy. W tym miejscu przypomnimy tylko te racje wskazane przez św. Augustyna, które odnoszą się do podstawowych cnót chrześcijański: wiary, nadziei i miłości.

Wcielenie Syna Bożego daje wierze chrześcijańskiej większą pewność, ponieważ dzięki niemu sam Bóg bezpośrednio przemawia do człowieka – nie posługuje się już pośrednikami. Stwierdza więc św. Augustyn: „Aby człowiek mógł bezpieczniej zmierzać do prawdy, sama Prawda, Syn Boży, kładzie podwaliny wiary”. Z tej pogłębionej w swej pewności wiary może budzić się żywa nadzieja. I znowu św. Augustyn poucza: „Nie było rzeczy tak potrzebnej dla obudzenia w nas nadziei, jak dowód, że Bóg nas bardzo miłuje, a czyż jest dowód bardziej oczywisty niż fakt, że Syn Boży zechciał stać się uczestnikiem naszej natury?”. W końcu wcielenie Syna Bożego, zgodnie zresztą z pouczeniem św. Jana Ewangelisty, służy rozpaleniu w człowieku miłości do Boga. Pyta św. Augustyn: „Cóż ważniejszego skłoniło Pana do przyjścia niż okazanie swej miłości do nas?”, i odpowiada: „Jeśli pokochać było trudno, nie ociągajmy się przynajmniej z odwzajemnianiem się miłością na miłość”. Można, oczywiście podać wiele innych racji, które przemawiają za tym, że było odpowiednie, aby Syn Boży stał się człowiekiem, chociaż trzeba także powiedzieć, że wiele innych racji pozostaje przed nami ukryte w głębiach tajemnicy Boga. Możemy tym samym podać także wiele racji, które przemawiają za tym, że było odpowiednie, aby Syn Boży stając się człowiekiem miał ludzką Matkę i aby łączyła Go z Nią najbardziej ludzka i synowska więź. Wymieniając te racje trzeba nade wszystko pamiętać, że dokonało się to wszystko w dziejach dla nas i dla naszego zbawienia.

Zwierciadło wszelkiej świętości

Papież Benedykt XVI w encyklice na temat miłości chrześcijańskiej Deus caritas est odwołał się na końcu do Matki Bożej jako wzoru i zwierciadła wszelkiej świętości, pokazując, że w Niej wymienione za św. Augustynem wyżej trzy cnoty, stanowiące centrum świętości chrześcijańskiej, zrealizowały się w najwyższym stopniu. Pisał papież: „Pomiędzy świętymi wyróżnia się Maryja, Matka Pana i odzwierciedlenie wszelkiej świętości. W Ewangelii św. Łukasza znajdujemy Ją zaangażowaną w posługę miłości wobec krewnej Elżbiety […] – mówi przy okazji tej wizyty – «Wielbi dusza moja Pana» i wyraża w ten sposób, jaki jest program Jej życia: nie stawiać siebie w centrum, ale zostawić miejsce dla Boga spotkanego zarówno w modlitwie, jak i w posłudze bliźniemu – tylko wtedy świat staje się dobry. Maryja jest wielka dlatego właśnie, że zabiega nie o własną wielkość, lecz Boga. Jest pokorna: nie chce być niczym innym jak służebnicą Pańską. Ona wie, że jedynie wtedy, gdy nie wypełnia swojego dzieła, ale gdy oddaje się do pełnej dyspozycji działaniu Bożemu, ma udział w zbawianiu świata. Jest niewiastą nadziei: tylko dlatego, że wierzy w obietnice Boże i oczekuje zbawienia Izraela, anioł może przyjść do Niej i wezwać Ją do ostatecznej służby tym obietnicom. Ona jest kobietą wiary: «Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła», mówi do Niej Elżbieta. Magnificat – żeby tak powiedzieć, portret Jej duszy – jest w całości utkany z nici Pisma Świętego, z nici Słowa Bożego. W ten sposób objawia się, że w Słowie Bożym czuje się Ona jak u siebie w domu, z naturalnością wychodzi i wchodzi z powrotem. Ona mówi i myśli według Słowa Bożego; Słowo Boże staje się Jej słowem, a Jej słowo rodzi się ze Słowa Bożego. Ponadto w ten sposób objawia się również, że Jej myśli pozostają w syntonii z myślami Bożymi, że Jej wola idzie w parze z wolą Boga. Ona, będąc wewnętrznie przeniknięta Słowem Bożym, może stać się Matką Słowa Wcielonego. W końcu: Maryja jest kobietą, która kocha. Jak mogłoby być inaczej? Jako wierząca, która w wierze myśli zgodnie z myślą Bożą i pragnie według Bożej woli, może być jedynie niewiastą, która kocha. Wyczuwamy to w cichych gestach, o których mówią ewangeliczne opowiadania o dzieciństwie. Widzimy to w delikatności, z jaką w Kanie dostrzega potrzebę małżonków i przedstawia ją Jezusowi. Widzimy to w pokorze, z jaką przyjmuje to, że pozostaje w cieniu w okresie publicznego życia Jezusa, wiedząc, że Syn musi teraz założyć nową rodzinę i że godzina Matki nadejdzie dopiero w chwili krzyża, która będzie prawdziwą godziną Jezusa. Wówczas, gdy Uczniowie uciekną, Ona pozostanie u stóp krzyża; później, w godzinie Pięćdziesiątnicy, oni będą cisnąć się do Niej w oczekiwaniu Ducha Świętego” (nr 41).

Bliskość z Bogiem

Przytoczony tekst papieski pokazuje nam tajemnicę Maryi w aspekcie Jej świętości, a zarazem pokazuje kluczowy element Jej doświadczenia, który tę świętość ożywia. Jest nim konkretne przeżywanie bliskości Boga w spotkaniu z Jezusem Chrystusem, Jej Synem, który jest równocześnie Synem Bożym. Zakorzeniona w słowie Bożym i nim dogłębnie przeniknięta, Maryja rozpoznaje działanie Boże i samego Boga, a z tego rozpoznania rodzi się Jej wrażliwość na to, co dzieje się w świecie i na potrzeby, których doznają spotykani ludzie.

Już ojcowie Kościoła podkreślali, że Maryja w dwojaki sposób była złączona z tajemnicą Chrystusa. Była z nią złączona jako Matka, z której narodził się wcielony Syn Boży – prawdziwy człowiek – ale w o wiele większym stopniu była złączona z tą tajemnicą przez wiarę, wiarę rozwijającą się, przechodzącą przez próby – łącznie z próbą krzyża, do którego okrutnie przybito Jej Syna i na którym umarł w niewymownym cierpieniu – wiarę osiągającą dojrzałość, wiarę promieniującą na innych. A nie byłaby ta wiara taka, gdyby nie był w nią wewnętrznie wpisany poryw kontemplacji – to ona sprawia, że człowiek może zamieszkać w Bogu jak w domu. Jak filozof, aby się rozwijać, potrzebuje myślenia, nie wolnego od ofiarnego wysiłku i poświecenia, tak wierzący potrzebuje modlitwy i kontemplacji, aby stawał się w pełni wierzącym i aby zasługiwał na błogosławieństwo Boże. Są to zagadnienia wewnętrznie powiązane ze sobą: nie ma wiary bez modlitwy i kontemplacji, a więc nie ma też nadziei i miłości, czyli bez modlitwy nie ma czynu chrześcijańskiego, który jest bezpośrednim wyrażeniem i potwierdzeniem nadziei i miłości. Kontemplacja jest wewnętrznym tchnieniem ożywiającym wierzącego w drodze do świętości – to ożywienie wyraża się w cnotach codziennego życia chrześcijańskiego.

Rozważała w swoim sercu

Święty Łukasz – Ewangelista modlitwy i kontemplacji – w swoim obrazie Maryi, który tak szeroko odmalował w swojej Ewangelii, pokazuje nam Maryję przede wszystkim jako Kobietę kontemplującą. Co więcej, Jej kontemplację wiąże bardzo jednoznacznie z tajemnicą wcielenia Syna Bożego. Opisując narodziny Jezusa i pokłon pasterzy, św. Łukasz podsumowuje te wydarzenia w taki sposób: „Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (2, 19). Odwołując się do zwrotu: „rozważanie w sercu”, Ewangelista chce podkreślić, że Maryja pozwoliła po prostu, aby duchowo i dogłębnie przeniknęło Ją to, co się dokonywało w Niej i obok Niej, w czym uczestniczyła i na co patrzyła. Wnikała swoją wiarą w tajemnice Boże, których była tak blisko – najbliżej, jak tylko można! – i w które była zaangażowana. Tajemnica wcielenia mogła więc Ją przeniknąć i mogła potem odzwierciedlić się w Jej życiu i w Jej działaniach. Ona opromieniała Jej życie i Jej działanie. Kontemplacja tajemnicy wcielenia Syna Bożego stała się ożywczym tchnieniem Jej wiary, nadziei i miłości, tych podstawowych cnót chrześcijańskich, które potem przełożyły się na Jej czyny świętości i ostatecznego poświecenia się dla Boga.

Maryja jawi się nam więc jako Kobieta kontemplująca wcielenie Syna Bożego, które potem głosi w czynach świętości. W tym obrazie Maryi, wyraźnie wynikającym z Ewangelii, otrzymujemy zachętę, powracającą zresztą w ciągu wieków w doświadczeniach świętych, do tego, aby wcielenie Syna Bożego, w najwyższym stopniu zbliżające do nas tajemnicę miłości Bożej, było stałym przedmiotem naszej kontemplacji. To nie jest tylko zadanie na okres Bożego Narodzenia, ale powinien to być punkt odniesienia dla każdego dnia naszego życia i naszego duchowego wzrostu. Doświadczenia wielu świętych, począwszy do św. Jana Ewangelisty tak blisko złączonego z Maryją, nie pozostawiają wątpliwości, że chodzi w tym przypadku o bardzo fundamentalną sprawę naszej wiary i naszych czynów, szczególnie owocnego głoszenia tajemnicy Chrystusa w dzisiejszym świecie. Jak tajemnica wcielenia Syna Bożego stała się potwierdzeniem nadejścia „pełni czasu” (Ga 4, 4), tak jej przeżycie w kontemplującej wierze pozwala odczuć, że ta tajemnica jest także pełnią naszego czasu – pełnią czasu każdego z nas.

Przekazywać owoce kontemplacji

Mówiąc o potrzebie modlitwy i kontemplacji, trzeba zwrócić uwagę, że nie jest ona celem samym w sobie. Za św. Tomaszem z Akwinu możemy powiedzieć, że najwznioślejszy ideał życia chrześcijańskiego polega na tym, aby owoce kontemplacji przekazywać innym. Patrząc na Maryję, Matkę Zbawiciela, bardzo wyraźnie ten ideał się odzwierciedla. Maryja, będąc Kobietą modlącą się, jest cała dla innych – dla nas. Także tytuł Królowa Polski, który Jej nadajemy dobrze oddaje ten fakt. Maryja jest dla nas, a ta jej „pro-egzystencja”, jak mówi chętnie dzisiejsza teologia wyrasta z Jej modlitwy i kontemplacji. Potwierdza Ona, że tylko ten może być dla innych, kto jest całkowicie i pierwszorzędnie dla Boga. My chrześcijanie powinniśmy być tego dogłębnie świadomi i tego uczy nas nasze wnikliwe i ewangeliczne spojrzenie na Maryję. Przychodzimy więc do Niej uczyć się czynu chrześcijańskiego. Przychodząc do Niej na Jasną Górę uczymy się także czynu patriotycznego i polskiego, aby nim promieniować w codziennym życiu i w dokonywanych przez nas wyborach.

Możemy więc powiedzieć, że z naszego zapatrzenia się na Maryję rodzi się autentyczne życie chrześcijańskie, pojęte jako „synteza” modlitwy i działania, kontemplacji czynu, a więc ostatecznie dojrzałość i pełnia chrześcijańska. Poszerza się ona na wspólnotę, w której żyjemy i wraz z którą pielgrzymujemy. Wpisuje się ona w dzieło narodowe i w dzieło dobrze pojętego patriotyzmu, przeżywanego pod znakiem Królowej Polski.

 

KONFERENCJA 7

Matka Kościoła

Począwszy od epoki Ojców Kościoła Maryja została uznana za obraz Kościoła, to znaczy wspólnoty wierzących. Najstarszym źródłem, które mówi o tej relacji Matki Jezusa z Kościołem jest rozdział dwunasty z Apokalipsy świętego Jana. Ukazuje on niewiastę obleczoną w słońce, z księżycem pod stopami i z koroną z dwunastu gwiazd na głowie. W tej wizji jest pierwszorzędnie zawarty obraz Kościoła i to dokładnie konkretnego Kościoła z tamtego czasu, który cierpiał z powodu prześladowań oraz z powodu usiłowań podporzadkowania go cesarstwu, ale zarazem od Boga otrzymał ocalenie. W wizji tej zawiera się także obraz Maryi, ponieważ kobieta apokaliptyczna jawi się jako Matka Odkupiciela, który będzie sędzią świata. Można powiedzieć, że w tej wizji Kościół odbija się w Maryi, a Maryja odbija się w Kościele. To wzajemne odbijanie się powraca w refleksji kościelnej w ciągu wieków aż do II Soboru Watykańskiego, który opisał je w konstytucji dogmatycznej Lumen gentium. Powraca ono w liturgii zawsze wtedy, gdy w święta maryjne jest czytany dwunasty rozdział Apokalipsy św. Jana z jego doniosłym przesłaniu o niewieście otoczonej chwałą i chronionej przez Boga. W znacznym zakresie do takiego pojmowania miejsca i roli Maryi odsyła nas stosowany w odniesieniu do Maryi tytuł Jasnogórska Matka Kościoła, przy czym chodzi zarówno o Kościół powszechny, jak i o Kościół w Polsce.

Matka Jezusa

Jak należy wyjaśniać tę relację Maryi i Kościoła, co ona oznacza i czego możemy się w oparciu o nią nauczyć ze względu na nasze życie chrześcijańskie? Maryja w wizji apokaliptycznej, jak i w innych miejscach, widziana jest przede wszystkim jako Matka Jezusa, jako Ta, która dała Mu życie, po tym jak to życie Jej samej zostało dane przez Boga; jako Ta, która ochraniała Jego życie, które wzrastało, aż do ostatecznej próby męki; jako Ta, która właśnie jako wierna Towarzyszka Odkupiciela mogła uczestniczyć w radości zmartwychwstania i w pocieszeniu płynącym z daru Ducha. Maryja jest więc cała dla Jezusa i dla Jego misji. Trzeba także przypomnieć, że Maryja wypełniła to wszystko jako kobieta, jako Dziewica i Matka.

Wszystko to wyraźnie odzwierciedla się w Kościele. Kościół w tym względzie jest jednak rozumiany jako wspólnota wierzących, czyli nowy, mesjański i pielgrzymujący lud Boży. Powinniśmy myśleć o kościelnej wspólnocie wierzących zarówno w wielkich wymiarach światowych, jak i w małym kontekście każdej wspólnoty lub grupy chrześcijańskiej. Jesteśmy wspólnotą wiary, o ile razem żyjemy, wierzymy i modlimy się. Należymy wspólnie do takiej wspólnoty wiary i modlitwy – to znaczy do Kościoła. Oczywiście, do naszej wspólnoty wiary należą elementy instytucjonalne, zostały one nam dane i potrzebujemy ich. Są to przede wszystkim biskupi z ich uprzywilejowaną i pierwszorzędną pozycją hierarchiczną w całości wspólnoty wiary, za pośrednictwem których jesteśmy włączani do wspólnego źródła, którym jest sam Chrystus. Na to właśnie wskazuje pojęcie hierarchii w Kościele. Biskupi nie istnieją sami dla siebie i by niejako „z góry”, z wysokości pełnionego urzędu, doglądać owczarni Chrystusowej – ich posłanie polega na wiernym i oddanym służeniu wspólnocie wierzących, aby czynić ją wspólnotą zjednoczoną wokół pasterza. To jest i powinien być Kościół w sensie ścisłym. Dzięki temu Kościół jest następnie wszędzie tam, gdzie ludzie, w jakiejś formie, tworzą większą bądź mniejszą wspólnotę, gdzie są zjednoczeni w wierze, a zatem tam, gdzie przeżywa się wspólnotę i zmierza do tego, ze względu na co została ona ustanowiona, czyli na osiągniecie ostatecznego zbawienia.

Jeśli więc Maryja stanowi normatywny obraz Kościoła, a więc żywej wspólnoty wierzących, to wynika z tego wiele dla właściwego rozumienia i właściwego przeżywania wspólnoty eklezjalnej. Wynika z tego przede wszystkim, że wspólnota wiary jest darem Bożym i że przez nią Pan wiary, Jezus Chrystus, żyje pośród nas. To jest prawdziwy dar, jak było darem macierzyństwo Maryi, przez które Jezus zaczął żyć pośród nas. Nie zapominamy jednak o tym, że ten dar został nam udzielony przez macierzyńskie pośrednictwo Maryi, dzięki czemu w tym „miejscu” sytuuje się początek Jej misji macierzyńskiej w stosunku do wszystkich wierzących, a wiec do Kościoła. Musimy niejako ciągle na nowo pogłębić świadomość tego, że Kościół, do którego należymy jest Bożym darem, a w nim dla ans darem jest także Maryja. Zbyt często jesteśmy poddawani naciskowi myślenia, że Kościół jest ciężarem, że jest instytucją opresyjną, że jego celem jest podporządkowanie sobie człowieka. Nie da się autentycznie myśleć o Kościele, jeśli w punkcie wyjścia nie ujmie się go w perspektywie daru Bożego, służącego człowiekowi, i to służącego zarówno w perspektywie zbawczej, jak i w perspektywie doczesnej.

Nasza wspólnota

Jeśli chodzi o naszą konkretną wspólnotę, do której należymy, to jest darem sama możliwość wspólnej pracy i wspólnego życia, wspólnego świętowania, posiadanie przyjaciół i znajomych. Czy kiedykolwiek zastanowiliśmy się nad tym, jak wielkim i pięknym darem jest to wszystko dla nas? Czy jesteśmy wdzięczni, że możemy żyć razem, nawet jeśli niekiedy jest to bardzo trudne i wymagające, czy wręcz uciążliwe? Jeszcze większym darem jest możliwość wierzenia razem, a w konsekwencji wspólnej modlitwy oraz wspólnego prowadzenia życia chrześcijańskiego, tak że Pan wiary jest pośród nas, o czym nas wyraźnie zapewnił, jak na pierwszym miejscu był w Maryi. Czy nie powinniśmy, wdzięczni za ten dar wspólnoty w wierze, z przekonaniem troszcząc się o to, aby ta wspólnota była autentyczna i żywa? Nie jest to wcale oczywiste przede wszystkim dzisiaj. Iluż pośród nas czuje się samotnie na Mszy świętej, także w masie tych, którzy na nią uczęszczają! Czy uczyniliśmy to, co mogliśmy, i co czynimy, aby wyprowadzić ludzi z tej anonimowości i wprowadzić ich do żywej i radosnej wspólnoty? Jak możemy być Kościołem, czyli wspólnotą w wierze, jak możemy przyjąć i dobrze rozdawać ten wielki dar, jeśli w tych rzeczach jesteśmy obojętni i ociężali? Musimy rzeczywiście być Kościołem żywym, żywą kopią niepokalanej Matki Jezusa. W takim przypadku w jakiś sposób odbija się na nas Jej macierzyństwo i stajemy się jego duchowymi uczestnikami.

Tym bardziej jesteśmy wspólnotą i Kościołem, a jako tacy obrazem Matki Jezusa i Jej dziećmi, o ile razem przyjmujemy Jezusa w nas po macierzyńsku i dajemy mistycznemu Ciału Jezusa życie, które najpierw otrzymaliśmy w darze, jak Maryja przyjęła po macierzyńsku w sobie swego Syna i dała Mu ludzkie i ziemskie życie. Podobnie i my chcemy ożywić w nas, a zarazem wzbudzić w naszym bliźnim, w sposób najlepszy z możliwych, życie i Ducha Jezusa. Jeśli Duch Jezusa żyje w naszej wspólnocie, to stajemy się członkami Ciała Jezusa – jak mówi św. Paweł – członkami ożywianymi przez Ducha Jezusa. W tym przypadku obejmuje nas również macierzyństwo Maryi i nas przekształca.

Nowe życie chrześcijanina

To macierzyńskie przyjmowanie życia i dawanie go dopełnia się przede wszystkim przez sakramenty – jego pierwotnym i niezastąpionym źródłem jest chrzest. Dlatego woda chrztu często była opisywana przez ojców Kościoła jako łono macierzyńskie, z którego ludzie rodzą się ponownie do życia duchowego jako członki Ciała Jezusa. Chrzest sprawia, że przez „nowe narodziny” stajemy się dziećmi Bożymi oraz braćmi i siostrami Jezusa, pierworodnego między wielu braćmi. Znak sakramentalny ciągle przypomina nam, że jest to suwerenny i darmowy dar Boga – że nie jest to nasze dzieło, ale dzieło Boże spełniane w nas i dla nas. Jest nam udzielane przez Boga za pośrednictwem Jezusa w świętym znaku sakramentalnym. Maryja jawi się nam także jako uczestniczka porządku sakramentalnego Kościoła, gdyż Jej ciało i Jej życie jest znakiem Bożej łaski dla nas.

Mamy jednak przyjąć, a potem rozdzielać sakrament nowych narodzin nie jak członki bez życia – mamy raczej żywo uczestniczyć w tym darze nowego życia, który pochodzi od Boga. Mamy pomagać Duchowi Jezusa, aby zakorzenił się w nas, a potem mamy go rozwijać w sobie i w innych. Musi więc być pobudzany i kształtowany w Duchu Jezusa. Z tym łączy się to, co w Ewangeliach uczynił Jezus – troszczyć się równocześnie o uzdrowienie z chorób duszy i ciała, starać się doprowadzić do pojednania wszędzie tam, gdzie pojednanie jest potrzebne, ożywiać atmosferę przyjaźni, zrozumienia, wspomagającej troski i delikatnej miłości. Jako Kościół, to znaczy jako ludzie, którzy żyją razem w wierze, powinniśmy wzbudzać wspólnotowo i po macierzyńsku Ducha Jezusa między nami, w Kościele, w naszych konkretnych wspólnotach. Powinniśmy starać się żyć w nim, a Jezus będzie żył między nami. W taki sposób możemy także w naszych sercach stać się żywym Kościołem – to my jesteśmy i mamy być Kościołem. Kościół nie istnieje poza ludźmi, ale jest z ludzi. Maryja pozostaje dla nas najwyższym wzorem tego stawania się Kościołem przez przyjmowanie daru Ducha Świętego i ożywania nim naszych codziennych doświadczeń ożywianych codzienną, wytrwałą i poświęcającą się miłością.

Wytrwałość w nowym życiu

Obraz Maryi mówi nam jeszcze coś szczególnego odnośnie do tego naszego chrześcijańskiego zadania. Jeśli staramy się ofiarnie i konsekwentnie przeżywać nasze chrześcijaństwo, spotkamy trudności i przeciwności, jakie napotkała Maryja. Dlatego obraz Maryi niepokalanej zachęca nas do cierpliwości w przeciwnościach, w rezygnacji, w bólu, w każdym doświadczeniu, aby wytrwać w wierze macierzyńskiej, która pobudza życie, oraz w miłości, która w taki sam macierzyński sposób pobudza do życia w każdych okolicznościach. Wezwanie proroka Sofoniasza: „Córo Syjonu, nie bój się”, którego echo wyraźnie rozbrzmiewa w czasie wydarzenia zwiastowania Maryi, może odnosić się zarówno do Niej, jak i do Syjonu, będącego wzorem wspólnoty wierzących, a więc także nas wierzących. Mamy wytrwać w próbie, ale zachodzi przede wszystkim potrzeba, abyśmy patrząc na Boga Zbawiciela, w którego wierzymy, nie bali się. Powinniśmy więc być umocnieniem dla siebie nawzajem, gdyż tylko razem jesteśmy „Córą Syjonu”.

Pomyślmy o Maryi niepokalanej, która przeżyła życie macierzyńskie jako dziewica i jako kobieta. Także ten element niepokalaności Maryi powinien odzwierciedlić się w Kościele-Matce, a więc w naszej żywej wspólnocie. Czy życie naszej wspólnoty wiary nie mogłoby napełnić się radością, jak jest radością córka, która rośnie? Czy sposób, w jaki wszyscy wierzymy, razem żyjemy i staramy się wzajemnie wspomagać, nie mógłby być po ludzku piękny i dawać nam codzienne szczęście? Czy życie Kościoła nie mogłoby być płodne i silne, a więc macierzyńskie? Czy nasze codzienne współżycie i współdziałanie jako chrześcijan nie mogłoby pokazać przynajmniej jakiegoś niepokalanego tchnienia i niepokalanych przymiotów ducha, takich jak łagodność, cierpliwość, wyrozumiałość, życzliwość i otwartość?

Ten, kto ufa zwycięskiej i przemieniającej łasce Bożej, tak jak Maryja, ten, kto przyjmuje orędzie Boże, jest zawsze sprzymierzony z tym, co najsilniejsze, z tym, co potężniejsze od małości ducha i od świata z jego dwuznacznością i problematycznością. Kto tak czyni, promieniuje w świecie uczuciami i postawami Matki Jezusa i Matki Kościoła. Dlatego zawsze może w Kościele, we wspólnocie wierzących jak Maryja, promieniować trochę wiecznego światła Bożego, będącego źródłem życia i świętości. Jeśli wszyscy żylibyśmy według tego wzoru niepokalanej Matki Jezusa, powierzając się Bogu i łasce, której udzielił nam w Jezusie, nasze wspólnoty, a więc nasz Kościół byłyby bardziej autentyczne i godne zachwytu. W życiu ludu Bożego pojawiłby się piękny obraz, odbicie Kobiety obleczonej w słońce, z księżycem pod stopami i na głowie z koroną z gwiazd. Wtedy bylibyśmy także autentycznymi czcicielami Jasnogórskiej Matki Kościoła.

 

 

KONFERENCJA 8

Znak nadziei i pociechy

W tajemnicy wniebowzięcia Maryi Kościół odnajduje siebie samego, to znaczy jakby swój obraz i swoje pierwociny. Dziewica Maryja nie znajduje się poza, czy też ponad Kościołem, ale należy do niego oraz reprezentuje – po Jezusie Chrystusie i w oparciu o Jego moc – jego wypełnienie. Tajemnica wniebowzięcia Maryi powinna nam być bliska w związku z Jasną Górę, gdzie jest ona przedmiotem czci i gdzie tak wiele elementów przypomina nam o tej tajemnicy. Wniebowzięcie Maryi jest jednym z najstarszych i głównych jasnogórskich świąt maryjnych i do jego przeżycia się zbliżamy. Należy również pamiętać, że jak w polskiej tradycji nazywano Maryję „niepokalaną Królowa Polski”, tak samo nazywano Ją również „wniebowziętą Królową Polski”. Takie wezwanie pojawia się zwłaszcza w przypominanych w ostatnim czasie objawieniach, których miał doznać włoski jezuita Giuglio Mancinelli.

Wypełnienie życia i wiary Maryi

Wraz z chwalebnym wniebowzięciem zamysł Boży dotyczący Maryi został doprowadzony do wypełnienia. Aby zrozumieć to wypełnienie, trzeba jednak uchwycić jego początek i jego stopniową realizację. Początku nie należy szukać w zasłudze ze strony Maryi, ale w czystej, szczególnej i absolutnej darmowości Boga, który wybrał Ją na Matkę swego wcielonego Syna. Z tego wyboru, który należy do tajemnicy wolności Bożej i który nie ma innego uzasadnienia niż sam Bóg, wynika całe pozostałe życie Maryi, zwłaszcza misja dziejowa, która została Jej powierzona. Z boskiego wyboru wynika przede wszystkim Jej pełnia łaski, będąca przychylnością i błogosławieństwem Pana, spojrzeniem miłosierdzia i zachowaniem do wszelkiej zmazy grzechu i bólu śmierci.

Ze względu na ten szczególny wybór Boży Maryja nie została pozbawiona kondycji konkretnego człowieka, a tym bardziej nie jest Ona przeciwstawiona Jezusowi Chrystusowi, jedynemu Pośrednikowi i Odkupicielowi. Łaska udzielona Maryi jest łaską krzyża; także Ona została odkupiona i zbawiona przez Paschę Jezusa, będącą jedynym wydarzeniem, które niepodzielnie dominuje nad całymi dziejami i dzięki któremu została odkupiona cała ludzkość. To wydarzenie zbawcze odzwierciedlało się jednak w Maryi począwszy od Jej poczęcia, a więc zanim wypełniło się ono historycznie. Ten osobliwy fakt nie powinien nas dziwić, skoro to sam Bóg zapoczątkowuje i kieruje dziejami zbawienia, skoro Syn Boży w ofierze złożonej na krzyżu wydaje się za nas i objawia swoją miłość, skoro wszystko w chrześcijaństwie jest pojmowane ze względu na Jezusa zmartwychwstałego i wywyższonego oraz w ścisłym odniesieniu do Niego. Nasze zdziwienie rodzi się z tego, że w naszym myśleniu i w naszych doświadczeniach jesteśmy związani z nieprzekraczalnymi ograniczeniami czasu. Z drugiej strony, także Maryja jest historycznie związana z tym, czego dokonuje Chrystus – została zachowana od pierworodnej winy na mocy Jego przewidzianych zasług; Jej chwała oznacza udział w Jego zmartwychwstaniu – Jego, który jest „pierwocinami”.

Patrząc na Maryję wniebowziętą, adorujemy wybór dokonany przez Boga, nie domagając się jego uzasadnienia, oraz moc Jego świętej i zwycięskiej łaski; adorujemy suwerennie dokonany przez Niego wybór ludzkiego macierzyństwa dla wiecznego Syna. Nasza adoracja łączy się w tym przypadku z oddaniem czci samej Maryi. To Ona jako pierwsza wyraża, w miarę, jak zdaje sobie sprawę ze swojego przeznaczenia, zdumienie wielkodusznością Boga, doskonale świadoma, że po Jej stronie nie ma żadnych zasług. Śpiewa: „Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim, bo wejrzał na pokorę swojej służebnicy”. Na mocy tej pokory, która w swojej najbardziej wewnętrznej naturze oznacza świadomość potrzeby łaski, czyli obecności i działania Boga żywego, Dziewica Maryja uznaje siebie za adresatkę „wielkich rzeczy” spełnianych przez Boga. Pokora człowieka staje się wywyższeniem Boga, którego się wspomina i który okazuje wsparcie. Cała historia święta jest splotem pokory i miłosierdzia, ubóstwa i błogosławieństwa, głodu człowieka i dóbr Boga.

Dzieło Maryi

Maryja nie ogranicza się jednak do uwielbienia Boga. Kantyk Magnificat, którym wielbi Boga, rodzi się z Jej wzniosłej i konkretnej wiary, ponieważ przez nią na co dzień zanurzała się w zamyśle Bożym, stając się jego czynną uczestniczką. Elżbieta ogłosiła Ją „błogosławioną”, jakby uprzedzając błogosławieństwa ewangeliczne, ponieważ uwierzyła Bogu. Maryja dokonała wyboru, wiara stała się w Niej wydarzeniem, gdy odważnie i z przekonaniem odpowiedziała „tak” na słowo Pana, gdy okazała swoje najwyższe przylgnięcie do Niego, gdy wyraziła swoje „niech mi się stanie” na zamysł, którego uzasadnienie znajduje się w samym Bogu, poza wszelką zdolnością przewidzenia i zrozumienia przez człowieka. Wiara pozwala dojrzale uchwycić ten cel, który najpierw pojawił się w myśli i wyraził w determinacji Maryi, nadając kierunek całemu Jej życiu.

W ten sposób Maryja potwierdza, że jest wolna i gotowa do służby, to znaczy gotowa kierować się wymaganiami płynącymi z wiary, która – dla Niej bardziej niż dla jakiegokolwiek wierzącego – oznacza rezygnację z siebie i czyste powierzenie się władzy Boga, sile i płodności Jego Ducha. Macierzyńska relacja ze Słowem Bożym nabiera tutaj pełnego wyrazu i pełnej wartości. Sam Jezus to potwierdza, gdy aprobuje błogosławieństwo wypowiedziane pod Jej adresem przez anonimową kobietę z tłumu. Oczywiście, są błogosławione łono i piersi, które doświadczyły jedynego i niepowtarzalnego przywileju karmienia wcielonego Syna Bożego, ale są błogosławione, ponieważ Ona uwierzyła w wypełnienie się obietnic Bożych, ponieważ słuchała słowa Bożego, przyjmowała je i służebnie żyła według niego.

Świętość jest tajemniczym przymierzem „przeznaczenia” Bożego i ludzkiej odpowiedzi – łaski i wolności. Maryja odpowiedziała na powołanie do Bożego macierzyństwa przez wiarę, która jest całkowitą przynależnością do Boga, potwierdzaną postawą służby, która nie waha się iść aż do krzyża. Wiara, służba i krzyż pozostają w nierozerwalnej jedności. Służebna wędrówka Maryi aż do krzyża objawia i potwierdza tę nierozerwalną jedność. Pascha, jako tajemnica śmierci, czyli poświęcenie się i miłość, działa w Jezusie Chrystusie i działa również – przez Niego – w Jego Matce. Stopniowe objawienie zamysłu Bożego względem Maryi, szczególnie zaś obdarowanie Jej pełnią łaski, nie uwalnia Jej od ciemności wiary, która nieustannie pozostaje wezwaniem do czystego zawierzenia, ponad wszelkimi pojawiającymi się pytaniami „dlaczego”. Stają one przed Maryją, tak jak przed każdym wierzącym. Także Ona przeżywała chwile, w których nie rozumiała.

Wniebowzięta

Z tego szczególnego uczestniczenia Maryi w męce i śmierci Chrystusa, które potwierdziła swoją wiarą i swoją służbą, narodziła się nie mniej szczególna Jej wspólnota ze zmartwychwstaniem Pana, Jej Syna. W prefacji mszalnej liturgia Kościoła stwierdza: „Nie chciałeś bowiem, aby skażenia w grobie doznała Dziewica, która wydała na świat Twojego Syna, Dawcę wszelkiego życia”. Jak Chrystus, po Nim i dzięki Niemu, Maryja jest teraz obdarowana pełnią życia i chwały. Odkupienie objęło Ją całą, co do ciała i co do duszy. Śmierć nie naruszyła Jej w żadnym wymiarze Jej bytu, nawet jeśli musiała jej doświadczyć, tak jak doświadczył jej Jezus, Jej Syn.

Wiara Kościoła i jego wrażliwość duchowa uchwyciła to bardzo wcześnie – jedyność Maryi w obdarowaniu łaską, została uznana za podstawę do Jej „szybkiego” udziału w chwale po ukończeniu biegu ziemskiego życia. Dlatego też, w sposób bardzo szczęśliwy, Kościół widzi w Maryi swój „obraz”, swoje „pierwociny”, „wypełnienie tajemnicy zbawienia”, swoją realizację i swoją pełnię. Dziewica Maryja, będąc w Kościele, jako Wniebowzięta po prostu jest już wskrzeszonym do chwały Kościołem. Z drugiej strony, ze względu na swoją wyjątkowość jest Ona obrazem Kościoła, który on kontempluje z nadzieją i w oczekiwaniu na wypełnienie się w nim tego samego przeznaczenia.

Ten wzór jest czczony jako „znak pociechy i pewnej nadziei” dla „ludu pielgrzymującego na ziemi”. Pociecha i nadzieja rodzą się z obecności Maryi w Kościele, gdyż Jej macierzyństwo przez Jezusa Chrystusa i w Duchu Świętym rozciąga się na wszystkich wierzących, a nawet na wszystkich ludzi, którzy są powołani do zbawienia.

Kościół przeznaczony do łaski i do służby, odzwierciedla także życie Maryi przez swoją wiarę i przez uczestniczenie w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa; także Kościół pełni posługę macierzyństwa Bożego, wprowadzając Jezusa Chrystusa na świat, ukazując Go stopniowo w historii. On także przyjmuje kondycję „niewiasty obleczonej w słońce”, która doświadcza „bólów rodzenia”; on także jest atakowany przez „smoka ognistego” oraz broniony przez Boga w „schronieniu” przygotowanym na pustyni. Obrazy, które podaje Apokalipsa w dwunastym rozdziale, pierwotnie donosiły się do Kościoła. W każdym razie, zachodzi jakby ciągłe odnawianie się tajemnicy Maryi w Kościele i w każdym Jej czcicielu. Dokonuje się ono w każdym poszczególnym wierzącym, dla którego Maryja jest wzorem i nadzieją doskonałego odkupienia, w którym śmierć zostaje zwyciężona, jak sugestywnie podkreśla św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian. Apostoł mówi o tym, że Chrystus jest „pierwszym zmartwychwstałym”; następnie mówi o „tych, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia”. Między Chrystusem i tymi ostatnimi jest Maryja, w której przypadku śmierć została już definitywnie pozbawiona swojej niszczącej mocy.

Nasze dążenie do dóbr niebieskich

Modlitwa Kościoła w uroczystość wniebowzięcia Maryi wyraża przede wszystkim pragnienie, aby chrześcijanie osiągnęli wypełnienie swoich oczekiwań i dążeń. Zawiera więc prośbę o coś w rodzaju „oderwania się” od ziemi. Wydaje się, że dzisiaj trzeba by bardzo uważać na używanie języka tego rodzaju; sądzi się, że postępujące zeświecczenie już nie pozwala na wyrażanie oczekiwań tego typu. Nie brakuje więc takich, którzy twierdzą, że wspomniane „oderwanie” jest reliktem odległej mentalności, która straciła sens, a której mimo wszystko trudno się pozbyć. Kościół jednak nie zraża się tą krytyką i wciąż powtarza za starożytna tradycją: „Spraw, abyśmy nieustannie troszczyli się o dobra duchowe”, tak jak Dziewica niepokalana „wzięta do niebieskiej chwały z ciałem i duszą”.

Wierzący wiedzą, co to znaczy stale być zwróconym do „dóbr duchowych”; wiedzą, że takie ukierunkowanie oznacza życie w łasce Bożej, którą przyjmuje się przez wiarę i potwierdza służbą pełnioną w takim miejscu, w którym postawił go Bóg i w którym chce, aby spełniał swoje powołanie. Chrześcijanie wiedzą, że nie trzeba pokładać ufności w bogactwach, które nieuchronnie przemijają, że nie można ulegać beznadziejności, ale z nadzieją przyjmować krzyż swoich obowiązków i niepokój pojawiających się wyzwań. Oznacza to także wieloraki szacunek dla ciała, które ma zmartwychwstać, aby nasze wyzwolenie było pełne – szacunek, który jest spójny z „duchową” konsekracją, która je uświęca, i sprawia, że całkowicie należymy do Boga.

Ton tej modlitwy powtarza się w liturgii: „Niech nasze serca rozpalone ogniem miłości nieustannie dążą do Ciebie”, abyśmy „zostali doprowadzeni do chwały zmartwychwstania”. Modlitwa po Komunii świętej nawiązuje do obecności i wstawiennictwa Maryi, ale uzasadnia jego skuteczność przez odniesienie do Eucharystii. To „Ofiara pojednania i chwały” posiada zdolność przebaczenia grzechów oraz umocnienia poszukiwanej przemiany życia. W „Chlebie życia wiecznego” znajduje się łaska, która „wyzwala od wszelkiego zła w życiu obecnym i przyszłym”; jest w niej obecny sam Twórca łaski. Przez Eucharystię stajemy się więc uczestnikami zbawienia, które w pełni objawi się w naszym zmartwychwstaniu do wiecznego życia.

Maryja w chwale odsyła nas więc do Eucharystii, a w ten sposób utwierdza naszą nadzieję, aby była niezachwiana i niezawodna. Jeśli Eucharystia jest sakramentem Paschy Jezusa Chrystusa i jeśli Dziewica Maryja jest jej pierwszym dojrzałym owocem, to trzeba stale – patrząc na Maryję, Jej łaskę i Jej chwałę – sięgać z ufnością do tej łaski i chwały, której źródłem jest Jezus Chrystus.

 

KONFERENCJA 9

Panna wierna

„Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został młody Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest wśród pątników, uszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto Ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?». Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu” (Łk 2, 42-51).

Wierna Towarzyszka Chrystusa

Maryja wiernie towarzyszyła swojemu Synowi jako Matka. W tym towarzyszeniu rozwinęła się Jej wierność, będąca nieodzownym przymiotem wiary w Boga. Była to wiara, której Bóg domagał się od człowieka, wychodząc mu naprzeciw, to znaczy zawierając z nim przymierze. Przywilej niepokalanego poczęcia, czyli szczególny udział w dziele odkupienia dokonanego przez Jezusa Chrystusa, nie zwolnił Jej z podjęcia życia konsekwentnie opartego na wierze, ale ponadto postawił przed Nią nowe wymagania, przede wszystkim dotyczące wierności Bogu. Można powiedzieć, że właśnie Jej niezachwiana wierność jest odpowiedzią na przymierze, z którym Bóg w Jezusie Chrystusie zwraca się do człowieka. Mimo całej swojej jedyności, szczególności i wyjątkowości, Maryja pozostaje stale jedną z nas właśnie jako wierząca, to znaczy odpowiadająca Bogu ze wszystkimi wyzwaniami, jakie niesie z sobą boski dar przymierza. Dar i przywilej Boży udzielony człowiekowi jest zawsze wezwaniem do większej wierności, do przechodzenia „od wiary do wiary”, wyrażając ją w pojawiających się coraz to nowych okolicznościach. Rozwijając swoją wiarę, Maryja jawi się wszędzie i dogłębnie jako nasza Siostra, gdyż także my mamy wierzyć i także dla nas wiara łączy się z rozmaitymi wyzwaniami. Spójrzmy więc na Maryję, której wierność może nam dać cenne wskazania dotyczące przeżywania naszej wiary i opowiadanie za Bogiem w naszej codzienności.

Matka niejako z natury, na mocy wewnętrznej więzi, którą ją z nim łączy, wierzy swojemu dziecku. Istnieje naturalna więź sympatii łącząca matkę z dzieckiem oraz skłania ona matkę do wybierania swojego dziecka przed wszystkimi innymi. W przypadku Maryi było oczywiście tak samo. Ta wiara naturalna zostaje jednak wystawiona na próbę, skoro tylko dziecko zaczyna iść swoją własną drogą, zrywając więź z matką. Świadczy o tym także opowiadanie o dwunastoletnim Jezusie w świątyni. Stwierdza ono, że Jezus poszedł swoją drogą i że Jego rodzice, szczególnie Maryja, nie mogli zrozumieć tego szczególnego Dziecka i tego, jak postępuje. Opowiadanie przekazuje również, że mimo wszystko pozostała Ona spokojna, że wytrwale szukała Go z Józefem, że Go znalazła i usłyszała Jego tajemnicze uzasadnienie: „Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?”. O Maryi czytamy także, że zachowywała wszystkie te sprawy w swoim sercu, pozostając wierną Bogu i ufającą w Jego zrządzenia.

Nie znajdujemy w tym opowiadaniu stwierdzenia, że Maryja miała już wiarę pełną i doskonałą, w tym sensie, że nie mogłaby już wzrastać w wierności, głębiej i bardziej zdecydowanie odpowiadając na wezwanie Boże. Czytamy tylko, że dała Ona przyzwolenie na wzrastanie w wierze w nowej sytuacji i w spokojnej refleksji. Oczywiście nowa wiara, która miała wzrastać, nie mogła już być tylko wcześniejszą wiarą. Będzie ona zachowywana jako podstawa, ale na tej podstawie musiało zacząć wzrastać coś całkowicie nowego – całkowicie nowy typ wiary wyrażany w nowej wierności. Miała to być wiara w to, czego nie można uznać za oczywiste; wiara w fakt, że właśnie to, co nie jest od razu zrozumiałe, może jednak być znakiem Bożym, i to bardzo bezpośrednim; wiara w to, co Jezus pokazywał, właśnie tam, gdzie Jego postawa okazywała się zagadką, że był szczególnie zjednoczony z Bogiem, a Bóg z Nim, i że tajemnica Boga szczególnie przemawiała przez Niego. Ta wiara miała wzrastać w tym milczeniu i w tym spokoju, w którym Maryja zachowywała wiernie wszystko w swoim sercu.

Wobec wyzwań

Rosnąca wiara Maryi miała potem sprostać wielu wyzwaniom. Jej wielkość polega także na tym, że Jej rosnąca wiara nadal wzrastała w wierności, mimo pojawiania się naglących pytań i piętrzących się trudności. Stawała się coraz mocniejsza właśnie w takich okolicznościach, a w ten sposób wpisywała się w dzieje zbawienia prowadzone do wypełnienia przez Boga.

Maryja wierzy wtedy, gdy Jezus po osiągnięciu dojrzałości i podjęciu swojej misji oddalił się od Niej. Poszedł swoją drogą i o Maryi w Ewangeliach mówi się już niewiele. Wtedy Jej wiara dojrzewa w cichej wierności, w zdumieniu działalnością Jezusa i w rozmaitych głosach, także nieprzychylnych, które krążą na Jego temat. Musiała to wszystko cierpliwie znosić. To milczenie, które zachowywała, było przestrzenią, w której Jej wiara nadal wzrastała i utrwalała się w wierności.

Ewangelista Marek przekazuje, że Maryja i krewni chcieli zbliżyć się do Jezusa w czasie Jego przepowiadania i dokonywanych uzdrowień, aby z Nim porozmawiać. W tej jednak scenie Jezus nie zajmuje się Nią, jakby oddalił się od Niej ostatecznie. Mówi, że to ci wszyscy, którzy pełnią wolę Bożą, są dla Niego matkami, braćmi i siostrami. Pozostaje więc w swojej misji publicznej poświęcony dla wszystkich, rezygnując z rodzinnych więzi. Relacje z Matką zostają więc okryte milczeniem, usunięte na bok, jakby zlekceważone. Podobnie dzieje się w sensie opisanej przez świętego Łukasza Ewangelistę. Jakaś kobieta ogłasza błogosławioną Matkę Jezusa, ale także w tym wypadku ta pochwała nie robi większego wrażenia na Jezusie. Takie w tym przypadku pozostaje wierny jedynie swojej misji, z którą nic nie może konkurować.

Widać w tych epizodach, że Maryja musi iść sama swoją drogą umacnianej wiernością wiary; także wtedy, gdy starała się zbliżyć do Syna, musi poddać się Jego decyzjom i usytuować w Jego perspektywie widzenia rzeczy. Wiara nie staje się więc dla Niej w tym przypadku ani łatwiejsza, ani wygodniejsza, ale musi iść konsekwentnie drogą, która została Jej wyznaczona, podejmując wyzwania, które się pojawiają. W tym kontekście należy zwrócić uwagę na to, że naturalna bliskość Matki i Syna nie ułatwia wiary ani nie uwalnia jej od rozmaitych problemów. Ewangelie przekazują nam to, co się działo, gdy Jezus przepowiadał w swojej ojczyźnie – Nazarecie. Ludzie gorszyli się, ponieważ tam był znany oraz znano Jego Matkę i Jego krewnych. Cóż szczególnego może być w znanych osobach, którzy są tacy, jak inni obok nas? Także Maryja musiała zmierzyć się z tą bardzo pospolitą trudnością. Czy Jej Syn, o którym myślała, że przecież Go dobrze znała, mógł być Mesjaszem? Idąc po linii tych pytań musiała wiele nad tym myśleć, ponieważ także Ona musiała iść drogą, która przekraczała to, co oczywiste i co narzuca się w potocznym doświadczeniu.

Ostateczne wytrwanie

Ewangelia św. Jana przekazuje później, że Maryja stanęła także pod krzyżem Jezusa. Jak była Mu bliska i wierna w czasie działalności publicznej, tak pozostała Mu wierna i oddana w ostatecznym opuszczeniu, gdy wszystko zdawało się upadać, a uczniowie, z wyjątkiem Jana, uciekli. Była to zapewne największa trudność do przezwyciężenia przez wiarę – tutaj musiała interweniować siła większa niż wierność macierzyńska. Pod krzyżem Maryja musiała nauczyć się, w swojej milczącej wierności, wierzyć do końca w Boga, który przebacza i który zbawia w taki właśnie, swój własny, sposób, kłócący się z naszym rozumowaniem, naszymi przyzwyczajeni i naszymi planami.

Maryja nauczyła się tego wszystkiego, ponieważ później spotykamy Ją – według relacji Dziejów Apostolskich – wśród uczniów zebranych w wieczerniku, trwających jednomyślnie na modlitwie w oczekiwaniu na zesłanie Ducha Świętego. Maryja stanowiła część pierwotnej wspólnoty wiary i gorliwej modlitwy. Można powiedzieć, że w tej godzinie Maryja była w pełni pierwszą i najdroższą Siostrą młodego Kościoła, jako wspólnoty wiary i przyjmowanego posłania do świata, który uczył się wierności swemu Panu. Macierzyńska zażyłość z Jezusem rozwinęła się w zażyłość z Jego uczniami i stała się dla nich pewnym drogowskazem, wskazującym drogę wiary i pełnienia zleconej misji.

Właśnie w swojej wierności Maryja niepokalana i wniebowzięta jest naszą Siostrą w wierze. Uczy nas, że wiara, która raz wyrosła na glebie serca i umysłu musi ciągle na nowo kontynuować swoją wierną wędrówkę. Na tej drodze trzeba przekraczać twarde i trudne wyzwania – te wyzwania, które niekiedy mogą osłabiać zawsze wątłą wiarę i poddawać ją coraz to nowym próbom. Właśnie wtedy, gdy dzieje się coś podobnego, Maryja pociesza nas i pokazuje nam, jak coraz wierniej trwać przy Bogu w mocy Jego łaski i na niej opierać się w swoim pielgrzymowaniu. Chodzi o to, by nauczyć się żyć wiernie także z pojawiającymi się pytaniami i zachować milczącą ufność nawet w przypadku najcięższych doświadczeń. Musimy uznać, że nigdy nie jesteśmy doskonali w wierze, a nawet jeśli tak się wydaje, to trzeba być świadomym, iż przyjdą dni, kiedy ta pewność ulegnie zachwianiu. Wierność Maryi przypomina ciągle na nowo, że wszystko w życiu chrześcijanina niezmiennie opiera się na łasce Bożej i ma swój ostateczny punkt odniesienia w krzyżu Chrystusa. Maryja, jako nasza Siostra w wierze, jest dla nas niezastąpioną towarzyszką na drodze wiary, która domaga się także od nas wierności.

Wierna Królowa

W naszej wędrówce duchowej, którą szliśmy w kolejnych rozważaniach, patrzyliśmy na postać Maryi, Matki Chrystusa, ale także Królowej Polski, która oświeca nas z Jasnej Góry. Doświadczenia Jej obecności w dziejach pobudzają nas do tego, by zarysowane wyżej etapy, na których Maryja ukazuje się przede wszystkim za pośrednictwem swego wzniosłego ducha i zaprezentowanych postaw, stały się realnie etapami naszej wiary, która jest królewską drogą, na której postawił nas Bóg – wiara jest Jego darem – i którą nas prowadzi. Będzie ona drogą rzeczywiście królewską, jeśli w każdym z nas będzie coraz bardziej dojrzewać „dusza Maryi”, jak mówił przywołany na początku św. Ambroży. Tej królewskiej drogi w sposób szczególnie inspirujący doświadczamy, gdy zwracamy się do Jasnej Góry, do polskiej tradycji duchowej, do doświadczeń wpisanych w polskie pielgrzymowanie do tronu Królowej, ubranej „w szaty narodu”, jak trafnie zauważył Cyprian Kamil Norwid. Maryja, Panna wierna do końca i Matka pięknej miłości, powinna stać się jeszcze bardziej naszą Siostra i naszym chwalebnym wzorem dojrzalej świętości.

 

KONFERENCJE DODATKOWE

Kult Matki Bożej Częstochowskiej w życiu

i działalności apostolskiej

Bł. Honorata Koźmińskiego, kapucyna

  1. Gabriel Bartoszewski

Wstęp

Cudowny Obraz Matki Bożej Częstochowskiej od wieków przyciągał, jednoczył, i nadal jednoczy Polaków. Jasna Góra jest świętością Narodu Polskiego. W ciągu dziejów utrwaliło się przekonanie, że każdy wierzący Polak poczuwa się do moralnego obowiązku, by w życiu chociaż jeden raz udać się na Jasną Górę, by oddać cześć swej Pani i Królowej oraz polecić się Jej opiece. Przekonanie to potwierdził papież Jan Paweł II w przemówieniu na Jasnej Górze podczas pierwszej pielgrzymki apostolskiej: „Przyzwyczaili się Polacy wszystkie niezliczone sprawy swojego życia, różne jego momenty ważne i rozstrzygające, chwile odpowiedzialne, jak wybór drogi życiowej czy powołania, […] wiązać z tym Miejscem, z tym Sanktuarium. Przyzwyczaili się ze wszystkim przychodzić na Jasną Górę, aby mówić o wszystkim swojej Matce”.

Obok Ojców Paulinów, gorliwych stróżów cudownego Obrazu Matki Bożej, w ciągu sześciuset lat znajdowało się wielu Polaków, którzy w różny sposób przyczyniali się do szerzenia kultu Madonny z Częstochowy. Do grona tych Polaków należy bł. Honorat Koźmiński, kapucyn, założyciel licznych rodzin zakonnych, znany propagator kultu maryjnego, kapłan, który znacznie przyczynił się do odnowy i zachowania ducha religijnego w Kościele polskim w drugiej połowie XIX i na przełomie XX wieku.

Pierwsze opracowanie ukazujące wkład bł. Honorata w propagowanie kultu Matki Bożej Częstochowskiej zostało opublikowane w „Studia Claromontana” (3 (1982), s. 130-160). Obecne poszerzone, zatytułowane słowami bł. Honorata: Mamy najcudowniejszy Obraz, ukazuje się z okazji setnej rocznicy ustanowienia liturgicznego święta Matki Bożej Częstochowskiej oraz pielgrzymki narodowej na Jasną Górę w 1906 r., tak żywo propagowanej przez bł. Honorata. Nadto w obecnym opracowaniu udostępnia się Czytelnikowi odpowiednie teksty źródłowe, pochodzące zarówno od o. Honorata, jak też od innych osób. Na ich podstawie Czytelnik będzie mógł wyrobić sobie własny sąd o czci, jaką bł. Honorat otaczał cudowny Obraz Matki Bożej Częstochowskiej i jak gorąco pragnął, by wszyscy Polacy wokół niego się gromadzili.

  1. Rys biograficzny o. Honorata
  2. Honorat Koźmiński ur. się 16 października 1829 r. w Białej Podlaskiej w rodzinie Stefana i Aleksandry z Kahlów. Na chrzcie świętym otrzymał imiona: Florentyn, Wacław, Jan, Stefan. W domu używano drugiego imienia Wacław. Koźmińscy oprócz Wacława, mieli jeszcze najstarszego syna Aleksandra i dwie młodsze córki: Stefanię i Kamile, dwoje niemowląt zmarło. Rodzice, a zwłaszcza matka, byli głęboko religijni. Szkołę elementarną ukończył w Białej Podlaskiej. W 1840 r. Stefan Koźmiński jako budowniczy miejski wraz z rodziną przeniósł się do Włocławka. Wacław wraz z bratem Aleksandrem zostali oddani do gimnazjum w Płocku. Dnia 1 czerwca 1844 r. otrzymał świadectwo dojrzałości. Po czym zapisał się do Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie. W rok później, 2 września 1845 r. niespodziewanie umarł mu ojciec. Już od czasu gimnazjum przeżywał kryzys wiary. Na przełomie 1846/1847 r. doświadczył losu więźnia politycznego w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Po jej opuszczeniu 27 marca 1847 r. odbył spowiedź. Nie troszcząc się o ukończenie studiów, wstąpił do Zakonu Kapucynów. Dnia 21 grudnia 1848 r. rozpoczął nowicjat otrzymując habit i imię zakonne: Honorat. Po złożeniu profesji zakonnej i ukończeniu studiów 27 grudnia 1852 r. otrzymał święcenia kapłańskie. W Warszawie rozpoczął gorliwą pracę duszpasterską jako spowiednik, dyrektor III Zakonu, moderator Kółek Różańcowych. Dnia 21 listopada 1855 wspólnie z Angelą Truszkowską założył Zgromadzenia Sióstr św. Feliksa z Cantalice. Po kasacie klasztorów przez rząd carski 27/28 listopada 1864 razem ze współbraćmi został internowany w klasztorze kapucyńskim w Zakroczymiu i skazany na bezczynność. Tam reformuje swoje życie duchowe, wiele godzin poświęca posłudze w konfesjonale, przez który od 1874 r. rozpoczął zakładanie ukrytych zgromadzeń zakonnych. Ich głównym zadaniem było prowadzenie apostolstwa środowiskowego. Do 1895 r. z jego inspiracji powstało 26 różnych instytutów. Obecnie istnieje ich 16 (3 habitowe 13 bezhabitowe). W czerwcu 1892 r. po kasacie klasztoru w Zakroczmiu został przeniesiony do Nowego Miasta n. Pilicą, gdzie kontynuował swoją wszechstronną działalność. Za życia cieszył się sławą świętości. Zmarł 16 grudnia 1916 r. w Nowym Mieście n. Pilicą. Pozostawił po sobie 128 pozycji drukowanych (ponieważ niektóre miały wiele wydań) i 37 w rękopisie.

W latach 1949-1988 został przeprowadzony proces beatyfikacyjny. Papież Jan Paweł II w X rocznicę swego pontyfikatu, 16 października 1988 r., na Placu św. Piotra w Rzymie dokonał beatyfikacji o. Honorata Koźmińskiego. Znany jest jako gorliwy czciciel i niewolnik Maryi oraz propagator jej licznych kultów. Nazywany jest patronem zawierzenia i wytrwania.

  1. Młodzieńcze doświadczenia

Bł. Honorat, jako Wacław Koźmiński, student Szkoły Sztuk Pięknych, 23 kwietnia 1846 r., posądzony o przynależność do spisku przeciw władzy carskiej, został aresztowany i osadzony w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Tam przeszedł bolesne doświadczenia podczas śledztwa. Połączone ono było z takimi torturami fizycznymi i moralnymi, że najsilniejsze charaktery załamywały się lub gotowe były popełnić samobójstwo, gdyby było to możliwe. W tym czasie Wacław ciężko zachorował i został dotknięty ciężką gorączką, trwającą trzy tygodnie. Nie wiadomo dokładnie jaka to była choroba. Władze więzienne zdecydowały się zastosować mu szokująca terapię. W Notatniku duchowym tak o tym zdarzeniu napisał: „Widać z natchnienia Bożego, czy też dla pozbycia się mnie, dano mi takie lekarstwo straszne, że albo śmierć, albo uzdrowienie miało nastąpić. I odżyłem. Ale nic a nic sobie nie wyrzucałem i trwałem w zaślepieniu”. Wacław do spisku nie należał, ale ukrywał w swej podświadomości inny dramat – swój konflikt z Bogiem. Nie wierzył w Boga, a Bóg nie dawał mu spokoju. O tych przeżyciach napisał w Notatniku duchowym: „gdy byłem uwięziony, trwałem w uporze, a gdy mnie ściślej zamknięto, zamiast się upokorzyć, to wtedy wspomniałem o Bogu, aby Mu wyrzuty robić, że mnie nie ratuje. I odważyłem się na takie szaleństwo, na które żaden szatan nie odważyłby się, bo będąc już w ręku boskim, bluźniłem przeciw Niemu…”.

W dniu 15 sierpnia 1846 r. doznał wewnętrznej przemiany, o której w Notatniku duchowym napisał: „Matka Boża ubłagana przez moją Matkę (bo sam nie myślałem o poprawie) przyczyniła się do Pana Jezusa iż przyszedł do mnie do celi więziennej i łagodnie do wiary przyprowadził”.

Matka Wacława, Aleksandra Koźmińska, gdy dowiedziała się o aresztowaniu syna, natychmiast z Włocławka przybyła do Warszawy, w nadziei że okaże mu pomoc. Nadzieja okazała się płonna. W tej beznadziejnej sytuacji zwróciła się o pomoc do Boga. Codziennie chodziła do popaulińskiego kościoła Świętego Ducha i tam gorąco modliła się przed Obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Ufała, że ta która wiele razy okazała jej pomoc i tym razem nie zawiedzie. Gdy dowiedziała się od kogoś, że jej syn doznał pomieszania zmysłów, jego los jeszcze bardziej ufnie powierzała Bożemu Miłosierdziu.

Aleksandra w jednym z listów opisuje swój sen, jakiego doznała w tej tragicznej sytuacji. Opisuje, że znalazła się w kościele popaulińskim podczas którego ujrzała syna w bieli, który wyciągnął rękę do niej i powiedział: „Moja najdroższa matko, wszystko dobrze będzie, tylko ty bądź spokojna”. Ten sen w serce Aleksandry wlał otuchę. W kilka miesięcy później, 27 marca 1847 r. Wacław nieoczekiwanie został zwolniony. Odzyskawszy wolność pojechał do matki do Włocławka. Tam dowiedział się od niej, komu zawdzięcza uwolnienie. Po powrocie do Warszawy sam chodził do tejże świątyni popaulińskiej i modlił się przed Obrazem Matki Bożej. Jego starszy brat Aleksander napisał później: „Wacław miał ulubione miejsce modlitwy do Matki Boskiej w kościele popaulińskim w kaplicy po prawej stronie, tam też często długie godziny przesiadywał i tam też matka modliła się o jego uwolnienie, gdy był zatrzymany”. Te przeżycia głęboko zapadły w jego pamięć. W Notatniku duchowym zapisał: „Modlitwa matki mojej ziemskiej i opieka Matki mojej Niebieskiej, tamtej objawiona, ocaliły mnie”.

Wszystko to sprawiło, że w jego sercu zrodziła się głęboką miłość do Matki Najświętszej. W tym przeżyciu i definitywnym nawróceniu należy dostrzegać klucz do całej dalszej apostolskiej działalności o. Honorata, jego bezgranicznego umiłowania Chrystusa i Matki Najświętszej również w cudownym Obrazie Częstochowskim.

III. Piesze pielgrzymki na Jasną Górę

Duchową więź z Maryją bł. Honorat pogłębił w pierwszych latach kapłaństwa. Po założeniu Zgromadzenia Sióstr św. Feliksa z Cantalice (felicjanek), wspólnie z bł. Angelą Truszkowską 21 listopada 1855 r. kult Matki Bożej Częstochowskiej w ich życiu ciągle się przewijał. Obydwoje pałali szczególną miłością ku Matce Bożej Jasnogórskiej i byli gorliwymi jej propagatorami. Gdy bł. Honorat opracowywał dla Zgromadzenia konstytucje bł. Angela w jego intencji modliła się przed Obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, który siostry nazywały „Fundatorką”.

Błogosławiony był inspiratorem pieszych pielgrzymek do Częstochowy do cudownego Obrazu Matki Bożej. Organizował je wspólnie ze swoimi współbraćmi i z siostrami młodego Zgromadzeni Sióstr Felicjanek oraz tercjarkami warszawskimi. Nie przyłączał się do tradycyjnej pielgrzymki warszawskiej, która od 1711 roku, wyruszała na Jasną Górę w święto Przemienienia Pańskiego. Pielgrzymka kapucyńska rozpoczynała się 16 sierpnia, po uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, by ciągu 10 dni przebyć 40 mil (tj. około 286 km), aby dotrzeć do celu. Po spędzeniu 5 dni na modlitwie w cudownym miejscu pielgrzymka wracała do Warszawy również pieszo  8 września. „Kurier Warszawski” z 17 sierpnia 1857 r. informuje: „Dnia wczorajszego o godz. 2-ej po południu, z kościoła Ks. Ks. Kapucynów wyszła kompania do Częstochowy, składająca się z grona pobożnych PP. Felicjanek i wielu osób płci obojej. Święta pielgrzymka poprzedzona została stosowną nauką przez księdza Honorata i błogosławieństwem ks. gwardiana Norberta przewodniczącego w odprowadzaniu z kilkoma zakonnikami, z których dwóch towarzyszyć będą kompanii na samo miejsce” O tej samej pielgrzymce w kronice klasztoru Kapucynów w Nowym Mieście n. Pilicą kronikarz zapisał pod datą 19 sierpnia 1857 r.: „Dziś przechodziła kompania do Częstochowy, na czele której szedł W. O. Honorat, kaznodzieja warszawski i O. Krescenty student świętej teologii, stąd z nimi poszedł br. Konstanty tamże; Felicjanki zakonnice i tercjarki w liczbie około sto osób tu byli na nabożeństwie, a po odpoczynku udali się w dalszą drogę; deszcz padał”. Ta sama gazeta w następnym roku 10 września 1858 r. poinformowała społeczeństwo: „W dniu 7 bm. we wtorek, wpół do 12-ej w południe wróciła kompania pobożnych z Częstochowy. Wprowadził ją do miasta J. ks. Honorat, kapucyn, przy asystencji dziewic w białe przybranych odzienie, sierot Felicjanek oraz sióstr zakonnych tercjarek. Towarzyszyli kompanii tej pobożni nucąc wspólnie religijne pienia”.

Rodzona siostra o. Honorata, wizytka w swoich wspomnieniach zauważa, że jej brat o. Honorat odbywał piesze pielgrzymki na Jasną Górę i doceniał ich duchową korzyść.

Kapucyńsko-felicjańskie pielgrzymki na Jasną Górę trwały w latach 1857-1861, gdyż w tym w okresie w Królestwie Polskim panowała względna swoboda. Zachowane źródła wskazują, że bł. Honorat dwukrotnie brał w nich udział.

  1. Starania o ustanowienie liturgicznego święta

Matki Bożej Jasnogórskiej

Na przestrzeni pięciu wieków istnienia Jasnej Góry historia notuje kilka prób starań u Stolicy Apostolskiej o ustanowienie święta Matki Bożej Częstochowskiej oraz zatwierdzenia odpowiednich tekstów liturgicznych. Ich nasilenie przypada na wiek XVII.

Kapituła prowincjalna Ojców Paulinów 19 lipca 1638 r. wnioskowałą, by przełożeni postarali się u Stolicy Apostolskiej o ustanowienie obdarzonego odpustami liturgicznego święta „Złożenia Obrazu na Jasnej Górze”. W imieniu paulinów starania w Rzymie czynił o. Mikołąj Ruszkowski, opat z Paradyża. Ułożył nawet specjalne oficjum, ale jego śmierć przerwała prace i udaremniła starania paulinów W 1655 r. po zakończeniu bohaterskiej obrony Jasnej Góry, konwent paulinów wystąpił do Stolicy Apostolskiej z prośbą o zatwierdzenie specjalnego święta dziękczynnego Najświętszej Maryi Panny z własnym oficjum brewiarzowym i formularzem mszalnym na dzień 30 grudnia. Mimo poparcia ze strony króla polskiego Jana Kazimierza, Święta Kongregacja Obrzędów dekretem z 11 czerwca 1658 r. zezwoliła na Mszę św. wotywną z Gloria i Credo, bez własnego oficjum. Odprawiano ją uroczyście z wystawieniem Najświętszego Sakramentu przez dziesiątki lat do 1790 r.

Zakonnicy zebrani na kapitule prowincjalnej konwentu jasnogórskiego w 1723 r., zabiegali, aby podjęto starania u Stolicy Apostolskiej o specjalne oficjum o koronacji Cudownego Obrazu. Jednak nie ma żadnej wzmianki, że przyniosły one pozytywny rezultat.

Po nieudanych próbach przez długi czas nie podejmowano działań zmierzających do ustanowienia święta i oficjum. Dopiero z początkiem XX w. bł. Honorat Koźmiński dał impuls do wznowienia starań.

Od dawna nurtowała go myśl, którą w 1906 r. wyraził w Odezwie do swych zgromadzeń: „Wszystkie prawie cudowne miejsca Maryi mają wyznaczony jeden dzień w roku na pamiątkę cudownego Jej zjawienia, znalezienia Jej Obrazu lub w ogóle jakiegoś wypadku, od którego dalsze cuda wzięły początek. Przez to niejako składa się Jej podziękowanie za wszystkie łaski tam doznane i oddaje się za nie cześć publiczną. A my, co mamy najcudowniejszy Obraz na całym świecie, pozbawieni byliśmy dotąd tej pociechy”.

W okresie swej działalności zakonotwórczej, jednemu ze swych zgromadzeń założonemu w 1889 r. nadał tytuł: „Córki Matki Bożej Częstochowskiej”. Zadaniem Zgromadzenia było szerzenie kultu Matki Bożej Częstochowskiej i opieka nad wieśniakami przez prowadzenie gospod z artykułami po niskich cenach, by ustrzec ludzi od wyzysku. Zgromadzenie nie przetrwało próby czasu i w 1909 r. złączyło się ze Zgromadzeniem Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej.

Przy nadarzających się okazjach o. Honorat radził różnym osobom i zachęcał je do rozszerzania kultu Pani Jasnogórskiej. W 1902 r. przyjechały do Nowego Miasta n. Pilicą dwie siostry ze Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusa (Posłanniczki Maryi), założonego przez o. Honorata 2 lutego 1874 roku. Siostry przywiozły ze sobą Obraz Matki Bożej Częstochowskiej potarty o cudowny Obraz i prosiły, by o. Honorat przez jakiś czas odprawiał przed nim Mszę św. Pytały go także, w jaki sposób mogą najlepiej odwdzięczyć się Matce Bożej za wiele dobrodziejstw, jakie otrzymują. Sługa Boży po namyśle odpowiedział, że najlepszą formą wdzięczności będzie staranie się o ustanowienie specjalnego święta Matki Bożej Częstochowskiej.

Siostry, mające kontakt z różnymi wpływowymi osobami, podjęły się starań w tej sprawie. Za radą o. Honorata odniosły się do o. Euzebiusza Rejmana, przeora klasztoru jasnogórskiego, najbardziej kompetentnego w tej sprawie. Koźmiński z własnej inicjatywy zabrał się do opracowywania odpowiednich tekstów liturgicznych, o czym wspomina w listach. Ustalił też ewentualną datę obchodu tegoż święta. Jego zdaniem powinno się je obchodzić w środę po święcie św. Bartłomieja Apostoła. ,,W tym dniu bowiem Obraz, który miał być dalej wieziony, stanął cudownie na Jasnej Górze i nie dał się poruszyć z miejsca, oznajmiając tym wolę Matki Najświętszej, że u nas pragnie na stałe zamieszkać”.

  1. Honorat z końcem 1902 r. opracował formularz Mszy św. i oficjum brewiarzowe o Matce Bożej Częstochowskiej. Zapewne za pośrednictwem wspomnianych sióstr przesłał je o. Rejmanowi, z którym już wcześniej utrzymywał korespondencję.
  2. Euzebiusz przyjął tę inicjatywę bardzo życzliwie. Przedłożone mu teksty przesłał do korekty ks. Zygmuntowi Mścichowskiemu w Warszawie. Nie wiadomo dlaczego to uczynił, czy miał wątpliwości, czy tylko dla zwykłego upewnienia się. Jak pisze o. Honorat, ks. Z. Mścichowski uznał teksty za dobre. Dokonał tylko jednej zmiany. Zamiast tekstów drugiego nokturnu zaczerpniętych przez o. Honorata z pism św. Efrema, zamieścił historię Obrazu. Również przewidział czytanie historii Obrazu w drugim nokturnie przez całą oktawę.

Pomysł o. Honorata był bardziej szczęśliwy, odpowiadający nawet współczesnemu duchowi liturgii. Ks. Mścichowski zapewne kierował się ówczesną praktyką, że drugi nokturn winien zawierać biografie lub teksty historyczne. Nie znamy oryginalnych tekstów, opracowanych przez o. Honorata, gdyż jak się wydaje, zostały po ich przepisaniu zniszczone.

W tym miejscu należy stwierdzić, iż nie wydaje się słuszne twierdzenie o. Michała Ireneusza Pożarowszczyka ZP, który w swej pracy magisterskiej omawia genezę święta Matki Bożej Częstochowskiej, że o. Honorat układał teksty liturgiczne na prośbę o. Euzebiusza Rejmana. Dotychczasowe znane źródła, w tym list o. Rejmana do o. Honorata, świadczą o inicjatywie tego ostatniego. Przeor jasnogórski w liście z 23 kwietnia 1906 r. pisze wyraźnie: „W tej myśli odpowiem na pismo owych pań pobożnych, o czym czułem się w obowiązku zawiadomić Najczcigodniejszego Ojca, a zarazem powinszować tak pięknej myśli i podziękować za nią najgoręcej”.

Opracowane teksty liturgiczne wraz z dokumentacją historyczną wraz z obszernym memoriałem o. Euzebiusza Rejmana, przeora jasnogórskiego z 13 lutego 1903 r. i listem polecającym biskupa Stanisława Zdzitowieckiego, ordynariusza kujawsko-kaliskiego zostały przesłane do Stolicy Apostolskiej. Oczywiście wysłano je potajemnie przed władzami carskimi, które wcześniej zabroniły wszelkich kontaktów z Rzymem. Przesyłka dotarła szczęśliwie do Świętej Kongregacji Obrzędów.

W prośbach wyszczególniono dwa dezyderaty:

  1. Ustanowienie liturgicznego święta Matki Bożej Częstochowskiej i zatwierdzenie dla niego własnych tekstów.
  2. Do istniejącego już tytułu świątyni jasnogórskiej „Podwyższenia Krzyża” dodanie drugiego tytułu: „Wniebowzięcia Matki Bożej czyli Częstochowskiej”.

Załączone teksty wkrótce zostały wydane drukiem. Po kilku miesiącach Kongregacja zażądała od o. Rejmana wyjaśnień o sławie cudownego Obrazu i cudach jakie miały miejsce na Jasnej Górze. Przeor jasnogórski szybko przesłał książki i różne pisma sięgające 1515 roku, świadczące o nadzwyczajnych łaskach, jakie dokonały się na Jasnej Górze.

Zebrane materiały do Kongregacji najpierw zostały zbadane przez Komisję Liturgiczną. Pod adresem tekstów liturgicznych wysunęła tylko nieznaczne zastrzeżenia i poprawki, dotyczące niezbyt ścisłego zastosowania tekstów Pisma świętego do Matki Bożej.

Komisja zwróciła też uwagę na potrzebę przebadania wiarygodności tekstów historycznych zamieszczonych w drugim nokturnie. W konsekwencji nie znalazła ona zastrzeżeń w zatwierdzeniu tego święta zgodnie z przedłożonymi prośbami.

Zgodnie z praktyką Kongregacji Rzymskich całość dokumentacji przekazano konsultorowi Świętej Kongregacji Obrzędów, Archangelo Bruni. Konsultor w opracowanej opinii ustosunkował się do zastrzeżeń Komisji liturgicznej i przedłożył następujące sugestie:

  1. Uznał wiarygodność tekstów historycznych i nie dostrzegł w nich nic takiego, co miałoby przeszkodzić przychyleniu się do prośby petentów.
  2. Ponieważ chodzi o fakt przeniesienia Obrazu z Bełza na Jasną Górę, podkreślił też, że dobrze mogą odpowiadać teksty liturgiczne wzięte ze święta Wniebowzięcia Matki Boskiej, tym bardziej że te dwa święta są sobie bardzo bliskie.
  3. Zwrócił uwagę, że Sobór Trydencki nakazał przejrzenie ksiąg liturgicznych i zalecił posługiwanie się raczej tekstami już zatwierdzonymi.

Konkluzja konsultora była następująca: „Ferventissimas igitur Preces Prioris Generalis Ordinis S. Pauli I Eremitae ac Antistitis Wladislaviensis, Vobis PP. AA., fidenti animo comittimus atąue commendamus. Vestrum est hoc votorum compotes efficere; vestrum est Claromontanum Sanctuarium Omnibus nordicarum regionum sanctuariis celebrius, gloriosius efficere, ac Thaumaturgam Imaginem Częstochoviensem novo ac splendidiore cultu augere eo in loco ubi misericordiae suae thesauros fidelibus omnibus copiosissime recludit”.

Na posiedzeniu Świętej Kongregacji Obrzędów 12 kwietnia 1904 r. podjęto decyzję, że przyznaje się świątyni jasnogórskiej drugi tytuł Wniebowzięcia Matki Bożej z zachowaniem pierwszego i ustanawia się święto Matki Bożej Częstochowskiej z tym, że teksty liturgiczne Mszy św. i oficjum brewiarzowego należy wziąć że święta Wniebowzięcia za wyjątkiem własnej szóstej lekcji brewiarzowej. Dekretem z dnia 13 kwietnia 1904 r. papież Pius X zatwierdził tę decyzję. Święto zostało ustanowione jako pierwszej klasy wraz z oktawą.

Poniżej podaje się tekst Dekretu Stolicy Apostolskiej:

Diecezja Włocławska

W granicach diecezji włocławskiej, w pobliżu miasta Częstochowy, na górze zwanej Jasną, znajduje się klasztor Reguły św. Pawła Pierwszego Pustelnika, przyległy do kościoła św. Krzyża, w którym już od sześciu wieków przechowuje się cudowny i starożytny Obraz Najświętszej Maryi Panny; od miejsca, w jakim się znajduje, Jasnogórskim zwany, cieszący się najwyższą czcią wśród wiernych. Do tego miejsca nie tylko z całego Królestwa Polskiego, ale nawet z pobliskich regionów nieustannie i tłumnie przybywają wierni w pielgrzymkach, aby przed tym Obrazem Matki Bożej z największa pobożnością wzywać pomocy.

Mając na względzie prośbę Przeora generalnego wymienionego klasztoru który chcąc się przyczynić do coraz większego rozszerzenia się czci Niebieskiej Matki, bardzo usilnie prosił naszego Ojca Świętego, Papieża Piusa X, aby święto Najświętszej Maryi Panny Jasnogórskiej, które na środę po 24 sierpnia ustalono, corocznie obchodzono jako święto 1 klasy z oktawą, z własnym oficjum i Mszą św. oraz nadal obchodzonym być mogło. Ponadto wymienionej świątyni pod wezwanie Świętego Krzyża dołącza się tytuł Najświętszej Maryi Panny zwanej Jasnogórską. W tej sprawie swoja prośbę dołączył również Jego Ekscelencja Biskup Ordynariusz Diecezji Włocławskiej.

Kardynałowie zebrani na sesji w gmachu Kongregacji, po wysłuchaniu przedłożenia kardynała relatora i dokładnym rozważeniu sprawy przychylili się do prośby. Papież Pius X po wysłuchaniu przedłożonej relacji, decyzję Kardynałów uznał za słuszną i swoją najwyższą władzą potwierdził; niniejszy dekret wydaje się bez względu na jakiekolwiek przeciwne przepisy.

Dnia 13 kwietnia 1904 r. W tym czasie Święta Kongregacja nie była skłonna zbyt łatwo zatwierdzać nowe teksty liturgiczne. W duchu zaleceń Soboru Trydenckiego należało posługiwać się już używanymi w liturgii tekstami. Po tej myśli udzielono odpowiedzi na petycje bpa Stanisława Zdzitowieckiego i o. Euzebiusza Rejmana.

Ustanowienie święta Matki Bożej Częstochowskiej niewątpliwie było sukcesem w porównaniu z wynikami starań w poprzednich wiekach. Chociaż decyzja Kongregacji nie poszła po linii przedłożonych próśb, dla wielu czcicieli był to powód do wielkiej radości.

  1. Euzebiusz Rejman otrzymawszy Dekret św. Kongregacji uznał za stosowne poinformować o tym fakcie o. Honorata. Uczynił to w liście z 23 kwietnia 1906 r. Pisząc o przewidzianych pielgrzymkach na ten rok, między innymi dodał: „Skorzystamy z tego i ogłosimy święto zatwierdzone przez Ojca św. Piusa X Matki Boskiej Częstochowskiej na środę po 24 sierpnia naznaczone, I klasy z oktawą. Świętem interesował się wielce Najczcigodniejszy Ojciec, bo nawet oficjum układał, przeto dla pociechy Jego serca i tę wiadomość komunikuję”. Słowa te są potwierdzeniem inicjatywy o. Honorata i wyrazem uznania dla jego wysiłków.

Dla o. Honorata, tak bardzo kochającego Maryję, była to wielka radość. Dał jej wyraz w swoich różnych listach i odezwach, które w tym roku pisał do zgromadzeń i innych osób zachęcając do uczestnictwa w pielgrzymce narodowej na Jasną Górę.

  1. Propagowanie pielgrzymki narodowej na Jasną Górę

W 1906 r. przypadała 250 rocznica ślubów króla Jana Kazimierza. Na uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny tego roku wyznaczono poświęcenie wieży jasnogórskiej, która uległa spaleniu 15 sierpnia 1900 roku. W tym czasie o. Honorat przebywał w Nowym Mieście n. Pilicą. Będąc w podeszłym wieku i doświadczany różnymi chorobami nie mógł myśleć o pielgrzymowaniu. Zapewne wspominając swoje młodzieńcze doświadczenia, nie opuszczała go myśl o potrzebie i pożytku pielgrzymowania Polaków do Matki Bożej na Jasną Górę.

Błogosławiony pisząc w 1905 r. życzenia na Boże Narodzenie do Sióstr i Barci ze swoich Zgromadzeń rzucił myśl zorganizowania pielgrzymki narodowej do Matki Bożej Częstochowskiej. Zdając sobie sprawę z sytuacji własnego narodu, z serca przepełnionego żarliwą miłością do Maryi pisał: „Z woli Najmiłościwszego Boga żyjemy w czasach wielkich przełomów społecznych […]. Gdyby cały nasz naród zebrał się u stóp Matki Bożej Częstochowskiej, gdyby z każdego zakątka naszej ziemi i z każdego stanu wysłać tam gorliwych posłów, którzy by odnowili śluby Jana Kazimierza. […] byłby to sposób najskuteczniejszy zapewnienia sobie prędkiego u Pana Jezusa ratunku. Byłby to pochód wspaniały, godny Polaków, miły Bogu i ludziom. Zachęcajmy wszystkich do tego na wszelki sposób – a tymczasem nie ustawajmy w wołaniu i w ufności, ale raczej na wzór onego ślepego w Jerycho, któremu usta zatykano, wołajmy coraz głośniej. I bądźmy przekonani, że w ten sposób najlepiej sprawie ukochanej Ojczyzny służymy”.

  1. Honorat nie tylko zachęcał członków swoich zgromadzeń do podjęcia tej pielgrzymki, ale też za ich pośrednictwem rozpoczął szeroko zakrojoną akcję popularyzacyjną. Napisał odezwę, którą m. Róża Godecka przesłała do różnych czasopism, jak: „Dziennik Powszechny”, „Przegląd Katolicki”, „Kronika Rodzinna”, „Rola”, „Kurier Wileński”, „Promień”. W odezwie jest mowa o zamiarze poświęcenia wieży jasnogórskiej 15 sierpnia i o pierwszym obchodzie święta Matki Bożej Częstochowskiej w dniu 29 sierpnia. Czytamy tam znamienne słowa: „Wzywamy przeto wszystkie Zgromadzenia nasze, tak Braci, jak i Siostry III Zakonu, i rodziny, aby wysłały na tę pielgrzymkę swoich przedstawicieli i aby wszystkich z otoczenia swojego do niej zachęcały, iżby mogła nazywać się rzeczywiście narodową, tj. ogólną i była jawnym objawem przed Bogiem i przed Matką Boską naszego nawrócenia i skruchy, i szczerej chęci poprawy, tudzież aby świadczyła, że Ją na nowo obieramy za naszą Matkę i Opiekunkę i chcemy okazywać się Jej dziećmi, aby tym łatwiej wyjednała nam łaski, tak bardzo potrzebne”.

Odezwę swą Sługa Boży kończy słowami pełnymi nadziei i ufności: „To wszystko powinno w nas ożywić stygnące nabożeństwo do tego cudownego Obrazu, do którego przodkowie nasi wielkie mieli zaufanie, gdzie tyle dowodów Jej opieki odbierali i gdzie wszystkie dziękczynienia za zwycięstwa i inne łaski osobiste i ogólne składali […]. Od nas przeto samych zależy, abyśmy w tych tak ważnych dla nas czasach nowych dowodów opieki od naszej Matki doznali”.

  1. Honorat chciał, by odezwa dotarła do ludu wiejskiego, dlatego prosił siostry, szczególnie ze Zgromadzenia Sióstr Służek, które zajmowały się pracą na wsi, by rozdawały specjalnie przygotowane odezwy. Podobną odezwę rozesłał o. Honorat wszystkim swoim zgromadzeniom. Przez to objął akcją popularyzacyjną wszystkie niemal diecezje. Wybitną rolę w tej akcji odegrały obok Służek, Siostry Posłanniczki i grono świeckich kobiet pod przewodnictwem p. Marii Kleniewskiej. W każdym razie akcja popularyzacyjna objęła szerokie kręgi społeczeństwa polskiego.

Należy dodać, że o. Honorat troszczył się również o zewnętrzną organizację pielgrzymki, jak też o potrzebne dla niej emblematy czy feretrony z odpowiednimi hasłami. Sługa Boży chciał, by na tych feretronaeh ukazać „Polską pokutującą i uciekającą się o ratunek do Maryi”. Pragnął też, by niesiono Obraz Matki Bożej ukazującej się w promieniach ze św. Kazimierzem i św. Stanisławem, a u Jej stóp „Polacy bijący się w piersi”. O. Honoratowi chodziło o to, by każda kompania miała podobny emblemat i żeby całej pielgrzymce przyświecała jedna myśl. „Na ten raz nie tyle powinno chodzić o dogodniejsze nabożeństwo – pisał o. Honorat – jak o manifestację narodową przed Bogiem”.

Inicjator i propagator pielgrzymki narodowej pozostawał zamknięty w klasztorze. Jego myśl jednak spotkała się z żywym oddźwiękiem. Podjęli ją księża biskupi, jak również o. Euzebiusz Rejman. Ten ostatni napisał w liście do o. Honorata: „Prawdziwie Pan Bóg natchnął myśl tak zbawienną Najprzewielebniejszemu Ojcu, nic bowiem lepszego i właściwszego nie pozostawało nam przygniecionym tylu nieszczęściami, jak w ten sposób ulżyć sercom strapionym i wyjednać sobie pomoc z nieba”. Niektórzy biskupi wystosowali słowa zachęty do swoich diecezjan, by udawali się na pielgrzymkę. O. Euzebiusz Rejman ze swej strony ogłaszał uroczystość poświęcenia nowej wieży i zachęcał do pielgrzymek na tę uroczystość.

Uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej w 1906 r. przypadła w środę. Od niedzieli przybywały kompanie pielgrzymów pod przewodnictwem księży lub świeckich. Sprawozdawca „Dziennika Powszechnego” pisze, że w ciągu trzech dni przybyło 450 kompanii. Kompania z Kalisza liczyła 2 tysiące osób, z Łodzi 11 tysięcy, z Radomska 1500, z Łowicza 1000. Pielgrzymka warszawska liczyła 11 tysięcy osób. Wzięło w niej udział bardzo dużo młodzieży. Przybyły liczne pielgrzymki z poznańskiego, ze Śląska i Galicji. Dosłownie byli przedstawiciele „ze wszystkich zakątków krainy naszej”. Według ogólnej opinii dziennikarzy i innych naocznych świadków w tym dniu zebrało się około pół miliona pielgrzymów.

Na uroczystość przybyło trzech biskupów: arcybiskup warszawski Wincenty Popiel, biskup kujawsko-kaliski Stanisław Zdzitowiecki i biskup sufragan warszawski Kazimierz Ruszkiewicz. Inni biskupi nadesłali telegramy gratulacyjne. Zebrało się również kilkuset kapłanów przybyłych z pielgrzymkami.

15 sierpnia o godz. 7 kompanie zaczęły przechodzić przed Obrazem Matki Bożej. Następnie ustawiono się w szeregi i po odśpiewaniu hymnu „Boże, coś Polskę” ruszono do miasta z licznymi orkiestrami. Pochód zamykała banderia w strojach krakowskich. Obszedłszy całą aleję, pochód wrócił na Jasną Górę. Następnie przemówił do zebranych o. Euzebiusz Rejman, powitał i poprosił arcybiskupa Wincentego Popiela o poświęcenie wieży. Wielkim przeżyciem dla pielgrzymów była procesja dookoła wałów, prowadzona przez wszystkich trzech biskupów. Następnie biskup S. Zdzitowiecki odprawił Mszę św. wewnątrz kościoła, a na zewnątrz biskup K. Ruszkiewicz. Kazanie w kościele wygłosił ks. kan. Paucz, a na zewnątrz ks. kan. Zygmunt Chełmicki. Odczytanie specjalnego listu papieża Piusa X zakończyło tę wspaniałą uroczystość.

Uczestnicy ocenili ją jako religijną i narodową, gdyż począwszy od powiewających nad tłumami chorągwi i proporców, a skończywszy na pieśniach – wszystko świadczyło o podwójnej miłości każdego Polaka: umiłowania wiary przodków i ziemi ojczystej.

Wśród tak wielkiej rzeszy pielgrzymów i przedstawicieli Narodu, składających hołd Pani Jasnogórskiej, nie było jej inicjatora. Nie mógł przybyć z racji wieku, a także z innych względów zmuszony był przebywać w klasztorze, który nazywał swoim „rajem na ziemi”. W tym czasie, gdy Naród poprzez swoich przedstawicieli modlił się na Jasnej Górze, on trwał na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Jego serce i dusza były u stóp Pani Jasnogórskiej, której Obraz już wcześniej zainstalowany został w kościele klasztornym w Nowym Mieście n. Pilicą. Radował się, że jego inicjatywa odbiła się tak głośnym i żywym echem i znalazła tak wielkie zrozumienie w narodzie, i to we wszystkich jego warstwach. Pragnienie o. Honorata, by przed Panią Jasnogórską stawili się przedstawiciele wszystkich warstw narodu, spełniły się. Mówiąc jego słowami, był to „pochód wspaniały, godny Polaków, miły Bogu i ludziom”.

Szkoda, że w tym czasie nie odnowiono ślubów Jana Kazimierza, o czym marzył i pisał w odezwie do zgromadzeń o. Honorat. Zachęta Koźmińskiego znalazła jedynie oddźwięk w prasie w formie wspomnienia, że przypada taka rocznica. W każdym razie serce wielkiego czciciela Maryi miało powód do radości i wdzięczności.

Sierpień 1906 r. był obfity w wydarzenia. Szczególnie w tym roku rozbrzmiewała chwała Maryi Jasnogórskiej, bo oprócz zorganizowania słynnej pielgrzymki zapowiedziano pierwszy uroczysty obchód święta Matki Bożej Częstochowskiej, ustanowionego przez Stolicę Świętą w 1904 r. Według ustaleń o. Honorata powinno ono być obchodzone w środę po św. Bartłomieju. W 1906 r. przypadało 29 sierpnia, w dwa tygodnie po imponującej uroczystości w dniu 15 sierpnia.

  1. Honorat chciał, by i to święto było obchodzone bardzo uroczyście. Dlatego też zachęcał, kogo mógł, zwłaszcza członków swoich zgromadzeń: „Bardzo proszę wszystkich Czcigodnych Braci i Matki, aby się przyczyniły do uroczystego obchodzenia pierwszy raz święta Matki Boskiej Częstochowskiej. Do czego ja się przykładam, układając Mszę św. i pacierze, choć jeszcze nie potwierdzone i sam projektowałem ten dzień, w którym Obraz stanął cudownie na Jasnej Górze”.
  2. Honorat nawoływał do nowej pielgrzymki i to w specjalnej intencji. Bracia i Siostry mieli podjąć ją w duchu przebłagania za zniewagi z po­wodu rozdarcia w Kościele polskim na skutek ujawnienia się działalności mariawitów. Miała to być ofiara przebłagania za wszystkie nadużycia i przestępstwa, jakie wówczas zaistniały. Serce o. Honorata bardzo bolało z tego powodu.

Odezwa o. Honorata, w której wzywał do uczestnictwa w uroczystości na Jasnej Górze, „aby okazać swą radość z tego, że Kościół Święty, poruszony mnóstwem doznanych cudów postanowił dla Matki Boskiej Częstochowskiej takie uczczenie”, również znalazła odzew. Zebrała się grupa około 300 osób ze wszystkich niemal zgromadzeń. Pielgrzymce tej, która wyruszyła z Nowego Miasta n. Pilicą, przewodniczył ks. Pomorski, wikariusz parafii Klwów i Stanisław Ciećwierz, alumn pochodzący z Nowego Miasta.

I z tej pielgrzymki mógł cieszyć się o. Honorat, że poprzez swych synów i córki duchowe składał hołd i podziękę swej Niebieskiej Opiekunce za wszelkie łaski, jakie otrzymał w życiu.

Na tę uroczystość 29 sierpnia zebrało się około 50 tysięcy pielgrzymów. Uroczystą sumę o Matce Bożej Częstochowskiej odprawił w kościele biskup Apolinary Wnukowski z Płocka, na szczycie o. Euzebiusz Rejman.

Święto było również obchodzone w całej Polsce z wielką radością. Biskupi zachęcili do tego wszystkich kapłanów i dali im duszpasterskie wskazania.

Zarówno wezwanie do pielgrzymki narodowej, jak i obchód święta Matki Bożej Częstochowskiej były wspaniałym dowodem wdzięczności Sługi Bożego dla Maryi. Jednocześnie przysłużył się on całemu narodowi katolickiemu. Sam jednak zawsze pragnął pozostawać w cieniu. Osiągnięcia i sukcesy przypisywał innym. Dlatego wielokrotnie pisał, że do ustanowienia święta Matki Bożej przyczyniły się niektóre osoby ze zgromadzeń, o. Euzebiusz Rejman i inni. Nie ulega wątpliwości, że wszystkie te osoby miały swój udział w załatwianiu tej sprawy, ale inicjatywa wyszła od niego, a potem czynił, co mógł, by doszła do skutku. Podobnie miała się rzecz z pielgrzymką narodową, której zorganizowanie Błogosławiony przypisuje gronu pań polskich pod kierunkiem p. Marii Kleniewskiej, nadto siostrze Celestynie Szczepkowskiej i o. Euzebiuszowi Rejmanowi. Całą tę sprawę wyjaśnia najlepiej list o. Rejmana, skierowany do o. Honorata.

  1. Honorat związał z Maryją swoje życie i całą swoją działalność kapłańską i zakonotwórczą. Z Maryją też chciał związać wszystkie swoje zgromadzenia, co rzeczywiście uczynił. Z Maryją pragnął związać cały naród polski i złączyć go w jedno wielkie stowarzyszenie maryjne.

W liście z życzeniami na święta Bożego Narodzenia do swoich zgromadzeń, jako podsumowanie pielgrzymki narodowej, napisał: I dalej o. Honorat, uniesiony duchem miłości i ufności do Maryi, pisze: „Wśród różnych utrapień błysnęła nam ze swej Stolicy Matka Boża, okazując swoją potęgę, że Ona jedna potrafi zjednoczyć różne rzesze i utrzymać je w pokoju i natchnąć duchem miłości […] O, gdyby cały naród skupił się w duchu u stóp tej naszej Matki i Królowej, gdyby choć jedno «Zdrowaś», ale ogólnie na tę intencję z wielką ufnością odmawiał, przekonalibyśmy się wszyscy, że bez jednego wystrzału mielibyśmy upragnione swobody i widzielibyśmy ubogich bez gwałtów opatrywanych miłośnie”.

Na zakończenie dobrze będzie przytoczyć wypowiedzi o. Honorata z przemówienia do zgromadzeń. Mówiąc o wzmagającym się w społeczeństwie ruchu, zmierzającym do ożywienia religijności, pisze: „Największym jednak objawem tego ruchu było zebranie półmilionowej rzeszy u stóp Królowej naszej w Częstochowie. Zaprawdę, gdzie takie rzeczy się dzieją, tam nie można desperować o przyszłość; naród, który tak żywo kocha Maryję, nigdy zginąć nie może, wart jest istnienia na chwałę Bożą; naród taki jest bardzo bliski dotykalnej opieki Maryi. Słysząc to, jesteśmy spokojni o naszą przyszłość. Jakaż to pociecha dla was, moi drodzy Bracia i Siostry, że to od was się zaczął ten ruch religijny, że wy byliście pierwszymi siewcami tego posiewu Bożego, że wy to otoczyliście Królową naszą wieńcem stowarzyszeń religijnych, poświęcających się odnowieniu ducha we wszystkich sferach społecznych, że wy znosząc mężnie prześladowanie i brak wszelkich środków materialnych, wytrwaliście w służbie Maryi wiernie… ”.

Mówiąc następnie o szerzeniu czci Maryi w narodzie, o. Honorat tak pisze: „Wszystkie związki społeczne uświęcać Jej tytułem i opieką, każde zebranie zaczynać od Jej pozdrowienia, wezwania, a kończyć dziękczynieniem i poleceniem Jej opiece wszystkich postanowień. «Zdrowaś Maryja» nie powinno nigdy niknąć na ustach naszych, a przynajmniej w sercach naszych. Wszyscy powinni być przejęci tą myślą, że całą nadzieję w Niej pokładamy i od Niej oczekujemy cudownej pomocy. O, gdybyśmy mogli cały nasz naród obrócić w Stowarzyszenie Mariańskie, które by jedno-zgodnie wołało ciągle o ratunek jedynej Matki i Królowej naszej, bylibyśmy spokojni o naszą przyszłość, bo nigdy zginąć nie może, kto Jej całkowicie zaufał”.

Udostępnienie czytelnikowi bogatych myśli o. Honorata o czci Matki Bożej Częstochowskiej, niech będzie skromnym przyczynkiem do powiększenia chwały Pani Jasnogórskiej z okazji setnej rocznicy ustanowienia święta liturgicznego Matki Bożej Częstochowskiej i pielgrzymki narodowej 15 sierpnia 1906 roku, a obecnie z racji 300 lecia koronacji obrazu Pani Jasnogórskie.